niedziela, 13 października 2013

Wizyta

Propozycja zawodowa dotarła smsem. Jedna z tych nie do odrzucenia, bo ojciec chrzestny (jak z książki) proponował wycieczkę zapoznawczą do niedalekiego ZK. Klient zabił, zgwałcił, zbezcześcił i czeka na spotkanie.

Gps stracił siłę woli. Majaczące gmachy z poprzedniej epoki, bujne orurowanie zakładów ciepłowniczych i wszechobecny szarobiały pył przesłoniły złotą jesień. Dróżki szersze i węższe, nieznające asfaltu ani kamieni okazywały się zwodniczo prowadzić do nikąd. Zaczepiony rowerzysta pomógł i gościnnie pokazał palcem kierunek.

Funkcjonariuszka SW w ewidencji westchnęła współczująco.  Zaskoczona odmową asysty pokazała okrągły, czerwony przycisk alarmu. Poinformowała, że trzeba poczekać, bo klient ma teraz nabożeństwo.

Miał wyglądać lombrozjańsko, atawistycznie i defektywnie. Mieć proporcje ciała antropometrycznie odpowiednie do swych zbrodniczych skłonności  - które też przecież miał mieć. Powinien być społecznie wykrywalny. Naznaczony tak przez naturę urozmaiciłby swoją ścieżkę życiową bliznami, tatuażami, ogoloną głową i zdekompletowanym uzębieniem. Ktoś zapukał do drzwi, wszedł. To był on. Wyciągnął rękę na przywitanie.

Wyglądał jak każdy, jak zmęczony pasażer tramwaju.

piątek, 11 października 2013

Korzenioplastyka


Powiedziała, że na tego bloga nic nie napisze. Bo ten blog jest złem. Przez nią musiałem wziąć udział w korporacyjnym konkursie, pisać zgodnie z regulaminem, wymaganą czcionką, w określonej objętości. Musiałem, bo współautorstwo to jedyna w pełni satysfakcjonująca forma kontaktu z drugim człowiekiem.

Wkroczyłem tym samym w Wielkie Imperium Kultury, Rozrywki i Integracji adwokatury polskiej. To poruszające, że duch niegdysiejszego Józka Tomczyka Kurosawy nawiedza tak ochoczo przedstawicieli zawodu. Uprawiają wówczas wszelkie formy aktywności twórczej: malują, rzeźbią, fotografują, piszą, lepią, oddają się korzenioplastyce.

Niestety chałupnicza działalność artystyczna adwokatów tej ziemi sporadycznie prezentowana jest szerszej publiczności. Nawet Dni Kultury Adwokatury Polskiej (właśnie trwa trzecia edycja) to – wbrew nazwie – prezentacje zawodowych artystów, na których adwokaci mogą co najwyżej melancholijnie patrzeć. Tymczasem powinna być to okazja do ukazania społeczeństwu prawdziwego, wrażliwego oblicza adwokata polskiego. Niech zatem nawiedzą Kraków adwokackie teatry amatorskie, zespoły śpiewacze, wszelkiego rodzaju malarze i sympatycy niełatwej sztuki kształtowania korzeni.

Impreza powinna się jednak odbywać pod nieco zmodyfikowaną nazwą: najniższe pasmo poczytalności.

poniedziałek, 23 września 2013

Przegrana o przecinek

Niejaki Krzysztof B. uczył mnie zawsze, aby zwracać uwagę na styl i formę redagowanych pism procesowych. Dotyczyło to w szczególności zasad interpunkcji i liczby stawianych bądź pomijanych przeze mnie przecinków. Wielka szkoda, że należytych nauk w tym zakresie nie pobrał nasz ustawodawca, co sprawiło, że poniosłem dziś spektakularną porażkę w sprawie dopalaczy. 
Sąd Odwoławczy doszedł do wniosku, że dopalacze mogą stanowić przedmiot czynności wykonawczej czynu zabronionego stypizowanego w art. 165 par. 2 pkt 1 k.k. Zgodnie z tym przepisem: "Kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach wyrabiając lub wprowadzając do obrotu szkodliwe dla zdrowia substancje, środki spożywcze lub inne artykuły powszechnego użytku lub też środki farmaceutyczne nie odpowiadające obowiązującym warunkom jakości podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8". 
W ocenie Sądu, znamię nie odpowiadające obowiązującym warunkom jakości odnosić należy wyłącznie do środków farmaceutycznych, a nie do pozostałych przedmiotów w nim wymienionych. Świadczyć ma o tym brak przecinka pomiędzy słowami "środki farmaceutyczne" a "nie odpowiadające obowiązującym warunkom jakości". O ile takiej wykładni można bronić na gruncie czysto językowym (przecinka rzeczywiście tam nie ma), o tyle jest ona nie do pogodzenia z celem tego przepisu (przecinek powinien tam być). Wynik takiej interpretacji mógłby bowiem prowadzić do absurdu. Szkodliwą dla zdrowia substancją, której wprowadzenie do obrotu sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu ludzi, jest  np. alkohol lub klej, a przecież ich producenci mogą spać spokojnie.

Moim zdaniem, bufor bezpieczeństwa oraz klucz do należytego rozumienia tego przepisu stanowią właśnie obowiązujące warunki jakości. Szkodliwa dla zdrowia substancja staje się przedmiotem tego przestępstwa dopiero wówczas, gdy takim warunkom nie odpowiada (np. skażony alkohol lub metanol sprzedawany jako etanol).


W dniu 11.12.2013 S.A. uznał, że wniosek Prokuratora o przedłużenie tymczasowego aresztowania nie był zasadny. Nie przesądził o interpretacji art. 165 k.k. - krótka notka tutaj (M.B.)

poniedziałek, 16 września 2013

La Dolce Vita

Chciałbym żeby aplikanci adwokaccy jedli narkotyki. Chodzi o te masy, którym wydaje się, że status aplikanta określa ich pozycję społeczną, a dobre samopoczucie odwrotnie jest proporcjonalne do umiaru. Oni to bowiem wyznaczają estetyczne kanony na wyjazdach szkoleniowych czy integracyjnych oddając się opilstwu, przypadkowym kontaktom seksualnym, wizytując przy tym dyskoteki i inne miejsca, w których piękno nigdy nie zagości.

Ci aplikanci – oni są niewinni. Wszak niewielu potrafi pić, a prawie wszyscy muszą. Znam tylko kilku biegłych w kunsztach alkoholowych -  mogą konsumować od rana i nie wpływa to negatywnie na pracę, wrażliwość, spostrzegawczość.

Ci aplikanci wypełniają jedynie swoją rolę – materializują witkiewiczowską wizję powszechnego zbydlęcenia. To konieczność dziejowa. Nieświadomy motłoch musi zawłaszczyć przestrzeń, która (z przyczyn niewiadomych, ale właśnie stąd trafność określenia „nieświadomy”) wydaje mu się atrakcyjna.

Te masy odurzając się pospolitym alkoholem praktykują nieskomplikowaną redukcję człowieczeństwa (zawiść itp.). To oczywiście problem formy, bo przecież wyniszczanie środkami odurzającymi może być również atrakcyjne, przynajmniej dla obserwatora. Oni jednak czynią to wyjątkowo smętnie i nie trzeba być radykalnym tropicielem obłudy piękna, by dojść do takiego przekonania.

Gdyby narkotykami zastąpić im alkohol (wiem, że bez środków odurzających sobie nie poradzą), być może zaczęliby odczuwać metafizyczne łaknienie, plądrować duchowy kosmos, żarliwie odtwarzać intelektualną zawartość wszechświata.

Być może powróciłby Duch, ku chwale Ludowej Adwokatury Polskiej.




wtorek, 10 września 2013

Walka z systemem

Poniżej tekst (blogowo) konformistyczny - dedykowany temu Panu, co deklaruje, że przestał walczyć.


Błyszczący, srebrno niebieski wóz zaczaił się w krzakach, tuż za monopolowym. Stróże prawa kazali nam otworzyć bagażnik i zapytali, co jest w paczuszce. Odpowiedzieliśmy, że marihuana. Ucieszyli się i przeszukali nasz samochód (nic więcej), zawieźli do mieszkania (pusto) i do miejsca pracy (zero). Byliśmy spokojni i posłuszni. Chcieliśmy kontaktu z adwokatem. Niestety to nie Ameryka (cyt.), więc zadzwonili tylko do żony. Żona na szczęście bystra, więc adwokata znalazła. 

Spaliśmy sobie w izbie zatrzymań, woda ciekła z kranu, było nam niewygodnie, nie mogliśmy zasnąć i nie mieliśmy lekarstw. Następnego dnia znowu przejechaliśmy się radiowozem i - 13 godzin od zatrzymania - zostaliśmy przesłuchani. Zarzut dostaliśmy prosty, bo posiadanie, z 62 ust. 1. Wyjaśniliśmy najjaśniej. Nawet o szafie z lampą (legalna) i nasionkach (legalne), bo pytali. Myśleliśmy, że wyjdziemy już z tego smutnego miejsca na skraju miasta. 

Nic z tego. Przecież mamy 48 godzin (cyt.) to w czym problem? No, nie ma problemu przecież. Było nam jednak trochę przykro. Zrobili nam daktyloskopię i sygnalityczne fotki (prosto do albumu). Ponownie nocowaliśmy gdzie wielu przed nami i po nas. W sobotę z rana jeden policjant zażartował, żebyśmy uważali, bo jest z nami sam a tu nie ma kamer. Chyba mieliśmy się zaśmiać.

Sobota. Czujemy się w radiowozie prawie jak w domu. Przywieźli nas do Prokuratury godzinę przed czasem. Czekaliśmy więc nie dwie, a trzy (był przed nami inny, niezapowiedziany interesant). Podtrzymaliśmy wczorajsze mea culpa et explicatio patrząc z nadzieją. 

Zatrzymanie trwało 46 godzin. Nasz obrońca chciał pomóc i dużo mówił po to, żebyśmy wcześniej poszli do domu. Powiedział, że zażali, mimo, że już po wszystkim.

***

Nie było żadnej podstawy zatrzymania.
Wpisana w protokół obawa matactwa straciła jakikolwiek sens po pierwszym przesłuchaniu.
Odmówiono kontaktu z obrońcą. Obrońcy odmówiono kontaktu z zatrzymanym (w piątek rano, bo do przesłuchania dopuścili).
Nie przekazano zatrzymanemu lekarstw zażywanych stale i systematycznie.
Nie zwolniono mimo braku (ustania) przyczyny zatrzymania.

Nie Ameryka, Białoruś (komentarz MS).




wtorek, 3 września 2013

Wsparcie

Praktyka na niwie prawa karnego pozbawia złudzeń, powoduje choroby cywilizacyjne, degraduje życie emocjonalne i prowadzi do chronicznego obniżenia samooceny. Wielu poszukuje wsparcia w substancjach psychoaktywnych, alkoholu, sporcie, romansach, idiotycznych rozrywkach typu spotkanie towarzyskie albo portal społecznościowy. Wszystko to na nic, bo w ostatecznym rozrachunku świat i tak składa się z tych pokoi, o których było w opowiadaniu „Okno”.

Dostrzegając miałkość, nikczemność starań, celów i dążeń zdecydowaliśmy się porzucić konwencjonalne metody walki z depresją spotęgowaną tymczasowym aresztowaniem producentów Alva PVP i brefedronu (tekst o tym tutaj). O wsparcie poprosiliśmy Helsińską Fundację Praw Człowieka. Napisali do Sądu Odwoławczego, że nas popierają, że tych ludzi trzeba wypuścić, że mamy rację. Pierwsze rozstrzygnięcie już jutro (jutro jest za milion lat, aktualizacja na końcu).

Przy okazji, dla tych, którym depresja doskwiera w sposób wykluczający samodzielną refleksję, krótki poradnik co robić w przypadkach beznadziejnych, aresztach długotrwałych, wieloletnich:

  1. Prasa chociażby lokalna. Należy spotkać z dziennikarzem, opowiedzieć o nieszczęściu rodziny, monotonii więziennej diety, niedostatku ćwiczeń aerobowych w treningu osadzonego.

  2. Rzecznik Praw Obywatelskich. Nie pomoże, ale zwróci się o informację do sądu. Jego aktywność będzie elementem presji.

  3. Skarga na długość aresztu do ETPCZ. Znów presja związana z zajęciem stanowiska przez rząd.

  4. Wspomniana już Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Może przygotować „opinię przyjaciela sądu”. 
     
  5. Do tego: zaskarżamy każde przedłużenie aresztu, chociaż ciężko się do tego zmusić. Zawsze gdy oskarżony niedomaga zdrowotnie, domagamy się możliwie najlepszej interwencji lekarskiej. Informujemy sąd o wszystkich nieszczęściach w rodzinie oskarżonego i przedkładamy stosowne dokumenty. Robimy wszystko, by sądowi z tym aresztem było ciężko.



    Aktualizacja (6.9.13): okazało się, że wszystkie wyznaczone posiedzenia zostały odwołane. Nie wiem czy to z powodu stanowiska Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Wszystkie składy uznały, że chcą się zapoznać z materiałami niejawnymi. Trudno się sprzeciwiać, chociaż nie mają one znaczenia dla oceny zasadności zarzutów zażaleń. Problem w tym, że będą upływały kolejne tygodnie (przy okazji: skarga na przewlekłość sądu rejonowego, który nie przekazywał zażaleń, nie została do dzisiaj przekazana do rozpoznania). Aplikant adwokacki Tomasz Płóciennik powrócił dzisiaj z kolejnego posiedzenia, na którym usłyszał, że nie zapadnie rozstrzygnięcie. W przypływie melancholii usmażył hamburgery w biurowej kuchni. O dziewiątej rano. 

piątek, 30 sierpnia 2013

Zrób to sam


Dobrze. Jestem już stary i młodszym autorom mogę pozostawić walkę z systemem. Mogę pisać nudne teksty. I sam je czytać.

Otóż sytuacja procesowa w tej głośnej (przynajmniej jakiś czas temu) sprawie  bardzo się skomplikowała. Powszechnie wiadomo, że mężczyźnie postawiono zarzut przygotowania pewnego wydarzenia. Jednocześnie postawiono dwa zarzuty podżegania do wspólnej realizacji owego przedsięwzięcia. Za przygotowanie grozi kara do 5 lat. Za podżeganie od 3 lat do 15.

Pomysł był taki, że podżeganie należy uznać za współukarany czyn uprzedni, a podejrzany może odpowiadać wyłącznie za przygotowanie. Okazję do polemiki stworzyło postępowanie w przedmiocie przedłużenia tymczasowego aresztowania. Sąd Okręgowy stanął na stanowisku, że  reguły wyłączania wielości ocen sprzeciwiają się przyjęciu, że w takim układzie procesowym sprawca nie odpowiada za podżeganie, akcentując między innymi, iż forma stadialna przygotowania została zrealizowana wyłącznie przez sprawcę, nie zaś przez osoby podżegane (problem skutkowości podżegania niech nie będzie przedmiotem rozważań w tym tekście).

W zażaleniu trzeba było zatem lansować tezę, że dla przyjęcia konstrukcji współukaranego czynu uprzedniego nie ma znaczenia czy sprawca poprzestał na przygotowaniu, usiłowaniu, czy też dokonał przestępstwa, a zastosowanie znajduje reguła konsumpcji. Punktem wyjścia był fragment komentarza A. Marka:

„Jeżeli nakłanianie innej osoby do popełnienia czynu zabronionego okaże się bezskuteczne, a nakłaniający sam lub wspólnie z inną osobą zdecyduje się dokonać tego czynu, odpowiada jedynie za dokonanie czynu zabronionego, uprzednie podżeganie zaś stanowi czyn współukarany (por. wyrok SN z dnia 9 listopada 1974 r., Rw 513/74, OSNKW 1975, nr 1, poz. 15), por. uwagi do art. 11” (A. Marek, Komentarz do art. 18 k.k., system informacji prawnej LEX).


Podobnie jak Sąd Okręgowy próbowałem wykorzystać też wyrok SA w Białymstoku z 11 czerwca 2002 r., II Aka 109/02, OSA 2003, z. 3, poz. 34., twierdząc jednak, że to orzeczenie potwierdza mój pogląd. Kluczowy fragment wywodu S.A. brzmiał tak:

„Bezspornym pozostaje, że ww. oskarżeni w ramach poszukiwania odpowiednich do dokonania planowanego przez siebie rozboju na pracownikach Ośrodka Rekreacyjnego w Cz. P. osób, proponowali M. K. współudział w przestępstwie, lecz ten odmówił. (…)
Ponieważ B. T. i P. W. nakłaniali M. K. do współudziału w przestępstwie rozboju (art. 280 § 1 k.k.), którego w późniejszym czasie sami dokonali, odpowiadają nie za dwa odrębne czyny przestępne - podżeganie i sprawstwo - lecz za dokonanie tego przestępstwa. Tak też w tej kwestii wypowiedział się Sąd Najwyższy w orzeczeniach z 1975 i 1984 r. (OSNKW 1975/1/15 i OSNKW 1984/11-12/120).
Z tych przeto względów, podzielając w tej mierze zarówno uwagi sądu I instancji jak i wywody obrońców oskarżonych, Sąd Apelacyjny uniewinnił B. T. od popełnienia czynu przypisanego w pkt. II wyroku, a P. W. od czynu zarzuconego mu w pkt. V aktu oskarżenia. (...)


Z lektury tego orzeczenia wynikało - moim zdaniem - w sposób niezbity, że sprawa dotyczyła sytuacji analogicznej do tej naszej. Sprawcy mieli nakłaniać inną osobę do popełnienia przestępstwa, jednak ich starania okazały się nieskuteczne. Skoro sami przystąpili do dokonania, to Sąd Apelacyjny uznał, że za podżeganie odpowiadać nie mogą, pomimo tego, że podżegany nie był współsprawcą popełnionego przestępstwa. Problem w tym, że oni przestępstwa dokonali, a nie przygotowywali się do niego.


Sąd Okręgowy uzasadniał swe stanowisko przywołując też pogląd P. Kardasa: „Jeżeli nakłanianie przerodzi się następnie w sprawczy współudział w wykonaniu czynu zabronionego, wówczas zgodnie z regułą wyłączania wielości ocen w prawie karnym (konstrukcja współukaranych czynów uprzednich) nakłaniający, który następnie współwykonuje lub kieruje wykonaniem czynu zabronionego przez osobę nakłanianą poniesie odpowiedzialność za współsprawstwo lub sprawstwo kierownicze”.  Polemizując wskazywaliśmy że uczony ten w cytowanym fragmencie komentarza nie przesądza o wyłączeniu odpowiedzialności podżegacza tylko wówczas gdy stanie się on współsprawcą wraz z osobą podżeganą.

W uzasadnieniu postanowienia S.O. i w zażaleniu znalazło się odwołanie do orzeczenia SN z dnia 9 listopada 1974 r., Rw 513/74, OSNKW 1975, z. 1, poz. 15:

„W wypadku gdy nakłanianie innej osoby do wspólnego popełnienia identycznego przestępstwa okaże się bezskuteczne, a podżegacz sam lub wspólnie z jeszcze inną osobą wypełni ustawowe znamiona przestępstwa, odpowiada on nie za dwa odrębne czyny przestępne (podżeganie i sprawstwo), lecz jedynie za dokonanie tego przestępstwa. Podżeganie w takim wypadku stanowi tzw. czyn współukarany, za który sprawca przestępstwa dokonanego nie ponosi odpowiedzialności, natomiast uwzględnić to należy przy wymiarze kary za to (dokonane) przestępstwo.”

W zażaleniu znalazł się również następujący cytat z wypowiedzi A. Zolla (z uwag wstępnych do rozdziału IX Kodeksu Karnego):

„Współukaranymi czynami uprzednimi są także formy zjawiskowe przestępstwa w stosunku do form sprawczych. Jeżeli dana osoba najpierw zrealizowała znamiona podżegania albo pomocnictwa, a następnie dokonała w formie sprawczej czyn zabroniony, to skazuje się tylko za dokonanie przestępstwa w formie sprawczej, traktując zrealizowanie postaci zjawiskowej za współukarany czyn uprzedni.”


Fragment zażalenia podsumowujący ten wątek brzmiał tak:


„Sąd Okręgowy nie precyzuje która z reguł wyłączania wielości ocen miałaby się sprzeciwiać „podwójnej” odpowiedzialności podejrzanego w tej sprawie. Tymczasem wchodzenie w porozumienie z innymi osobami, stanowiące znamię przygotowania, jest jednocześnie znamieniem usiłowania podżegania, bowiem nie sposób „wejść w porozumienie” bez prośby, czy też propozycji wspólnego popełnienia przestępstwa. Wydaje się zatem, że właśnie reguła konsumpcji wyklucza „podwójną karalność”, a jej zastosowanie pozostaje w zgodzie przywołanymi orzeczeniami Sądu Najwyższego i wypowiedziami uczonych”


Stanowisko sądu odwoławczego było o tyle wyczekiwane, że trudno znaleźć jakieś orzeczenie, czy wypowiedź uczonych, z które rozstrzygałoby ten problem.


Wczoraj Sąd Apelacyjny postanowił utrzymać w mocy zaskarżone postanowienie, a co ważniejsze stanął na stanowisku, że reguły wyłączania wielości ocen sprzeciwiają się przyjęciu, że podżeganie stanowi współukarany czyn uprzedni w stosunku do przygotowania. Sąd przeprowadził wywód na poziomie wykraczającym ponad standard uzasadnienia postanowienia rozstrzygającego kwestię incydentalną, toteż stosowny fragment wkleję, jak go tylko otrzymam. Najistotniejszy argument to ten, że odpowiedzialność za przestępstwo zagrożone surowszą karą nie może być konsumowana przez odpowiedzialność za przestępstwo zagrożonego karą łagodniejszą. Z tym niełatwo polemizować, bo zagrożenie karą zależne jest od stopnia społecznej szkodliwości, a to znowu ma znaczenie dla stosowania reguł wyłączania wielości ocen.

Gdyby jednak pominąć kwestie ustawowego zagrożenia karą i kierować się wyłącznie zdrowym rozsądkiem, to trudno przyjąć, że osobista aktywność, nawet polegająca jedynie na przygotowaniu, jest mniej szkodliwa społecznie od nakłaniania innych osób. Jeśli ktoś dotarł do tego miejsca i mógłby przytoczyć wypowiedź autorytetu, która podważy stanowisko S.A., to będę wdzięczny. Bo jeśli pogląd ten zwycięży (a niemałe jest prawdopodobieństwo), to lepiej wszystko robić samemu. Zawsze.