Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aplikacja adwokacka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aplikacja adwokacka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 września 2013

La Dolce Vita

Chciałbym żeby aplikanci adwokaccy jedli narkotyki. Chodzi o te masy, którym wydaje się, że status aplikanta określa ich pozycję społeczną, a dobre samopoczucie odwrotnie jest proporcjonalne do umiaru. Oni to bowiem wyznaczają estetyczne kanony na wyjazdach szkoleniowych czy integracyjnych oddając się opilstwu, przypadkowym kontaktom seksualnym, wizytując przy tym dyskoteki i inne miejsca, w których piękno nigdy nie zagości.

Ci aplikanci – oni są niewinni. Wszak niewielu potrafi pić, a prawie wszyscy muszą. Znam tylko kilku biegłych w kunsztach alkoholowych -  mogą konsumować od rana i nie wpływa to negatywnie na pracę, wrażliwość, spostrzegawczość.

Ci aplikanci wypełniają jedynie swoją rolę – materializują witkiewiczowską wizję powszechnego zbydlęcenia. To konieczność dziejowa. Nieświadomy motłoch musi zawłaszczyć przestrzeń, która (z przyczyn niewiadomych, ale właśnie stąd trafność określenia „nieświadomy”) wydaje mu się atrakcyjna.

Te masy odurzając się pospolitym alkoholem praktykują nieskomplikowaną redukcję człowieczeństwa (zawiść itp.). To oczywiście problem formy, bo przecież wyniszczanie środkami odurzającymi może być również atrakcyjne, przynajmniej dla obserwatora. Oni jednak czynią to wyjątkowo smętnie i nie trzeba być radykalnym tropicielem obłudy piękna, by dojść do takiego przekonania.

Gdyby narkotykami zastąpić im alkohol (wiem, że bez środków odurzających sobie nie poradzą), być może zaczęliby odczuwać metafizyczne łaknienie, plądrować duchowy kosmos, żarliwie odtwarzać intelektualną zawartość wszechświata.

Być może powróciłby Duch, ku chwale Ludowej Adwokatury Polskiej.




środa, 19 czerwca 2013

Jak jeść bezę




Jakiś czas temu odbyły się pilotażowe warsztaty dla aplikantów adwokackich z etykiety biznesowej i savoir-vivre. ORA i samorząd koleżeński wyszły naprzeciw obawom aplikantów, bo niebezpieczeństwo popełnienia gafy czyha na każdym kroku wzdłuż sądowych korytarzy, nawet w stołówce na dole. Dodatkowe zajęcia miały więc pomóc w opanowaniu zasad elegancji. Nie znam nikogo, kto na nie poszedł.

Dla pracowitych, co przeoczyli warsztaty przez pracę u podstaw w prestiżowych kancelariach.
Dla leniwych, którym nie udało się dotrzeć.
Przede wszystkim dla targanych niepokojem o pomyślny początek kariery zawodowej.

Krótki poradnik o tym, co robić, by w sądzie patrzyli na ciebie z podziwem i szacunkiem.

Po pierwsze, patrz w oczy. Jeśli dostałeś akta na dziesięć minut przed rozprawą i ledwie zdążyłeś dobiec pod salę, wejdź wyprostowany i spójrz w oczy sędziego. Te oczy nie mogą kłamać, a twój pewny wzrok nie sprowokuje kłopotliwych pytań. Przecież znasz sprawę od podszewki.

Po drugie, rozprawa. Wrzuć na luz. Teatralne rozdzieranie szat nad losem niewinnego nie pomoże ani jemu ani tobie, bo to Polska, i tak go posadzą. Nie poć się. Reaguj. Nie siadaj na dwuosobowej ławie po lewej, gdy występujesz obok sześciu obrońców, a wszyscy prócz ciebie są w togach - emigruj na publiczność. I naczelna zasada, która pomoże zbudować karierę pełną sukcesów: nie denerwuj sędziego. On jest twoim przyjacielem.

Po trzecie, zachowaj dystans. Nie podchodź do sędziego na mniej niż 60 cm i nie nachylaj się nad stołem. Nie jesteśmy we Włoszech. Nie chodź też w kółko po sali, bo nie jesteśmy w Warszawie.

Po czwarte, tytułuj. Wysoki Sądzie, Szanowny Panie Mecenasie, Jej ekscelencja Pani Prokurator, Drogi Kolego - niech wejdą w twoją codzienność jak w masło. Dla treningu zacznij od mamy. 

Po piąte, podawanie dłoni. To akurat proste. Jesteś aplikantem, więc niżej nie ma nic. Czekasz więc, aż podadzą tobie.

Po szóste, dress code. Tu pułapek jest wiele. Obejrzyj się w domu, czy nie masz dziury pod pachą lub zaschniętego keczupu z wczoraj na kołnierzu. Unikaj czerwonego barszczu przed rozprawą. Nie chodź w poszarpanych dżinsach obciętych do kolan. Chyba, że jesteś już genialnym adwokatem i ci wybaczą. 

Wszystko będzie dobrze, nie dasz plamy, tylko nie jedz bezy. Ani ryby.


wtorek, 26 marca 2013

Jest łatwiej

Miałem okazję dotknąć osobę, która zdawała tegoroczny egzamin adwokacki. Taki pretekst do wymiany zdań, a może raczej źródło zobowiązania do przeprowadzenia rozmowy. Okazało się, że tutejsi aplikanci nigdy nie mieli zajęć z adwokatem, który powiedziałby im jak napisać apelację w sprawie karnej (chodzi o takich, którzy zdawali w ostatnich dniach egzamin, być może inne roczniki miały takie zajęcia). Pomyślałem, że to jest właśnie mistrzostwo świata, bo jednak na szkolenie traci się  kilka lat, wydaje sporo pieniędzy, a nie uzyskuje w zamian podstawowych informacji koniecznych do zdania egzaminu. Powinny być wykłady – rozmyślałem – ale myliłem się.
Do niedawna uważałbym się za jednego lepszych kandydatów do przeprowadzenia takiego wykładu. Zostałem jednak poproszony przez dziewczęta z TBSP, by przeprowadzić warsztaty z pisania apelacji dla studentów i okazało się, że sprawa wcale nie jest taka prosta. Strasznie dużo czasu trzeba poświęcić na profesjonalne przygotowanie materiałów (czego nie zrobiłem i materiały były kiepskie), a takie kompleksowe szkolenie z pisania apelacji dla ludzi, którzy nic o tym nie wiedzą musiałoby trwać wiele godzin. Byłoby też nudne.
Obecna strategia szkoleniowa jest zatem słuszna. Oszczędzając aplikantom nudnych wykładów, czy warsztatów redukujemy zniechęcenie, czy nawet  - co byłoby fatalne - zawodowe wypalenie. Nie znam aplikanta, który lubi chodzić na wykłady. Jest więc oczywiste, że ta część szkolenia winna być uznana nie tyle za zbędną co nawet szkodliwą, bo wyniszcza w młodych ludziach pasję. Byłbym strasznie smutny gdyby okazało się, że ktoś nie lubi pisać apelacji karnej. Na szczęście nawet jeśli tacy są, to nie mają okazji dowiedzieć się o swej awersji. Dzięki temu wszystkim jest łatwiej.