wtorek, 9 stycznia 2018

Zarzut współczesny

- naruszenie art. 263 par. 2 kpk w zw. z art. 45 Konstytucji RP w zw. z art. 10 ust. 1 Konstytucji RP, w zw. z art. 178 ust. 1 Konstytucji RP w zw. z art. 6 ust. 3 EKPCZ poprzez przedłużenie tymczasowego aresztowania pomimo, że nie zachodziły żadne szczególne przeszkody dla zakończenia postępowania w dotychczasowym terminie, co w perspektywie stanowiska Sądu Apelacyjnego w Krakowie zawartego w uzasadnieniu postanowienia z dnia _______, sygn. II Akz _______  o konieczności zakończenia postępowania w czasie ________, stanowi naruszenie zasady bezstronności polegające na uprzywilejowaniu Prokuratora, jak również jest przejawem uległości sądów wobec organów władzy wykonawczej, których opieszałość nie jest limitowana w ramach sądowej kontroli zasadności tymczasowego aresztowania, stanowiącej  realizację zasady trójpodziału władzy, zaś akceptacja tej opieszałości stanowi wsparcie nieuczciwej taktyki bezpodstawnego przedłużania prowadzenia śledztwa wobec osoby pozbawionej wolności, celem przymuszenia jej do zmiany stanowiska procesowego

piątek, 8 grudnia 2017

Gazetowa wojna

Wisła i Cracovia nie całują się. Wisła i Cracovia walczą, malują napisy, gonią się i giną w starciach. Inspirują wrażliwych artystów: poeta Pułka w tomie „HWDP jako miejsce na ziemi” zamieścił utwór „Siwy. Łysy (cover)”, poeta Świetlicki popełnił wiersz „Papierosy”, a śpiewak Maleńczuk opiewał krew na butach.

Zbigniew Ziobro i krakowscy sędziowie nie całują się. Dzisiaj w Gazecie Wyborczej ogłoszono, że to jest wojna. Czy ich starcie stanie się przyczynkiem do jakiejkolwiek twórczości artystycznej? Wszak nie wygląda jak walka palących z niepalącymi, nie jest konfrontacją totalną. To tylko deklaracje, wywiady, uchwały, ruchy kadrowe ministra uzasadnione miałkimi argumentami. 

My obywatele,  nie chcemy, by uczestnicy tej wojny byli jak Rocco Siffredi wracający do domu, celem pławienia się w monogamii. Nie interesują nas gazetowe wojny. Chcemy, by sędziowie konsekwentnie walczyli z ministrem Zbigniewem Ziobro jak Wisła z Cracovią i by poza uchwałami czy wywiadami, stwarzali napięcie w relacji z władzą wykonawczą w codziennym orzecznictwie. Odważnym jest bowiem coś uchwalić, a nawet pozwać ministra Zbigniewa Ziobro, jeśli kłamie. Prawdziwe męstwo to jednak stosowanie art. 263 par. 2 kpk zgodnie z jego brzmieniem, albo nieuwzględnienie wniosku o stosowanie tymczasowego aresztowania w sprawie o przestępstwo z art. 190 par. 1 k.k. albo rozpoznanie sprawy lekarzy oskarżonych o błędy w leczeniu ojca ministra. 


czwartek, 30 listopada 2017

Zwierza domieszka

Jest w każdym człowieku pierwiastek szaleństwa, jakaś zwierza domieszka, co czasem, z rzadka wyłazi i łypie. Pół biedy, gdy łypie, gorzej, gdy uderza. Na przykład w dach samochodu co wcześniej podjechał z impetem pod nogi na przejściu pieszemu, gdy pieszy przechodził jak mu Bóg przykazuje. I gdy tak łypnie, to drugi odejrzy, ten pierwszy uderzy, a ten po Policję.

Policja tygodniami bada, ogląda, pisze i czyta. W któryś dzień tygodnia przychodzi o szóstej rano i zawija, przechowuje, przetrzymuje. Przyjeżdża obrońca, patrzy, słucha, mówi, uśmiecha, nie wierzy. Dach zniszczony na dwa koła, zgłaszający - wniosek o ściganie, policjant mruga, że pewnie będzie na umorzenie, i czy pan – aha – nie przyznaje, odmawia. No dobrze.

Wychodzi. Otrzepuje ubranie. Idziemy nie wierząc. Człowiek ze stopniem w naukach niełatwych, w latach posunięty niechłystek, poważny niekonflikt, tylko łypnął, odejrzał, uderzył. Konstruujemy taktykę obrony – przychodzi ukochany zwany Szefem – śmieje. Pijemy kawę. Jemy bułeczki. Tymczasowo usypiamy zwierza.

piątek, 24 listopada 2017

Jak za oknem

Jest jesień. Kobieta i mężczyzna jedzą narkotyki. Robią to w swoim domu (bo dom już mają), w mieście, w którym toczy się święta wojna, spoczywa Adam Mickiewicz, Lech Kaczyński, Wisława Szymborska, a doktor rebeliant Dominik Zając walczy o demokrację. To w tym mieście żyje i tworzy dwóch z trzech poetów o imieniu Marcin, którzy w kultowym, magicznym utworze doszli do przekonania, że „za oknem ni chuja idei”.

Ta historia wydarzyła się bardzo niedawno, ta jesień wciąż trwa, wciąż fruwają listopadowe motyle. Wydarzyła się tak bardzo niedawno, że nie można jej jeszcze opowiadać prawie wcale. Wszystko co najważniejsze trzeba pominąć aż do momentu, w którym w mieszkaniu jest mężczyzna i są policjanci. On nie może dzwonić, wychodzić, oni szukają, szperają, sprowadzają psa służbowego. Czas płynie, pies węszy. Kilka godzin.

Kolejna scena rozgrywa się na komisariacie. Utrudzony policjant wypełnia protokół zatrzymania. Patrzy na zegarek.

Potem jesteśmy już my. Prowadzimy ponure obliczenia. Mówimy, że jeśli zrezygnować z fikcji powstałej w wyniku spojrzenia policjanta, to upłynęło 48 godzin, tych godzin wspomnianych w art. 248 kpk. Nieskutecznie domagamy się zwolnienia mężczyzny.

W tym mieście mieszkają również sędziowie. Niektórzy z nich są odważni, znacznie bardziej odważni od sędziów Sądu Najwyższego. Niedawno wychodzili na ulicę,  głosili idee niezawisłości, niezależności  władzy sądowniczej od wykonawczej. To na pewno nie podobało się ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobro, który potrafi zrobić groźną minę do aparatu reportera Gazety Wyborczej. To na pewno wymagało odwagi.

Jeden z tych odważnych sędziów mówi nam, że jeśli chcemy zakwestionować zapis policjanta w protokole zatrzymania, to trzeba złożyć zawiadomienie o przestępstwie. Mówi, że nie może przyjąć inaczej niż w dokumencie. My martwimy się, że władza wykonawcza dominuje, zwycięża, że nie ma nad nią żadnej kontroli sądowej, że nie ma żadnej siły w tej władzy sądowniczej.

Na salach rozpraw, jak niegdyś za oknem.  

niedziela, 15 października 2017

To Bóg uczynił womitorium z sali rozpraw


Niegdyś miasto wojewódzkie. Posiedzenie w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania. Sędzia wyraźnie źle się czuje. Nie zarządza jednak przerwy.

Ma duszności, to widać, jeśli jednak nie zarządza przerwy, to trzeba mówić, chociażby miała umrzeć.

Naprawdę jest z nią kiepsko, chciałaby go szybko zamknąć i iść do domu. Poncjusz Piłat, pomimo bólu głowy, przynajmniej  próbował przesłuchiwać tego wędrownego kaznodzieję. Ona nie zadaje sobie trudu. Na  pojmanego sprzedawcę ze sklepu z cząstkami boga nie patrzy.

W przerwie na naradę wymiotuje. To słychać. Wzywają serwis sprzątający. Wzywają przewodniczącą wydziału. Protokolantka przynosi wodę w kubku (woda zupełnie do kubka nie pasuje).

Wraz z pojmanym nie mamy złudzeń. Ona nie ma czasu na zapoznanie z materiałem dowodowym, na prawnokarne jego wartościowanie. Ona nie dostrzega, że mocą Boskiej Interwencji doznaje właśnie rozstroju zdrowia i być może zaraz umrze, jeśli nie zacznie myśleć. Bóg zstępuje i czyni womitorium z sali rozpraw skalanej jej złym zamiarem uwięzienia niewinnego. Pokazuje zarazem, że lekarstwem jest lektura dwóch protokołów przesłuchania i kilku przepisów kodeksu karnego oraz ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Trochę jak w tej historii z jabłkiem ale tym razem zaniechanie zamyka drogę do raju. Wszystko w jej rękach. Może otworzyć akta. Może otworzyć kodeks. Może zapewnić sobie życie wieczne.  Może jeszcze wyzdrowieć.

Wybiera chorobę.

piątek, 6 października 2017

Grubas z farbowaną grzywką

Niedawno opowiedziała mi o artykule prasowym. Pewna para  z Wielkiej Brytanii stała się lokalnie  popularna wskutek kontrowersyjnego stylu wychowania dziecka – nienarzucania mu płci. Taką filozofię owa para obudowała wieloma niecodziennymi ideami. Występowali  w mediach budząc sensację, pracując na rozpoznawalność i obwołując się bojownikami o wolność wyboru.

- Był tam jeszcze komentarz, tam pod artykułem ze zdjęciami – mówiła dalej, rozbawiona – zwrócił moją uwagę, śmieszny i celny. Komentator internetowy, niczym dziecko, wołające, że król jest nagi, napisał, że gdyby nie groteskowe, medialne występy malowniczych mecenasów wolności wyboru płci przez każde dziecko, buntownik byłby po prostu tym, czym jest – grubasem z farbowaną grzywką.

Uwielbiam ją nie od dziś za takie uwagi. Można nimi łatać dni jak dzisiejszy.

Powiedzmy to wprost – szkolenia zawodowe, konferencje, kongresy, seminaria, wdzięcznie łączone z integracją, coctail parties, balami, rekreacją i rozrywką śródśrodowiskową –  nie mają niestety rozległego waloru naukowego dla większości ich uczestników. Zazwyczaj nie są interesujące poznawczo, nie porywają nowymi nurtami naukowymi, nie oferują wysokich lotów intelektualnych.

I dobrze – nie muszą. Każdy może oddawać się konsumpcji legalnie dostępnych środków odurzających, przypadkowym kontaktom towarzyskim, radościom i oczekiwaniu towarzyszącym wieczornej imprezie.

Ten jednak, kto nazywa to szkoleniem, pokrywając drżące kolano kosztowną rajtuzą, niech pamięta, że jest tylko grubasem z farbowaną grzywką. 

wtorek, 26 września 2017

Fatalna kolaboracja

Nigdy nie zrozumiem wielkich adwokatów. Być może tam, na parnasie, nie mają bibliotek i nie wiedzą co Jeszua powiedział Jeźdźcowi Złotej Włóczni o władzy. Być może na parnasie nie mają radioodbiorników  i obcy jest im zgiełk punkowych składów, rymy blokowisk i K4 Świetlickiego. Być może parnasiści uważają, że służba władzy jest w dobrym tonie i nie kłóci się z istotą wykonywania zawodu adwokata. Niech historia prof. Michała Królikowskiego  sprowadzi ich na ziemię, na nasze ulice, na nasze pola i łąki. 

Kolaboracja adwokata z Prezydentem RP to zdrada i nie ma znaczenia jakie jest polityczne zaplecze osoby aktualnie sprawującej ten urząd. Adwokat ma bronić ludzi przed aparatem państwa i każdy kolaborant traci wiarygodność tylko dlatego, że wchodzi w porozumienie z przeciwnikiem. Jeśli ktoś chce wspierać państwo powinien rzucić zawód, założyć fabrykę konserw i aprowizować żołnierza polskiego (nie mogę się powstrzymać od pisania o fabrykach konserw).

Kolaboracja z Prezydentem RP zawsze będzie się wiązała z uwikłaniem w rozgrywki polityczne. Można z nich wyjść obronną ręką tylko wówczas gdy w ramach praktyki zawodowej zachowuje się postawę pozwalającą pozostać poza wszelkimi podejrzeniami. Znam może dwie osoby, którym się to udaje, ale czy takie wykonywanie zawodu ma jednak jakikolwiek sens? Ile jest  ekscytacji  w nocnych spotkaniach na stacjach benzynowych, lotach na kawę do odległych, zagranicznych miejscowości, pokątnych ustaleniach wersji niemalże bliskich prawdzie! Ile beztroskiej radości gdy kieszenie wypełniane są – jak mawiał S.I. Witkiewicz – flotą! Kolaborant, który z tego wszystkiego nie zrezygnował na tyle dawno, by wszyscy zapomnieli o jego konszachtach, sprowadza problemy na siebie i Prezydenta.


Zamieszanie związane z współpraca prof. Michała 
Królikowskiego z Prezydentem uczy również, że adwokat nie może być syty.  Wszelkie pozyskane środki należy natychmiast przejadać, oczyszczać konta bankowe i zaciągać zobowiązania. Nie tylko zachowuje się zaciekłość i głód klienta, ale – co ważniejsze – unika powierzenia i przechowywania środków wątpliwego pochodzenia.