poniedziałek, 22 sierpnia 2016

List do Pana Andrzeja Rzeplińskiego, Prezesa Trybunału Konstytucyjnego

Szanowny Panie Prezesie,

Przede wszystkim pozdrawiamy Pana i przekazujemy wyrazy szacunku.

Pragniemy udzielić Panu duchowego wsparcia, potrzymać Pana za rękę i złożyć oświadczenie, że stanowczo sprzeciwiamy się sytuacji, w której spór o wykładnię przepisów ma być rozstrzygany w procesie karnym, służącym zbadaniu prawidłowości procesów intelektualnych prawnika. Jesteśmy adwokatami z prowincji, w paśmie najniższej poczytalności piszemy bloga dla garstki czytelników. Nie wiemy czy Pan ma rację, nie ma dla nas znaczenia czy marnuje Pan talent zdolnych i wrażliwych sędziów, którzy łaknąc orzekania nie są do tego dopuszczeni. To wszystko pozostaje poza naszymi kompetencjami intelektualnymi.


Wiemy jednak, bo i nam przydarzyła się podobna sytuacja, że argument w sporze o wykładnię sprowadzający się do wszczęcia postępowania przygotowawczego jest argumentem kiepskim. Dlatego jesteśmy z Panem, a musi Pan wiedzieć, że zazwyczaj ironizujemy ze wszystkich i ze wszystkiego. Zazwyczaj nie dostrzegamy potrzeby istnienia Trybunału Konstytucyjnego. W konsekwencji zazwyczaj mamy problem z dostrzeżeniem sensu istnienia Prezesa takiej instytucji. Teraz jednak jesteśmy z Panem. Jeśli Panu postawiony zostanie zarzut, nam niech też zostanie postawiony. Jeśli zostanie Pan uznany za winnego i my też chcemy być winni. Jeśli stanie Pan przed plutonem egzekucyjnym, staniemy z Panem.  

Kamila Czajkowska 
Maciej Burda 

sobota, 23 lipca 2016

To się nie uda


Burda powiedział, że ich pojawienie się w jedynym sądzie rejonowym tego miasteczka spowoduje dyskretną asystę lokalnej brygady antyterrorystycznej. Mylił się.

Przywitał ich znudzony ochroniarz, który wpuszczał po kolei każdego z nich, nie sprawdzając bacznie, czy aby tym razem również nie posiadają przy sobie niebezpiecznych narzędzi.

Każdemu z nich zarzucono 50a kw, każdy z nich jechał w którymś z samochodów, w każdym z samochodów przewożony był któryś karczownik albo kilka karczowników. Pierwszy policjant powiedział, że o tym, że jadą wyrównać rachunki świadczyło to, że pasażerowie samochodów zatrzymanych do kontroli w jej trakcie patrzyli w oczy sobie wzajemnie. Drugi policjant zeznał, że przyglądając się nie spostrzegł jakiegokolwiek przejawu zamiaru użycia narzędzi z reklamówek celem popełnienia przestępstwa. Trzeci znudził się słuchaniem własnego głosu.

Jednostajną poetykę pierwszej rozprawy zakłócił K, nieobecny naonczas w samochodzie właściciel jego i feralnego sprzętu. Zawnioskowany znienacka i dopuszczony, wejściem swoim przerwał kojące kołysanie policyjnych zeznań pobrzmiewające jeszcze w ścianach sali po ostatnim świadku. Brawurowo, prosto w oczy sądu, że to jego karczowniki, co nimi on na działce karczuje to co zasługuje na wykarczowanie bo nie przynosi plonu i plonom przeszkadza! Oskarżyciel drżącym głosem, że jak to, on że właśnie tak. Sąd próbował sprytem ratować sytuację – dlaczegóż to w takim razie posiadaczem jest aż czterech takich samych. Nie udało się. Zeznał: "to dobra firma. Potrzebuję tego sprzętu. posiadam też kilka par takich samych butów."

Sala zamarła. Ktoś opowiadał później, że obrońca miała łzy w oczach ze śmiechu. To oczywiście przesada, ale lekka. Sąd zwolnił świadka dopominającego się o ukaranie go za to że zapomniał wyjąć sprzętu ogrodniczego z auta przed jego pożyczeniem. Zaplanował kolejny termin. Oskarżyciel wykazać zamierza, że art. 50a kw należy zastosować w sytuacji, gdy "okoliczności i informacje posiadane przez Policję wskazują na zamiar użycia przedmiotów w celu popełnienia przestępstwa".

To się nie uda.

czwartek, 7 lipca 2016

Czy prześpisz się ze mną?

Próbując uratować ludzkość napisałem: „co do zasady propozycja kontaktu seksualnego nie ma charakteru nieprzyzwoitego, jeśli jej strony nie pozostają w związkach małżeńskich, a tak właśnie było w niniejszej sprawie. Naturalnym jest, bo przecież to zachowanie ma charakter atawistyczny, że mężczyźni i kobiety występują z propozycjami zbliżenia cielesnego. Takie zachowania gwarantują istnienie gatunku. Normy kulturowe limitują formę i okoliczności składania tego rodzaju propozycji, jednakże kontakt dwojga ludzi pozostających w stanie wolnym nie stanowi zachowania nieprzyzwoitego. Może być przejawem uczuć, początkiem miłości, może też stanowić przejaw czysto hedonistycznego realizowania potrzeb stron. Nawet jeśli oskarżony zaproponował zatem (…) nawiązanie relacji intymnych, co miałoby stanowić poszerzenie spektrum ich kontaktów, to ustalenie Sądu (...), iż takie zachowanie miało charakter nieprzyzwoity jest nietrafne”. (...). „Przyzwoitość” zachowań jest pojęciem nieostrym, a dopełnienie znaczenia tego słowa wynika z kontekstu kulturowego, w którym osadzona jest osoba, której to „przyzwoitość” ma być przedmiotem badania. Warto odnotować, że Stanisław Cat Mackiewicz opisując elity intelektualne XIX wiecznej Rosji (w książce „Dostojewski”) wskazywał, iż literat Pantajew nie miał nic przeciwko bliskim relacjom emocjonalno cielesnym jego małżonki z poetą Niekrasowem, co zasadniczo nie odbiegało od środowiskowej normy. Z drugiej strony nawet w obecnych czasach nietrudno wskazać środowiska hołdujące tradycyjnym wartościom, uznające całość sfery życia erotycznego człowieka za nieprzyzwoitą. Sąd (...) winien zatem ustalenia w zakresie „przyzwoitości” odnieść do realiów niniejszej sprawy(...). (...) propozycja (której złożenie oskarżony kwestionuje) miała stanowić po prostu pytanie o treści „prześpisz się ze mną?”. Nie było w tej wypowiedzi ani wulgarności, ani nieprzyzwoitości. Forma propozycji nie miała zatem charakteru znieważającego.”

Próbowałem też uratować chociaż jego, bo przecież on stanowczo zaprzeczał, by proponował nawiązanie relacji cielesnych. Nawet gdyby sąd odwoławczy uznał więc, że gatunek winien wyginąć, to przynajmniej on był niewinny, bo wcale tego nie powiedział. Pisałem: „Już na wstępie należy zaznaczyć, że poważne i zarazem otwarte złożenie takiej propozycji („czy prześpisz się ze mną” – przyp. m.b) budzi wątpliwości w perspektywie zasad doświadczenia życiowego. O ile bowiem mężczyźni nie stronią od składania kobietom propozycji zbliżenia cielesnego, to jednak w znakomitej większości przypadków nie przystępują do realizacji swego celu poprzez dość naiwne pytanie o gotowość adresatki owej propozycji do podjęcia sugerowanych jej działań. Bez względu na fakt, czy do zbliżenia dochodzi pomiędzy osobami pozostającymi w stałej relacji, czy też ma ono charakter nieco bardziej spontaniczny, to najczęściej konsensus zawierany jest per facta conludentia i wzajemne przyzwolenie na coraz bardziej śmiałe poczynania partnera, czy też partnerki. (…) Jeśli zatem oskarżony rzeczywiście byłby zainteresowany zbliżeniem cielesnym z (...), to mało wiarygodne jest, że po prostu o to zapytał, zaniedbując dopełnienia rytuału, który zazwyczaj zastępuje komunikację werbalną przy tego rodzaju okazjach (głębokie spojrzenie w oczy, ujęcie dłoni, przytulenie, pocałunki, itd.)”


Sądy obu instancji nie miały jednak wątpliwości. Propozycja „czy prześpisz się ze mną” stanowiła realizację znamion występku z art. 216 par. 1 k.k. Orzeczono karę grzywny i środek karny w postaci nawiązki na rzecz pokrzywdzonej. Niech każdy zrobi rachunek. Zysków i strat. 

czwartek, 23 czerwca 2016

Zrobię nic

Będąc pozbawionym jakichkolwiek talentów administracyjnych, czasu i entuzjazmu, a co więcej gardząc urzędniczą posadą za marną pensję, uznałem, że powinienem zostać dziekanem Krakowskiej Izby Adwokackiej. Zamierzam robić nic i to jest najlepszy sposób piastowania tego przereklamowanego stanowiska, o które w ostatnich dniach toczą zaciekłą walkę dwaj moi konkurenci: adwokat Jan Kuklewicz i adwokat Paweł Gieras. Zmagania te zostawmy na boku, bowiem obaj kandydaci oferują aktywne, pełne zaangażowania wykonywanie obowiązków. Tymczasem Państwo potrzebują dziekana, którego nie będzie, który nie ma czasu, by Państwu przeszkadzać, którego życie instynktowne (a być może i czasami świadome) pochłania w stopniu wykluczającym robienie czegokolwiek. Państwo potrzebują dziekana bez właściwości, który po sprawnym wypełnieniu ustawowych obowiązków pierzchnie z biura.

Zapewniam, że dotrzymam obietnicy i nie będę niczego robił. Nie mam na to czasu z uwagi na rozległą praktykę zawodową, której prowadzenie – przy braku stosownych umiejętności - przychodzi mi z najwyższym trudem, obfitując zarazem w liczne niepowodzenia. Usiłuję też niekiedy oddawać się życiu rodzinnemu, dzięki czemu naprawdę nie mam czasu na jakiekolwiek wybryki. To właśnie jest szczególną i niepowtarzalną zaletą mojej kandydatury. Poza tym, od ciągłego przebywania w sądzie, mam zaburzone poczucie osadzenia w jednej, tożsamej rzeczywistości, o niezmiennych właściwościach. Przypadłość ta wyklucza podejmowanie działań godzących w interes adwokatów KIA.

Obiecuję zatem, że nie zrobię nic dla młodych adwokatów. Jeśli sobie nie radzą to powinni poszukać innej roboty. Też tak uczynię, gdy liczba błędów przekroczy dopuszczalne granice. Niczego nie zrobię dla starych adwokatów, adwokatów w średnim wieku, adwokatów gejów, adwokatów heteroseksualnych, a do tego białych i czterdziestoletnich, adwokatów wędkarzy i uprawiających korzenioplastykę. Wszyscy oni powinni być zadowoleni, że moja bierność w zakresie pomocy młodym ograniczy nieuczciwą konkurencję.


Niczego nie zrobię w zakresie obniżenia składki adwokackiej. Nie zrobię nic, co mogłoby ingerować, modernizować i ulepszać pracę biura KIA. Nie potrafię zarządzać pracą jednego choćby aplikanta i w ogóle mnie zarządzanie nie interesuje. Nie załatwię też parkingu pod sądem, darmowych rowerów wodnych, paczek na Mikołaja i nagich dziewcząt w sekretariacie KIA. Będę Państwa przyjmował z kwaśną miną, niechętnie i tylko w godzinach dyżuru. Narzekając na wysokość pensji, w całości wydam ją na własne potrzeby, nie poświęcając ani złotówki na cele charytatywne. Nie powstrzymam też roztrwonienia funduszu wzajemnej pomocy (na przykład na szofera, który dostarczy potrzebną rzecz w odpowiednie miejsce, czy wykupienie abonamentu w drogiej restauracji). 

Nie chcą pozostać w tyle za pozostałymi kandydatami prezentuję mój oficjalny, wykorzystywany od lat i sprawdzony życiorys: Maciej Burda, ur. 1975, jak spuszczał wodę, to się śmiał. Każdy ma takiego dziekana, na jakiego zasłużył.

niedziela, 29 maja 2016

Chwała bohaterom

Bardzo chciałbym popełnić przestępstwo opisane w art. 53 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Zrealizowanie znamion tego typu czynu zabronionego oznacza bowiem osiągnięcie stanu absolutnego spokoju, emocjonalnej pustki, niezależności od jakichkolwiek ambicji, dążeń i pragnień. Tego przestępstwa może dopuścić się wyłącznie sprawca wolny i szczęśliwy.

Przygotowanie nie jest więc łatwe. Należy zacząć od wysłuchania audycji o Moondogu w Programie Drugim Polskiego Radia. Potem zestaw: Joy Division, 1984, Bauhaus, Origami Arktika, trochę zespołów z niegdysiejszej audycji Pustynna Burza. Do tego kontemplacja obrazów Malewicza, wymiana spojrzeń z panem sprzedającym precle pod sądem, spacer przez korytarz, na którym oczekują kandydaci na rozwodników. Wizyta w galerii handlowej. Lektura Nowego Testamentu, wpisu w Wikipedii o Dwunastu ogniwach współzależnego powstawania, wysłuchanie relacji o wymianie poglądów pomiędzy kandydatami na dziekana KIA. Ułożenie planu reportażu o ostatnim na świecie skupie pustych opakowań szklanych. Joga. Bardzo długi bieg.

Wszystkie te zabiegi i tak mogą zakończyć się fiaskiem. Ustawodawca życzy sobie, by sprawca przestępstwa z art. 53 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii działał bezinteresownie, bez żadnego celu (majątkowego, osobistego), by był Jezusem Wielkiego Imperium Rozrywki, który wytwarza środki odurzające tylko dlatego, że może. Jest to bardzo trudne, bo jeśli sprawca wytwarza taki środek, by sprawdzić czy może (w sensie czy umie, czy nie utracił demiurgicznej mocy), to nie realizuje znamion art. 53 ust. 1 upn. Osiąga bowiem korzyść osobistą polegającą na zaspokojeniu własnej ciekawości (nawet gdyby celem nie była satysfakcja z aktu kreacji). Sprawca, który wytwarzając chociażby 1 gram suszu ziela konopi czy amfetaminy poczuje: radość, spełnienie, zdziwienie, a nawet przerażenie skutkujące postanowieniem, że nigdy więcej nie dotknie narkotyków, trafi do więzienia na co najmniej 3 lata.

Art. 53 ust. 1 upn, to przepis, który zdecydowanie wyprzedza nasze czasy. Wciąż nie osiągnęliśmy poziomu automatyzacji i zbydlęcenia w stopniu umożliwiającym zastosowanie tak skonstruowanej normy, a jednocześnie prace nad sztuczną inteligencją, której dysponent będzie być może zdatny do popełnienia tego wyrafinowanego przestępstwa, nie zakończyły się pełnym sukcesem. Obecnie każdy kto wytwarza środki odurzające popełnia zbrodnię opisaną w art. 53 ust. 2 upn, co nie jest być może rozwiązaniem zgodnym z Konstytucją, jednak do czasu zlikwidowania Trybunału Konstytucyjnego sądy nie będą zapewne miały odwagi odnotowywać tę właściwość przedmiotowej regulacji.

Kiedy jednak zlikwidujemy Trybunał, gdy osiągniemy stan pustki (czy to w wyniku świadomych operacji intelektualnych, praktyk religijnych, czy też w związku z oddaniem się życiu instynktownemu), to i tak popełnienie występku z art. 53 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii będzie nie lada wyzwaniem, przynajmniej w zakresie niektórych substancji odurzających. Wszystko przez znamię „znacznej ilości” przewidziane w ust. 2 tego przepisu. Ci, którzy chcieliby zrobić coś dla ludzkości, dokonać rzeczy bardzo trudnej, a zarazem brzydzą się alkoholem, heroiną, czy kokainą i preferują ziele konopi innych niż włókniste, skazani są na porażkę. Sąd Najwyższy konsekwentnie przyjmuje bowiem, że znaczna ilość środka odurzającego to taka, która wystarcza dla odurzenia kilkudziesięciu osób uzależnionych (spuśćmy kurtynę miłosierdzia na sygnatury). Dzięki takiej wykładni, sprawca, który jeden krzew wysuszy, popełnia zbrodnię zagrożoną karą od 3 lat pozbawienia wolności. W tej niełatwej sytuacji, do czasu zlikwidowania Sądu Najwyższego, każdy śmiałek próbujący popełnić przestępstwa z art. 53 ust. 1 powinien być uznawany za bohatera.


niedziela, 8 maja 2016

Glosa do postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 15 czerwca 2007, I KZP 13/07

Czas stroić gitary i ćwiczyć zestaw akordów (zwrotka: aFGE/ aFG/ aFGE/ aFG, refren: FGEa/ FGa/ FGEa/ FGa). Dla ułatwienia przypominamy przykład przejmującego wykonania na żywo tej pieśni na wyjście: https://www.youtube.com/watch?v=H06IX2QH2I0


Zadanie będzie polegało na ustawieniu szpaleru. Przejdzie nim grupa przyjaźniących się przedstawicieli prawniczego salonu, tuż po zwolnieniu z dotychczasowego miejsca zatrudnienia. Nieprzebrane roje członków Adwokatury Polskiej wykonają wówczas pieśń, akompaniując na gitarach, lirach, cytrach, tamburynach. Będzie panował nastrój podniosły ale smutny. W mediach pojawią się rozbieżne informacje co do liczby uczestników. Rządowa telewizja przekłamie cyfrę tamburynistów, sugerując liche przygotowanie muzyczne adwokatów polskich. Opozycyjna prasa zawyży liczbę lirników, akcentując tysiące lat tradycji opłakujące, wraz z muzykami,  grupę odchodzących.

Nie zawiodą miejscowi faworyci. Po pierwszej zwrotce z przemówieniami wystąpią: posłowie, senatorowie, przedstawiciele mniejszości seksualnych, weganie, Józef Tkaczuk, profesorowie prawa, słowem wszystkie ważne osobistości sympatyzujące z salonem. Po drugiej zwrotce czołowy polski poeta wygłosi wiersz okolicznościowy, a program trzeci polskiego radia nada pieśń w wykonaniu Papieża Franciszka.

Grupa przyjaźniących się przedstawicieli salonu przejdzie w milczeniu. Nie podejmą pieśni. Niektórzy z rozrzewnieniem będą wspominali postanowienie z dnia 15 czerwca 2007, I KZP 13/07, w którym odmówiono podjęcia uchwały pozwalającej na przyjęcie, że wyłudzenie usługi nie stanowi doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem i konieczna jest ingerencja ustawodawcy w treść art. 286 par. 1 k.k.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Sen z apelem dramatycznym

Śnimy się Ślusarzowi. Ślusarz nie chce wykonać usługi bez holajzy i wymawia się koniecznością krypownia lochbajtla. Słyszy wówczas: „Ha, ha ha! Pusty śmiech mnie bierze!” W tym śnie wcale nie chodzi jednak o to, że my, którzy sprowadziliśmy Ślusarza nie dostrzegamy, iż „z powodu kajli na iberlaufie trychter rzeczywiście robiony był na szoner, nie zaś krajcowany, i bez holajzy w żaden sposób nie udałoby się zakrypować lochbajtel w celu udychtowania pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie śtendra, aby roztrajbować ferszlus, który dlatego źle działa, że droselklapę tandetnie zablindowano i teraz ryksztosuje”. W tym śnie chodzi o dramatyczny (jak określiła go jednak z gazet) apel Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf. Zapisano tam bowiem, że sędziowie są depozytariuszami wartości demokracji polskiej.

W tym śnie Ślusarz wie, że kochamy prawie wszystkich sędziów, niektórych nawet miłością synowską, niektórych braterską. Innych za dzikość, kolejnych za przewidywalność, powagę, spryt, uczciwość, a są i tacy, których kochamy za to, że są tak sprawiedliwi, że nigdy tego nie pokazują. Miłość nie zaślepia nas jednak. Widzimy, że jest to system niewolniczy. Przecież ci nieszczęśnicy, pośród chrzęstu kajdan kontroli instancyjnej, muszą uznawać, że znaczna ilość środków odurzających to taka, która wystarcza dla odurzania kilkudziesięciu osób. Muszą przyjmować, że przesłanki zastosowania tymczasowego aresztowania zachodzą, gdy prokurator złoży wniosek (warto tutaj przypomnieć, że nasz człowiek w rządzie, Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, podczas pierwszej edycji sprawowania urzędu, zwykł żartobliwie mawiać, że podejrzanego aresztował „niezawisły sąd”). Oni nigdy nie mogą zastosować art. 53 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (bo w przyrodzie nie istniej sprawca – wytwórca, który nie osiąga co najmniej satysfakcji, stanowiącą korzyść osobistą) i muszą uznawać, że zatrzymania są zawsze zasadne. Nie mogą podważać opinii zakładu karnego o osadzonym, zeznań policjantów (ci bowiem nie mają interesu w obciążaniu oskarżonych) i w ogóle nie muszą dociekać prawdy, a jedynie sprawnie procedować i argumentować (III KKN 152/99).


Śnimy się Ślusarzowi, a on popiera nas i macha holajzą radośnie, gdy wyrażamy sprzeciw wobec uwikłania narodowych sędziów polskich w przechowywanie czegokolwiek, a szczególnie wartości demokratycznych. Mają oni bowiem dostatecznie dużo własnych problemów i bolączek.