środa, 27 lutego 2013

Znalezisko


Znalazłem takie coś:











Okazało się, że lapidarność uzasadnienia nie wykluczała korzystnego rozstrzygnięcia – sąd odwoławczy zastrzegł, że tymczasowe aresztowanie zostanie uchylone po wpłacie poręczenia.

Trochę to pretensjonalne, ale w sumie zabawne. Teraz już bym tak nie napisał (pięć i pół roku to jednak bezkres czasu, wydaje mi się, że kiedy szedłem na posiedzenie przed S.A. to na skwerku dogorywały ostatnie dinozaury).

Jeśli ktoś jest młody i chciałby podążać ścieżką Juliusza Cezara, to dodaję, że przed S.A. powiedziałem wszystko możliwie merytorycznie i poważnie, by pokazać, że to wcale nie są żarty (bo nie były).

Szacunek należy się składowi orzekającemu – bo dostrzegł w tym „uzasadnieniu” przejaw swobody wypowiedzi, lecz również i klientowi, który nie wypowiedział mi pełnomocnictwa. Nie pamiętam jak to skomentował. Być może pokazałem mu zażalenie dopiero po odzyskaniu wolności.  



sobota, 23 lutego 2013

Ratujcie kulturę RPA



Z ostatnich doniesień medialnych wynika, że zarzut zabójstwa narzeczonej nie wystarcza, by trafić do aresztu w RPA. Może tam opis czynu musi zawierać informację o konsumpcji ofiary? Może trzeba zabić przez zjedzenie żywej jeszcze ukochanej, a wszystko to na golasa, w płetwach i poruszając się wyłącznie tyłem? A może wystarczy być po prostu biednym i nieznanym, ale to wszędzie sprzyja tymczasowemu aresztowaniu i nie może być uznane za specyficzne dla tego dalekiego kraju. W każdym razie jeśli w sprawach takich jak ta Oscara Pistoriusa, tamtejsi sędziowie korzystają z poręczenia majątkowego, to areszty RPA muszą być bardzo smutne i nieciekawe. 

Bo polskie areszty to dobre, a czasem wesołe miejsca, gdyż nasi sędziowie dbają o dywersyfikację osadzonych. Wsadzają podejrzanych o zabójstwo, ale i o kradzież, czy inne drobne przestępstwo. Jest sprawiedliwie, bo bogaci nie mogą się uratować „kaucją”, a pełny przekrój społeczeństwa zapewnia wymianę myśli i wpływa pozytywnie na kulturę więzienną. Tej kultury jestem zresztą coraz większym entuzjastą i muszę przyznać, że w chwili słabości wykonałem ostatnio nielegalny napis, który – w mojej ocenie – dynamizował dyskusję prowadzoną na jednej z więziennych ścian. W ogóle w jednostkach penitencjarnych przeżyłem mnóstwo miłych chwil i pouczających rozmów, stawiam więc jedną wizytę na Montelupich przeciwko wszystkim romansom świata z najpiękniejszymi nawet dziewczętami. Bo czy może być coś istotniejszego, bardziej spektakularnego i wartościowego niż opowieści motocyklowe Ukochanego Klienta odegrane na oddziale szpitalnym jednego z dobrych, polskich aresztów? Ta wielka improwizacja oczarowała widzów – a było nas czterech (personel+ja) – i była jednym z ważniejszych doznań estetycznych w moim życiu. Takich zdarzeń było znacznie więcej, ale polskie jednostki penitencjarne gwarantują nie tylko rozwój duchowy i intelektualny. Dzięki strategii marketingowej jednej z koleżanek kilka razy zdarzyło mi się trafić na wyszukany, wręcz egzotyczny posiłek, którego wartość odżywcza była dodatkowo należycie zbalansowana, by pozytywnie wpłynąć na garnitur mięśni osadzonego. Takie historie nie zdarzają się na pewno w RPA. Nie ma kulturotwórczego tygla, nie ma krytycznej opozycji wobec wymiaru sprawiedliwości, nie ma naturalnego buntu. Czy ktoś tam konsultuje wpływ zabójstwa sędziego na dalszy przebieg postępowania? Nikt, bo wszyscy kochają sędziów i straszna jest z tego powodu nuda. 

Polscy aplikanci adwokaccy, zamiast zajmować się pisaniem sprzeciwu wobec skrócenia czasu aplikacji, powinni zrobić coś wartościowego i wysłać list do sędziów RPA. Trzeba ich wezwać, by zaprzestali zabijać kulturę więzienną i w końcu zrezygnowali z tych kaucji. To odnowi ducha narodu, który przecież całkiem niedawno zerwał z apartheidem, a ma problem z tak prostą rzeczą jak należyta represyjność wymiaru sprawiedliwości...

piątek, 15 lutego 2013

To dla Ciebie młody bandyto


Wszystkie polskie niegrzeczne dzieci powinny być wdzięczne Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka. Ja też muszę odszczekać dotychczasowe utyskiwania, bo oto wyistacza się sprawiedliwość, a szczęście  niedługo może zawitać na peryferia społeczeństwa. Niech te wszystkie uszminkowane dziewczęta radośnie mrugają powiekami, niech chłopcy urządzą dzień bez blanta, czy innej straszliwej aktywności.

Tu, i tu pisałem o tym, że w sądach dla nieletnich praktykuje się taki patologiczny zwyczaj trzymania w schronisku dla nieletnich bez wydawania postanowienia o przedłużeniu tego środka. Chodzi o to, że zamyka się „tymczasowo” na 3 miesiące, a potem – według sądów – wystarczy wydać postanowienie o rozpoznaniu sprawy w postępowaniu poprawczym, by wykluczyć konieczność orzekania o przedłużeniu umieszczenia w schronisku. Dzięki tej praktyce dzieci są pozbawione wolności bezprawnie i  w ogóle mają znacznie gorzej niż dorośli. Oczywiście takiego „przedłużenia” nie da się zaskarżyć.

Korzystając z porady Czytelnika złożyliśmy skargę do ETPCZ (najpierw próbowaliśmy sprowokować zastosowanie pewnej tajemniczej instytucji, ale się nie udało). Tym razem wcale nie trzeba było długo czekać na ten ich „przedsąd” (Trybunał poinformował rząd, zakreślił termin do odpowiedzi, kazał pisać w obcym języku). Nieważne przy tym jaki będzie ostateczny rezultat, natomiast ważne jest to, że w jakimiś normalnym czasie  zapadnie  rozstrzygnięcie i to właśnie daje jakąś nadzieję. 

Ponieważ co najmniej dwa lokalne sądy czynią opisane zło, a z pisma dyrektora schroniska wynika, że w służbie owego zła pozostają również inne sądy, to proszę, oto numer sprawy: 57722/12. Jak będzie w HUDOC’u to można sobie śledzić, a niewykluczone, że wykorzystać.

W między czasie sprawa, z powodu której ma się odmienić oblicze polskich sądów dla nieletnich zakończyła się. Zastosowano zakład poprawczy z warunkowym zawieszeniem wykonania. Bohater siedział więc 8 miesięcy bezprawnie (to akurat tylko 5 miesięcy), niesprawiedliwie i niepotrzebnie.

Może warto też dodać, że przeprowadziłem bezsensowną korespondencję z Rzecznikiem Praw Dziecka. W końcu poinformował mnie, że będzie monitorował sprawę. To jednak nie pomagało.