Pokazywanie postów oznaczonych etykietą art. 119 k.w.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą art. 119 k.w.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 listopada 2011

Kradzież brutto

Niedawno pewna ponura historia  zakończyła się definitywnie. Sąd Najwyższy nie miał wątpliwości i uznał kasację za oczywiście bezzasadną. Pamiętajcie zatem: jak coś kradniecie, to rzecz ma wartość powiększoną o VAT. Sposób rozstrzygnięcia SN spowodował, że nie poznamy uzasadnienia (na ogłoszeniu wyroku nie byłem). W międzyczasie musiałem jednak przeczytać art. 124 kw i wówczas stało się jasne, że nic z tej kasacji nie będzie. Otóż w przypadku kradzieży kryterium rozgraniczenia pomiędzy przestępstwem, a wykroczeniem jest wartość rzeczy (art. 119 k.w.). W przypadku zniszczenia, uszkodzenia itd. takim kryterium jest wartość szkody (art. 124 k.w.). Wydaje się więc oczywiste, że niszczycie netto, a kradniecie brutto, a całe uzasadnienie feralnego środka zaskarżenia pasowałoby do sytuacji, w której klient zamiast kraść olej napędowy po prostu go zniszczył. To byłaby jednak zupełnie inna, znacznie bardziej intrygująca historia, ale niewykluczone, że wam się kiedyś przytrafi. Wówczas możecie sobie skorzystać z argumentów zawartych w naszym piśmie.

Na marginesie: napisałem tę kasację, między innymi z uwagi na rzekomą, korytarzowo-sądową opinię jednego z profesorów. Może mój informator opacznie zrozumiał wypowiedź uczonego, może ja kiepsko to pismo wykonałem, w każdym razie, na wszelki wypadek, radzę wam: nigdy nie ufajcie nikomu z tytułem dr hab.



środa, 2 marca 2011

kradzież: towar czy usługa (ponura historia)

Proszę sobie wyobrazić: mężczyzna szykuje beczkę. To będzie kryminalna historia, to się źle skończy, takie kryminalne historie zawsze się źle kończą. Teraz proszę sobie wyobrazić: kolega mężczyzny podjeżdża pod blok. Tacy nigdy nie jadą rowerem, ani nie chodzą pieszo, nie korzystają z komunikacji miejskiej, oni zawsze podjeżdżają samochodem. Mężczyzna czeka na windę, winda nie przyjeżdża, więc schodzi po schodach, z piwnicy bierze beczkę. No można nawet powiedzieć, że mu się odciski od niesienia tej beczki robią. Żona łazi po domu, coś przeciera, sprząta, niczego się nie domyśla. A oni są już razem. Jadą bezpośrednio na stację benzynową. Takie historie zdarzały się nie tylko w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Takie historie zdarzają się codziennie. Mężczyźni jadą, beczka stuka, żona w domu, podchodzi do okien, znudzona.

Kolega napełnia bak. Narasta groza, narasta należność, powoli, jakieś powolne mają dystrybutory na tej stacji. No można nawet napisać, że mu się odciski robią od tego nalewania. Kolega sięga po beczkę i dalej to samo, nalewa, wszystko narasta, należność, groza, znudzenie żony, irytacja pracownika stacji benzynowej, którego nie poinformowano, że beczka zostanie użyta.

I nagle on doznaje olśnienia - pracownik stacji benzynowej. Dostrzega, że tablice są kiepsko umowcowane, fałszywe, założone tylko na czas kradzieży. No właśnie kradzieży. Bo chodziło o kradzież 100 litrów oleju napędowego. Żona mężczyzny była zaskoczona, że policja, przeszukanie, itd. 

Proszę sobie wyobrazić: wyrok zaoczny 8 miesięcy pozbawienia wolności. Bez zawieszania. Teraz wkracza mecenas Wojtaszczyk i pisze apelację, wspaniałą apelację, w której 666 razy powtarza, że wartość przedmiotu kradzieży nie obejmuje podatku VAT, akcyzy i opłaty paliwowej. Jeśli on ma rację, to mężczyzna popełnił jedynie wykroczenie i ma powody do radości. I właśnie o to was pytam. Czy ktoś może to rozstrzygnąć? Wliczać, czy nie wliczać? Pokrzywdzony tych pieniędzy nie traci, bo zobowiązanie podatkowe nie powstaje (jest nawet orzeczenie ETS, poczytajcie kasację, link poniżej). Jednak jeśli sprawca chciałby sobie paliwo kupić, to musiałby uiścić cenę z podatkami. Zatem czy wartość przedmiotu kradzieży to tyle co pokrzywdzony traci, czy tyle co ten przedmiot kosztuje w obrocie? Nie znalazłem nic w komentarzach, orzeczeniach, tezach z piśmiennictwa. Chyba o tym nie pisali.

Na rozprawę odwoławczą musiałem iść ja i być może wszystko zepsułem, bo sąd jedynie obniżył karę do 5 miesięcy pozbawienia wolności, uznając, że oczywiście VAT, itd się wlicza w wartość skradzionej rzeczy. Wyrok tu. Ciężko mi się pogodzić z tym, że będziemy mężczyznę utrzymywali w więzieniu przez prawie pół roku za te 100 litrów oleju napędowego. Mężczyzna też nie był zachwycony...

A teraz proszę sobie wyobrazić, że ja z tym wszystkim zostałem sam. Przyszedł wyrok sądu odwoławczego z uzasadnieniem. Mężczyzna zniknął, zmienił numer telefonu, wyrzucił go, wyprowadził się, odszedł. Mecenas Wojtaszczyk wsłuchany w porykiwania dzikich bestii, muskał smutnym swym wzrokiem trawy sawanny i nawet nie myślał o pożegnaniu z Afryką. Natalka rzuciła szafką o drzwi i poszła, tylko szkiełka na moim biurku po niej pozostały. Moi wspólnicy wdali się w awanturę, przy czym to on wyszedł nie pożegnawszy się, a ona dopiero po chwili, pożegnawszy. Tomasz zainteresował się, ale nie tak znowu, żeby coś podpowiedzieć. No więc 30 godzin do upływu terminu, bardzo dużo czasu, zdecydowałem się. Kasacja jest tu. Każdy kto ma coś do powiedzenia w tej sprawie może zająć stanowisko. Powiem o nim w Sądzie Najwyższym (o ile mężczyzna odnajdzie się i wniesie stosowną opłatę, a SN nie stwierdzi, że kasacja jest oczywiście bezzasadna). Ja nigdy nie napisałem kasacji, która zostałaby uwzględniona. Może wam się powiedzie.


Finał tej smutnej historii tutaj.