Niczym nowojorskiemu piechurowi przytrafiła nam się historia, w której przestaliśmy pisać. Wprawdzie nie było nas w małym, obskurnym kinie Venice, nie jedliśmy ostryg w lokalu Libby's, ani też nie obserwowaliśmy człowieka naśladującego mewę, ale konsekwentnie nie piszemy.
Teraz musimy zrobić wyjątek. Teraz musimy napisać. Oto bowiem człowiek, który popełnił najważniejszą frazę naszego życia, frazę, z którą musi zapoznać się każdy, kto korzysta z polecanych przez nas usług, kandyduje na prezydenta Krakowa.
Popieramy go i przekazujemy mu wszystkie głosy, które otrzymaliśmy niegdyś, starając się o stanowisko dziekana tutejszej rady adwokackiej. My zawsze kupowaliśmy dwa pory na kolację i zawsze odgrywaliśmy tę scenę, w której mężczyzna myje podłogę w domu, który opuścił. To jest nasz kandydat.
On dobrze wie, że trzeba wziąć miasto za gardło i wstrząsnąć nim trochę. Nikt nie narysuje takiego projektu kanalizacji, nie napisze takiego dekretu w sprawie prostytutek i żebraków, nie obmyśli takiego systemu więzień. To jest jedyny poważny uczestnik wyścigu. Reszta będzie uprawiać gierki.
Marcin Świetlicki naszym prezydentem. Bez telefonu. Bez komputera. Bez wstydu. Jak zwierzę.
Nie muszę wcale robić
OdpowiedzUsuńale to robię, przerzucam
ten gnój.
To jeszcze chwilę potrwa, a kiedy się skończy, to
wyjadę stąd,
choć to nie jest złe miejsce.