niedziela, 29 czerwca 2014

Lektura obowiązkowa

W 1933 roku ośmiu białoruskich chłopów zostało oskarżonych, o to, że chcieli oderwać północno-wschodnie województwa Polski i przyłączyć je do obcego państwa. Przejawem realizacji ich planu był napad na jadącego rowerem policjanta, któremu zadali rany w lewą piętę i prawe udo. W ucieczce policjant utracił rower i torbę służbową. Następnie zuchwali terroryści mieli odwiedzić trzech osadników żądając wydania broni i mówiąc: „Skończyło się wasze panowanie. Proszę oddać broń i spokojnie siać i orać”. Doszło też do strzelaniny przy posterunku policji w Nowosiółkach, a wystrzeliwszy wszystkie naboje oskarżeni poszli spać, by rano uczestniczyć w pracach polowych. Próba oderwania północno-wschodnich województw i przyłączenia ich do obcego państwa trwała godzinę.

Świadkowie to „policja mundurowa, policja śledcza i konfidenci”. Były też dowody rzeczowe: kilka połamanych karabinów, jeden z tkwiącą wewnątrz lufy starą łuską, rewolwer zdatny do użytku, naboje. Wszystko zostało wystawione na stole w sali rozpraw Sądu Grodzkiego w Kobryniu.

Prokurator „tęgi, przystojny, młody”, zażądał kary śmierci. Sąd uznał oskarżonych za winnych, chociaż chyba nie sprecyzował, czy w ciągu tej godziny wciąż odrywali oni województwa północno-wschodnie, czy też zdążyli przejść do fazy przekazywania tych ziem obcemu państwu. Zdaniem sądu wystarczająca okazała się jednak kara dożywotniego pozbawienia wolności i to być może spowodowało, że prokurator przestał się uśmiechać.

Reportaż z procesu, zatytułowany „Myjcie owoce!”, napisała Ewa Szelburg Zarębina. Nie jest długi. Najprawdopodobniej każdy agent ABW i każdy prokurator w tym kraju jest w stanie przeczytać cały tekst.



Myjcie owoce!” opublikowano ostatnio w „100/XX. Antologii polskiego reportażu XX wieku” pod redakcją M. Szczygła. Nie jest to jedyny reportaż sądowy w tym zbiorze. Żaden inny nie wydał mi się jednak tak aktualny. Lektura powyższej notki nie zwalnia od obowiązku przeczytania całości, wszak pomija historię kobiety, która zasiadła na ławie oskarżonych z rebeliantami, jak również to w jaki sposób zdołali się oni zaprowiantować.

wtorek, 20 maja 2014

Kłamliwa propaganda obrony

Muszę odszczekać i przeprosić Pana Prokuratora Piotra Kosmatego, Rzecznika Prasowego Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie za wszystkie żarty z działalności informacyjnej tej instytucji.

Los wymierzył dzisiaj sprawiedliwość i okazało się, że kontrola nad przekazem medialnym bywa ograniczona. Niewykluczone, że złośliwości dotyczące komunikatów z tych kilku spraw były niesprawiedliwe. Iggy Pop napisał niegdyś pieśń z refrenem adekwatnym do takich okoliczności. Być może w ramach pokuty wykonam ją pod siedzibą prokuratury. 

środa, 14 maja 2014

Obrona dzieci polskich

Bronimy dzieci polskie. To ironia losu, ale musimy bronić, bo policja bije, krzyczy i szarpie. Policja podsłuchuje rozmowy z obrońcą, zamyka w izbie dziecka, jest zła, kłamie i w ogóle jest strasznym niejadkiem. O tym powinna opowiedzieć Pani Kamila. To jej historia, jej walka. W tym tekście chodzi wyłącznie o stosowanie art. 577 kpc w postępowaniu w przedmiocie zażalenia na zatrzymanie nieletniego. Dalsza część będzie zatem nudna, toteż mniej wytrwali niech poprzestaną na zapoznaniu się z pieśnią obrońców dzieci polskich. To ta pieśń:




Uwagi dotyczące art. 577 kpc trzeba poprzedzić jeszcze jedną obserwacją (i radą). Jeśli ktoś jest już stary, a wciąż łaknie fizycznego kontaktu z osobami młodymi, to winien wysłać aplikanta preferowanej płci na sprawę nieletniego przed sądem rodzinnym. Chłopcy i dziewczęta powracający z pierwszych takich misji proszą o przytulenie, potrzymanie za rękę. To doświadczenie ich rozbija, wyniszcza, czyni bezbronnym. Wówczas można ich przytulać. Sposób ten jest niezawodny i daje perspektywę sukcesów erotycznych bez względu na orientację seksualną. Wszystko to dzięki proceduralnej frenezji, gwałtownemu rozładowaniu mistycznego napięcia towarzyszącego przenikaniu kpc i kpk.

Bronimy dzieci polskie (nie mając moralnego prawa) i przytrafia się sytuacja: sąd uwzględnia częściowo zażalenie na zatrzymanie takiego dziecka. Bardzo się z tego cieszymy, ale policjantów przepełnia smutek i w przypływie melancholii zaczynają pisać (chociaż w tym stanie bardziej właściwe wydawałoby się rozwiązanie pierwszego polskiego aeronauty Jana Potockiego). Dostarczają sądowi notatki urzędowe, zaś Sąd, w przypływie zrozumienia smutku policjantów zmienia swoje postanowienie i zażalenia nieuwzględnia. Przed sądem dla dorosłych sytuacja niemożliwa, ale w kpc jest art. 577. Dla dobra dziecka można wszystko. Zatrzymanie było nielegalne, ale już jest legalne.

To jest właśnie ekscytujące: sądy kontrolują prawidłowość zatrzymania – instytucji prawa karnego procesowego, stosując procedurę cywilną. Wprawdzie jest szereg argumentów za tym, że art. 577 kpc nie znajduje zastosowania do postanowień w przedmiocie zażalenia na zatrzymanie (bo np. nie jest to postanowienie regulujące prawa i obowiązki dziecka i nie służy realizacji celów opiekuńczo wychowawczych, a tylko takie postanowienia podlegają modyfikacji w oparciu o ten przepis), ale po co walczyć z taką praktyką. Przecież to piękne, że sąd, kierując się dobrem dziecka, uznał jego zatrzymanie za prawidłowe, chociaż wcześniej orzekł inaczej (jeszcze piękniejsze jest, że zrobił to w oparciu o nowe, lepsze notatki urzędowe). Przecież za kilka miesięcy znowu może zmienić swoje postanowienie i stwierdzić nielegalność zatrzymania. Wystarczy, że poproszą o to policjanci.

piątek, 2 maja 2014

Multizatrzymanie, czyli walki z systemem cd.




 Święto pierwszomajowe było w tym roku dniem, w którym intensywny zapach grzechu unosił się w korytarzach Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową KMP w Krakowie.

Zatrzymywanie groźnych przestępców chwilę przed weekendem lub świętami ma wiele plusów, w tym: potęguje frustracje związane z nieskorzystaniem z  upragnionego wypoczynku tak zatrzymanemu, jak i jego obrońcy, co ma się przekładać na spadek woli walki.

Jedynym antidotum jest więc antycypacja, i nieplanowanie grilla ani sportów wodnych. Unicestwienie nadziei na wypoczynek czyni obrońcę naprawdę wolnym i zdolnym do spędzenia na KMP tyle czasu, ile będzie potrzeba (ja mam czas do poniedziałku!).

Tak też stało sie wczoraj, bo przesłuchania, jedno po drugim, trwały od 9 do 18. Bez przerw, jedzenia, picia i innych fanaberii. Jednocześnie, już bez ironii, dziękuję Komendzie Miejskiej Policji w Krakowie za idealną kawę - parzoną, czarną, mocną i słodką, podaną w bardzo ładnej filiżance. Ta kawa była moim jedynym posiłkiem tego dnia, więc dziękuję szczególnie Inicjatorowi poczęstunku.

Inicjator ten, pomimo początkowych obaw, po konsultacji z Prokuraturą pozwolił mi wziąć udział w przesłuchaniach trzech zatrzymanych podejrzanych. Z początku były wątpliwości, bo wyglądało na to, że ich interesy mogą być sprzeczne, jednak argumentacja o nieprzesądzaniu tego przed przesłuchaniami odniosła sukces, a treść wyjaśnień każdego z podejrzanych rozwiała początkowe strachy. 

Prokuratura oceniła wyjaśnienia te na tyle wysoko, że podejrzani poszli do domów. Jedynym smuteczkiem pozostało zabezpieczenie kilku słoików suszu oraz owoców uprawy, ponad 200 krzaczków. To ich zapach uświęcał sukces procesowy Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.

niedziela, 13 kwietnia 2014

W sprawie szkodliwej działalności

Kurt Cobain pisał sprajem na ciężarówkach God Is Gay. W końcu 5 kwietnia 1994 roku strzelił sobie w głowę. Dlatego Państwo nie powinni malować po murach, nie powinni w ogóle dotykać farby w puszce, bo to przynosi nieszczęście. Jeśli jednak ktoś nie może się powstrzymać, a dodatkowo wpadnie w zasadzkę, to niech nie poddaje się dobrowolnie karze. Zasadniczo graffiti nie jest przestępstwem.


(www.banksy.co.uk)


Karanie graficiarzy za przestępstwo z art. 288 k.k. jest jednak dość powszechne. Lokalna prasa donosi o ujęciu malujących, dodając przechwałki policjantów, że postawiono im zarzut uszkodzenia mienia (tu przykład). Na art. 288 k.k. powołał się podsekretarz stanu Ministerstwa Sprawiedliwości pan Michał Królikowski odpowiadając na interpelację nr 4470 „w sprawie zwalczania szkodliwej działalności grafficiarzy” (tekst tu). Wzór zawiadomienia o przestępstwie poleca na swej stronie krakowska Straż Miejska. W specjalnym poradniku Gazeta Wyborcza nawołuje: „o każdym dostrzeżonym nielegalnym napisie trzeba powiadamiać straż miejską i policję” (poradnik tu). 

Wszyscy głoszący potrzebę stosowania art. 288 k.k., czy też art. 124 kw w każdym przypadku graffiti, będą jednak rozliczeni na sądzie ostatecznym.







Bóg przypomni, że sprawcą przestępstwa z art. 288 k.k. i wykroczenia z art. 124 kw jest ten tylko, który rzeczy niszczy, uszkadza, czyni niezdatną do użytku. Malowanie po murze nie stanowi realizacji tak opisanych znamion.

Zniszczenie to unicestwienie, pozbawienie dotychczasowych właściwości. Tymczasem graffiti nie dość, że nie unicestwia, to czasem pomaga budynek użytkować.




http://www.mymodernmet.com/profiles/blogs/beautifully-haunting-graffiti-at-chernobyl

Tu też pomaga:





Fundamentalne znaczenie ma argument, że zniszczenie – jak chcą tego uczeni – musi być nieodwracalne. Malarstwo ścienne jest tymczasem nietrwałe.






Najpewniej wielu myśli, że twórca graffiti realizuje znamię „uszkodzenia” mienia. To przejaw ignorancji nieobcy zarówno dziennikarzom jak i prawnikom. Wystarczy sięgnąć jednak do fachowej publikacji by dowiedzieć się, że: „Uszkodzenie jako znamię czynnościowe przestępstwa określonego w art. 288 § 1 k.k. polega na takiej zmianie materii rzeczy, po powstaniu której nie można wykorzystywać tej rzeczy dla celów, dla których była pierwotnie przeznaczona. Uszkodzenie ma miejsce zarówno wówczas, gdy niemożność wykorzystywania rzeczy zgodnie z jej przeznaczeniem ma charakter trwały, jak i wtedy, gdy niemożliwość normalnego wykorzystywania rzeczy ma charakter czasowy (przejściowy); por. D. Pleńska, O. Górniok (w:) System prawa karnego..., s. 441; W. Świda (w:) I. Andrejew, W. Świda, W. Wolter, Kodeks karny..., s. 648). W pojęciu uszkodzenia mieści się wszelkie zachowanie, które w mniejszym lub większym stopniu oddziałuje na całość rzeczy, prowadząc do naruszenia jej substancji, istotnych właściwości decydujących o jej przeznaczeniu i możliwościach wykorzystywania, o takim jednak natężeniu, iż nie stanowi jeszcze zniszczenia rzeczy, które jest "uszkodzeniem w wyższym stopniu" (por. L. Peiper, Komentarz do Kodeksu karnego..., s. 736 i n.; zob. też Motywy Komisji Kodyfikacyjnej Ministerstwa Sprawiedliwości, t. V, z. 4, s. 223-225)” (Małgorzata Dąbrowska Kardas, Piotr Kardas, Komentarz do art. 288 k.k. Lex, stan prawny 1.3.2006). Jest więc jasne, że jeśli usunięcie rysunku nie wiąże się z koniecznością zburzenia całego budynku, muru, fabryki, czy też skucia całej elewacji, to znamiona przestępstwa z art. 288 k.k. nie zostaną zrealizowane (podobnie jak art. 124 k.w.).

Podobne stanowisko zajął w 1984 roku Sąd Najwyższy: „Umieszczenie napisu lub rysunku w miejscu do tego nie wyznaczonym może stanowić "uszkodzenie mienia" w rozumieniu art. 212 k.k. (albo w zależności od wysokości szkody - wykroczenie przewidziane w art. 124 k.w.) tylko wówczas, gdy w wyniku tego działania nastąpiło pomniejszenie wartości materialnej lub użytkowej budynku, obiektu lub innej rzeczy w takim stopniu, że do usunięcia tego uszkodzenia konieczne jest naruszenie ich substancji” (OSNKW 1984/7-8/71)


Wystarczy spojrzeć, by zyskać pewność, że nurek niosący dużą rybę nie przeszkadza w korzystaniu z budynku zgodnie z jego przeznaczeniem, a jego ewentualne usunięcie nie powinno być trudne (chociaż smutne, bo z wyglądu ten nurek, to druh nasz szczery).






Cytowani już autorzy wypowiadają się o graffiti wprost, potwierdzając, że tylko w wyjątkowych sytuacjach może dojść do popełnienia przestępstwa z art. 288 k.k.: „Zamieszczenie na rzeczy rysunków, napisów lub innych treści albo jej zabrudzenie co do zasady nie stanowi uszkodzenia rzeczy, albowiem nie prowadzi do naruszenia jej substancji, a tym samym do zmiany jej właściwości. W pewnych wypadkach zamieszczenie na rzeczy rysunku, napisu lub zabrudzenie jej w inny sposób prowadzić będzie do naruszenia substancji rzeczy, w wyniku samego zamieszczenia napisu lub rysunku. W pewnych sytuacjach samo zamieszczenie napisu lub rysunku nie będzie powodowało naruszenia substancji rzeczy, jednak ich usunięcie powodować będzie takie naruszenie. W obu tych wypadkach możliwa jest kwalifikacja zachowania na podstawie art. 288 § 1 k.k. (por. szerzej M. Kulik, Przestępstwo i wykroczenie uszkodzenia rzeczy, s. 75 i n.; M. Kulik, Z prawnokarnej problematyki graffiti, s. 78 i n.)”. (Małgorzata Dąbrowska Kardas, Piotr Kardas, Komentarz do art. 288 k.k. Lex, stan prawny 1.3.2006) Poczynione zastrzeżenia będą dotyczyły zazwyczaj pisania po czymś innym niż ściana – np. umieszczenia napisu na obrazie twórcy konwencjonalnego, chociaż poniżej przykład graffiti, które ewidentnie zniszczyło.






Nie może też budzić wątpliwości teza, że malowanie po murze nie jest czynieniem tego muru niezdatnym do użytku, nie będącym zarazem jego zniszczeniem czy uszkodzeniem. 

Trzeba być zatem sprawiedliwym, bo co roku jest 5 kwietnia i ktoś może sobie zrobić krzywdę (np. tego dnia, kilka lat po wspomnianym K. Cobainie zmarł Lane Staley, o którym trzeba pamiętać szczególnie) Stosowanie wobec graficiarzy art. 288 k.k. i 124 kw to zło gorsze niż graffiti (za wyjątkiem sytuacji ekstremalnych). Zawsze pozostaje art. 63a kw, ewentualnie art. 141 kw, art. 108 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Organy ścigania zawsze mogą też zająć się czymś ważniejszym.

http://hipster.pl/tag/banksy/

poniedziałek, 31 marca 2014

Wszechobecność

Funkcjonowanie krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej w przestrzeni medialnej jest tajemnicze i ekscytujące. W zjawisku tym wyistacza się potworna dziwność bytu, relatywizm, ale nade wszystko kontemplacji tego fenomenu towarzyszy przeszywający smutek, samotność obserwatora pozbawionego poczucia współuczestnictwa w postrzeganiu świata. Lektura niektórych doniesień powoduje też wzmożoną potrzebę nabycia preparatu UBIK, jednak dotychczas ten fantastyczny środek nie został wprowadzony do obrotu, przynajmniej w dostępnej rzeczywistości.



Z czasem stało się jasne, że odbiór sygnałów Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie oznacza, że ciało abonenta zdeponowane jest w ekskluzywnym Moratorium Ukochanych Współbraci w Zurychu. Stan półżycia urozmaicany jest informacjami np. o zaawansowanym stadium przygotowań zamachu na sejm. To się oczywiście nie dzieje, bo zaskakująco wiele rzeczy się nie dzieje, o czym przypomniała ostatnio p. Kamila. To tylko wykupiony za ogromne pieniądze program utrzymywania aktywności mózgu osób w stanie pomiędzy życiem, a śmiercią. To program Pozostań Aktywny Po Śmierci.



Zaletą programu jest świadome wprowadzenie błędów, które abonent może samodzielnie identyfikować, oburzać się ich wystąpieniem i próbować porządkować zaoferowaną mu rzeczywistość. Na przykład w Gazecie Wyborczej, która miała się rzekomo ukazać w zeszłą sobotę zamieszczono tekst o zorganizowanym przez Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie panelu dyskusyjnym: „Dziennikarskie prawo do informacji, a tajemnica postępowania karnego”. Znalazło się tam zdanie: „Jednym z powodów spotkania było m.in. ujawnienie przez adwokata na blogu materiałów z niejawnego posiedzenia sądu w sprawie aresztowej”. Dzięki lekturze donosu dyscyplinarnego typuję właściwy wpis. To nie adwokat był autorem. To nie materiały z niejawnego posiedzenia zostały ujawnione. Teraz mogę rozważać, czy moderator programu wprowadził wariant błędu dziennikarza, czy wariant przekazania złej informacji przez źródło. Trudno się zdecydować. Rzucam monetą. Sprawdzam. Na niej wizerunek Philipa D...