Prawnicy Ordo Iuris na straży moralności
Bogdan Święczkowski na straży Konstytucji
Władimir Putin na straży pokoju
Prawnicy Ordo Iuris na straży moralności
Bogdan Święczkowski na straży Konstytucji
Władimir Putin na straży pokoju
Gest posłanki Lichockiej (wcześniej posła Pyzika) zrobił swego czasu furorę w polskim życiu polityczno społecznym, a większą nawet - tłumaczenie: swędzące oko i inne problemy, które miał przegonić przypadkowy palec w przypadkowym położeniu w przypadkowymi miejscu, w całkowicie przypadkowej chwili. Z tego, co sobie przypominam, posłankę Lichocką spotkała dezaprobata. Nie wiem, czy udało się jej się (dezaprobacie, bo posłance na pewno tak) odnieść zamierzony skutek.
Kilka miesięcy temu zgłosiła się do nas osoba, która wraz z rodziną (dzieci sztuk dwie plus nasciturus) była adresatką podobnego gestu wywołanego niezadowoleniem z miejsca, jakie wybrała na krótki postój swojego samochodu. W tamtym przypadku gestowi towarzyszyła pokaźna ilość plwociny miotanej szałem sprowokowanego kierowcy. Plwocina - i gest - dotknęły adresatów do żywego. Dotykający wszystkich gest, poddany analizie prawnej okazał się znieważeniem, dlatego napisałam między innymi:
Nie ulega również wątpliwości, że X z zamiarem bezpośrednim zrealizował znamiona art. 216 par. 1 kodeksu karnego, znieważając Y w miejscu publicznym, poprzez zademonstrowanie wulgarnego gestu środkowego palca. Jest to jeden z najpowszechniejszych sposobów wyrażenia zniewagi i ubliżenia drugiej osobie, utrwalony w kulturze od czasów starożytnych. Dla oceny, czy określone zachowanie stanowi zniewagę, istotne znaczenie ma obiektywna ocena tego zachowania, rozważenie jego społecznego odbioru przez pryzmat generalnie akceptowanych norm obyczajowych. Uznać zatem trzeba, że zniewagę mogą stanowić jedynie takie zachowania, które są powszechnie uznane za obelżywe. (II AKa 91/11 - Wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 6 czerwca 2011 r., LEX nr 895936).
Wikipedia mówi, że digitus impudicus (palec bezwstydny, bezczelny) znany był już w starożytnym Rzymie, i że ani Państwo Posłowie, ani energiczny kierowca, nie odkryli Ameryki. Podobno jest jednym z najbardziej znanych sposobów na wyrażenie zniewagi i chęci ubliżenia drugiej osobie.
Jest jedno miejsce, gdzie bez obaw i ograniczeń, nieniepokojonym, godzinami można ćwiczyć oba środkowe palce przed publicznością: Sąd. Warunek: trzeba być świadkiem, i robić to na tyle zręcznie, by widzieli wszyscy, oprócz przewodniczącego składu. A i na to jest sposób.
Nie będziemy nikogo przekonywali, że poeta Bonus jest niewinny. Nie czytaliśmy akt. Nie rozmawialiśmy z nim. Nie wykluczamy, że prawda dowodów, ta najgorsza z prawd, uzasadniała wymierzenie kary. Poza tym niewinni też muszą być skazywani, podobnie jak muszą ginąć w wypadkach samochodowych, umierać na raka, czy oglądać telewizję publiczną. Wina poety ma dla nas znaczenie drugorzędne.
Bonus jest jednym z tych, za którymi trzeba się jednak stawić, bo Polska redukuje sens ich istnienia do nakarmienia Wielkiego Imperium Niewdzięcznej Temidy. Polska wysyła policjantów, którzy dbają o wykrywalność poprzez kontrolę handlu, a nie jego zwalczanie. Polska ma Sąd Najwyższy, a ten twierdzi, że znaczna ilość środka odurzającego to taka, która wystarcza do odurzenia zaledwie kilkudziesięciu osób uzależnionych (I KZP 10/09). Polska ma prokuratorów, którzy żądają wieloletnich kar pozbawienia wolności za sprzedaż ziołowego suszu, o niskiej psychoaktywności, nieuzależniającego fizycznie, bez dawki śmiertelnej. Polska ma sędziów, którzy takie surowe wyroki wymierzają. Polska hoduje tłustych adwokatów.
Polska najlepiej zarabia na handlu narkotykami. Za przypisaną poecie Bonusowi sprzedaż 25 kg marihuany liczy sobie kwotę 450.000 zł. Tak nie zarabiał nawet Pablo Escobar, ale Polska ma sądy, które czynią z niej Królową Śniegu, Przyrody i Mateusza (np. wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 25 czerwca 2015 r., II AKa 253/14, Lex nr 1761766; wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 31 marca 2015 r., II AKa 34/15, KZS 2015/4/84; wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 11 lutego 2014 r., II AKa 324/13, Lex nr 1439340).
Poeta jest bezradny. Nie wystarczy stwierdzenie winy. Polska musi go poniżyć i okraść. Dlatego jesteśmy z nim, pozdrawiamy go i życzymy, by był jak Jelena Żemkowa(1).
(1) Rosyjska prokuratura uznała, że stowarzyszenie Memoriał, dokumentujące komunistyczne represje, łamie ustawę nakładającą na organizacje finansowane z zagranicznych środków, obowiązek informowania, że są „zagranicznymi agentami”. Jelena Żemkow, 87-letnia współzałożycielka stowarzyszenia, wręczyła sędzi prowadzącej rozprawę swoją wizytówkę, na której było napisane „zagraniczny agent". Tak zwyciężyła państwo. Nie pomogło nawet to, że sąd podzielił stanowisko prokuratora.
Dzisiaj martwimy się o genitalia profesora Jana Majchrowskiego.
Nie jest dobrze rzucać jurystą salonowym, kulturalnym, o ugruntowanej pozycji zawodowej i społecznej, w samo jądro prawniczego galimatiasu. Nie dziwi nas, że człowiek ten nie dał rady. Wycofał się. Pękł. Zrezygnował z pracy na odcinku Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Wszak błyskotliwa jego kariera nie pozwoliła – jak powiadają na Górnym Śląsku – na ciulanie w syfie. Nie był nawet na aplikacji, nie wiedział, że sędziego nienawidzą wszyscy, że musi funkcjonować w atmosferze walki, w ciągłej pozycji argumentacyjnej, zadawać (ciulać) i przyjmować ciosy. Nie przewidział, że system rzuca kłody, nie perły, że trzeba własnymi pięściami prostować ścieżki zawsze niewiernej i niewdzięcznej Temidy.
Martwimy się o genitalia profesora Jana Majchrowskiego, albowiem czytaliśmy jego oświadczenie. Bije z niego gorycz i bezsilność. Dostrzegamy gwałtowne spiętrzenie emocji, które na co dzień obserwujemy wśród praktykantów kancelarii radcowsko-adwokackich, po około siedmiu tygodniach kontaktu z organami ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Wiemy, że jest to stan niebezpieczny. A przecież pamiętamy, o czym już niegdyś zdarzyło nam się napomknąć, ten wiersz Charlesa Bukowskiego o człowieku, który w akcie rezygnacji i protestu odciął sobie genitalia, wsadził w kieszeń i maszerował wzdłuż autostrady. Byłoby bardzo nieprzyjemnie, gdyby taka historia przytrafiła się profesorowi Janowi Majchrowskiemu. Niech jego męczeństwo i sprzeciw wobec bezprawia ograniczy się do konwencjonalnej ofiary z pełnionego urzędu. Niech jego ból zostanie ukojony synekurą na jakimś innym odcinku, nie tak brutalnym jak wymiar sprawiedliwości.
Niczym patyk suchy, ciśnięty ręką migranta, może być adwokat polski. Siać zamęt, przestrach i potrzebę popryskania go gazem przez obrońcę ojczyzny. Śmiać z ziobrowych prezesów, giertychowskich donosów do MTK, stachanowskiego kombatanctwa starego Maty. Stać tam gdzie stało ZOMO i tulić Jarosława Kaczyńskiego. Być przyczyną i częścią chaosu, symultaniczną inkarnacją Prokuratora Krajowego, Prokuratora Generalnego, Prezesa TKJP, Pierwszego Prezesa SN. Wszystko to może adwokat polski. Zwłaszcza gdy wybrał śmierć
Najpierw musi jednak napisać kasację, którą SN rozpozna w składzie z udziałem: Igora Zgolińskiego, Marka Siwka, Marka Motuka, Antoniego Bojańczyka (jednego z wymienionych panów). Wówczas to może adwokat polski sporządzić prośbę według poniższego wzoru.
Zawsze byłem blisko Jezusa. Łączy nas uderzające podobieństwo fizyczne, szacunek dla trudów jawnogrzesznic oraz przekonania w sferze moralności. Lubię te awanturnicze historie o oczyszczeniu świątyni, przechadzkach po jeziorze, uzdrawianiu opętanych. Z Wędrownym Kaznodzieją łączy mnie również szczególna pokora wobec rzeczywistości, a pomysłu na akcję z myciem nóg zwyczajnie mu zazdroszczę.
Moja bliskość z Jezusem, zwłaszcza w świetle Jego dokonań o charakterze performatywnym, jest naturalnym źródłem rozmyślań o nogach SSN dr hab. Kamila Zaradkiewicza. Uczony popełnił bowiem następujący tekst:
Oczywistym jest, że niegodny czyszczenia togi dr Mamak winien zacząć od nóg, a przede wszystkim nóg SSN dr hab. Kamila Zaradkiewicza. Przypuszczam, że czyszcząc tę część ciała można po jakimś czasie dochrapać się czyszczenia togi, jednakowoż moje rozważania w tym zakresie nie są poparte jakimkolwiek doświadczeniem. Ogromnie jestem ciekaw co, komu i czy w ogóle czyścił, ewentualnie polerował SSN dr hab. Kamil Zaradkiewicz pisząc swój podziwu godny życiorys (lektura biogramu z Wikipedii przekonuje o licznych i bohaterskich przewagach Uczonego). Zaskoczeniem byłoby, gdyby człowiek o takiej pozycji zawodowej i społecznej czynił uwagi w poważnej sprawie bez stosownej bazy empirycznej. Założyć zatem należy, że miały miejsce zaszłości, z powodu których SSN dr hab. Kamil Zaradkiewicz uważa, że czyszczenie odzieży starszych prawników jest zadaniem tych młodszych. Dlatego należy pilnie umyć mu nogi.
Akt pokory zapewni SSN dr hab. Kamilowi Zaradkiewiczowi komfort higieniczny, ale nade wszystko na nowo wymodeluje jego postrzeganie relacji międzyludzkich. Niepożądanym i nieprzyjemnym jest bowiem, gdy osoba decydująca o losach obywateli tego kraju dzieli ich na godnych i niegodnych czyszczenia elementów garderoby współbraci. Jest w tym myśleniu reliktowe promieniowanie feudalizmu i niewolnictwa. Zaprzeczenie nauki Jezusa. Wywyższanie się. Szykujcie więc misy, mydło, wodę i spieszcie myć nogi SSN dr hab. Kamila Zaradkiewicza. W pierwszym szeregu niech idą ci z Katedry Prawa Karnego WPiA UJ.
Poeta żartował, że to namiastki. Miał na myśli pistolety, dlatego żartował. Ze sprzętem jest inaczej, sprzęt to poważna sprawa. Chociaż to też namiastka.
W gazecie przytoczono słowa sędziego: „Trzeba stwierdzić, że to zdarzenie miało charakter ulicznego bandytyzmu - w potocznym rozumieniu tego stwierdzenia. Niestety bandytyzmu ulicznego tak powszechnego w Krakowie. Ale sądy sobie z tym poradzą, nawet jeśli ma to skutkować zapełnieniem zakładów karnych”. Sędziemu chodziło bandytyzm z wykorzystaniem niebezpiecznych narzędzi. Mylił się mówiąc, że sądy sobie poradzą.
Sądy nie mają szans. Nie lęka się zakładu karnego, kto ryzykuje życiem, odcięciem nogi, ręki, przebiciem brzucha, klatki piersiowej, czy tętnicy udowej. Kto używa sprzętu, wie, że i przeciwko niemu może być użyty, więc perspektywa wieloletniej kary pozbawienia wolności to niewiele w porównaniu z możliwością utraty kończyny. Nadto: czym jest długotrwały pobyt w zakładzie karnym wobec wiecznej sławy, którą może dać – jakże świeże w swej innowacyjności – wykorzystanie wideł w ulicznej potyczce. Zwłaszcza, gdy skutkuje panicznym odwrotem przeważających sił wrogiej formacji.
Sprzęt to siła. Sprzęt to męskość, pożądanie kobiet, pieniądze. Wielu uwielbia chrzęst sprzętu o poranku. Domyślamy się jak brzmi.
Sądy powinny słuchać poety. Nie składać obietnic bez pokrycia. Sprzęt jest namiastką penisa i żadna kara nie może zniechęcić mieszkańców tego miasta do jego używania.
Nadzieja w podwórkach, szkołach, sekcjach strzeleckich, sekcjach bokserskich, hokejowych, karate, w cieple rodzinnym, w starych ludziach z miasta, którzy sprzętu nie używali.
Przywołany utwór liryczny to "Pogo" autorstwa pana Marcina Świetlickiego.
Cytat pochodzi z tekstu w Gazecie Krakowskiej: https://polskatimes.pl/jest-prawomocny-wyrok-w-sprawie-smiertelnego-pobicia-nowohuckiego-rapera-papuga/ar/c1-15835765