czwartek, 23 czerwca 2016

Zrobię nic

Będąc pozbawionym jakichkolwiek talentów administracyjnych, czasu i entuzjazmu, a co więcej gardząc urzędniczą posadą za marną pensję, uznałem, że powinienem zostać dziekanem Krakowskiej Izby Adwokackiej. Zamierzam robić nic i to jest najlepszy sposób piastowania tego przereklamowanego stanowiska, o które w ostatnich dniach toczą zaciekłą walkę dwaj moi konkurenci: adwokat Jan Kuklewicz i adwokat Paweł Gieras. Zmagania te zostawmy na boku, bowiem obaj kandydaci oferują aktywne, pełne zaangażowania wykonywanie obowiązków. Tymczasem Państwo potrzebują dziekana, którego nie będzie, który nie ma czasu, by Państwu przeszkadzać, którego życie instynktowne (a być może i czasami świadome) pochłania w stopniu wykluczającym robienie czegokolwiek. Państwo potrzebują dziekana bez właściwości, który po sprawnym wypełnieniu ustawowych obowiązków pierzchnie z biura.

Zapewniam, że dotrzymam obietnicy i nie będę niczego robił. Nie mam na to czasu z uwagi na rozległą praktykę zawodową, której prowadzenie – przy braku stosownych umiejętności - przychodzi mi z najwyższym trudem, obfitując zarazem w liczne niepowodzenia. Usiłuję też niekiedy oddawać się życiu rodzinnemu, dzięki czemu naprawdę nie mam czasu na jakiekolwiek wybryki. To właśnie jest szczególną i niepowtarzalną zaletą mojej kandydatury. Poza tym, od ciągłego przebywania w sądzie, mam zaburzone poczucie osadzenia w jednej, tożsamej rzeczywistości, o niezmiennych właściwościach. Przypadłość ta wyklucza podejmowanie działań godzących w interes adwokatów KIA.

Obiecuję zatem, że nie zrobię nic dla młodych adwokatów. Jeśli sobie nie radzą to powinni poszukać innej roboty. Też tak uczynię, gdy liczba błędów przekroczy dopuszczalne granice. Niczego nie zrobię dla starych adwokatów, adwokatów w średnim wieku, adwokatów gejów, adwokatów heteroseksualnych, a do tego białych i czterdziestoletnich, adwokatów wędkarzy i uprawiających korzenioplastykę. Wszyscy oni powinni być zadowoleni, że moja bierność w zakresie pomocy młodym ograniczy nieuczciwą konkurencję.


Niczego nie zrobię w zakresie obniżenia składki adwokackiej. Nie zrobię nic, co mogłoby ingerować, modernizować i ulepszać pracę biura KIA. Nie potrafię zarządzać pracą jednego choćby aplikanta i w ogóle mnie zarządzanie nie interesuje. Nie załatwię też parkingu pod sądem, darmowych rowerów wodnych, paczek na Mikołaja i nagich dziewcząt w sekretariacie KIA. Będę Państwa przyjmował z kwaśną miną, niechętnie i tylko w godzinach dyżuru. Narzekając na wysokość pensji, w całości wydam ją na własne potrzeby, nie poświęcając ani złotówki na cele charytatywne. Nie powstrzymam też roztrwonienia funduszu wzajemnej pomocy (na przykład na szofera, który dostarczy potrzebną rzecz w odpowiednie miejsce, czy wykupienie abonamentu w drogiej restauracji). 

Nie chcą pozostać w tyle za pozostałymi kandydatami prezentuję mój oficjalny, wykorzystywany od lat i sprawdzony życiorys: Maciej Burda, ur. 1975, jak spuszczał wodę, to się śmiał. Każdy ma takiego dziekana, na jakiego zasłużył.

niedziela, 29 maja 2016

Chwała bohaterom

Bardzo chciałbym popełnić przestępstwo opisane w art. 53 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Zrealizowanie znamion tego typu czynu zabronionego oznacza bowiem osiągnięcie stanu absolutnego spokoju, emocjonalnej pustki, niezależności od jakichkolwiek ambicji, dążeń i pragnień. Tego przestępstwa może dopuścić się wyłącznie sprawca wolny i szczęśliwy.

Przygotowanie nie jest więc łatwe. Należy zacząć od wysłuchania audycji o Moondogu w Programie Drugim Polskiego Radia. Potem zestaw: Joy Division, 1984, Bauhaus, Origami Arktika, trochę zespołów z niegdysiejszej audycji Pustynna Burza. Do tego kontemplacja obrazów Malewicza, wymiana spojrzeń z panem sprzedającym precle pod sądem, spacer przez korytarz, na którym oczekują kandydaci na rozwodników. Wizyta w galerii handlowej. Lektura Nowego Testamentu, wpisu w Wikipedii o Dwunastu ogniwach współzależnego powstawania, wysłuchanie relacji o wymianie poglądów pomiędzy kandydatami na dziekana KIA. Ułożenie planu reportażu o ostatnim na świecie skupie pustych opakowań szklanych. Joga. Bardzo długi bieg.

Wszystkie te zabiegi i tak mogą zakończyć się fiaskiem. Ustawodawca życzy sobie, by sprawca przestępstwa z art. 53 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii działał bezinteresownie, bez żadnego celu (majątkowego, osobistego), by był Jezusem Wielkiego Imperium Rozrywki, który wytwarza środki odurzające tylko dlatego, że może. Jest to bardzo trudne, bo jeśli sprawca wytwarza taki środek, by sprawdzić czy może (w sensie czy umie, czy nie utracił demiurgicznej mocy), to nie realizuje znamion art. 53 ust. 1 upn. Osiąga bowiem korzyść osobistą polegającą na zaspokojeniu własnej ciekawości (nawet gdyby celem nie była satysfakcja z aktu kreacji). Sprawca, który wytwarzając chociażby 1 gram suszu ziela konopi czy amfetaminy poczuje: radość, spełnienie, zdziwienie, a nawet przerażenie skutkujące postanowieniem, że nigdy więcej nie dotknie narkotyków, trafi do więzienia na co najmniej 3 lata.

Art. 53 ust. 1 upn, to przepis, który zdecydowanie wyprzedza nasze czasy. Wciąż nie osiągnęliśmy poziomu automatyzacji i zbydlęcenia w stopniu umożliwiającym zastosowanie tak skonstruowanej normy, a jednocześnie prace nad sztuczną inteligencją, której dysponent będzie być może zdatny do popełnienia tego wyrafinowanego przestępstwa, nie zakończyły się pełnym sukcesem. Obecnie każdy kto wytwarza środki odurzające popełnia zbrodnię opisaną w art. 53 ust. 2 upn, co nie jest być może rozwiązaniem zgodnym z Konstytucją, jednak do czasu zlikwidowania Trybunału Konstytucyjnego sądy nie będą zapewne miały odwagi odnotowywać tę właściwość przedmiotowej regulacji.

Kiedy jednak zlikwidujemy Trybunał, gdy osiągniemy stan pustki (czy to w wyniku świadomych operacji intelektualnych, praktyk religijnych, czy też w związku z oddaniem się życiu instynktownemu), to i tak popełnienie występku z art. 53 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii będzie nie lada wyzwaniem, przynajmniej w zakresie niektórych substancji odurzających. Wszystko przez znamię „znacznej ilości” przewidziane w ust. 2 tego przepisu. Ci, którzy chcieliby zrobić coś dla ludzkości, dokonać rzeczy bardzo trudnej, a zarazem brzydzą się alkoholem, heroiną, czy kokainą i preferują ziele konopi innych niż włókniste, skazani są na porażkę. Sąd Najwyższy konsekwentnie przyjmuje bowiem, że znaczna ilość środka odurzającego to taka, która wystarcza dla odurzenia kilkudziesięciu osób uzależnionych (spuśćmy kurtynę miłosierdzia na sygnatury). Dzięki takiej wykładni, sprawca, który jeden krzew wysuszy, popełnia zbrodnię zagrożoną karą od 3 lat pozbawienia wolności. W tej niełatwej sytuacji, do czasu zlikwidowania Sądu Najwyższego, każdy śmiałek próbujący popełnić przestępstwa z art. 53 ust. 1 powinien być uznawany za bohatera.


niedziela, 8 maja 2016

Glosa do postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 15 czerwca 2007, I KZP 13/07

Czas stroić gitary i ćwiczyć zestaw akordów (zwrotka: aFGE/ aFG/ aFGE/ aFG, refren: FGEa/ FGa/ FGEa/ FGa). Dla ułatwienia przypominamy przykład przejmującego wykonania na żywo tej pieśni na wyjście: https://www.youtube.com/watch?v=H06IX2QH2I0


Zadanie będzie polegało na ustawieniu szpaleru. Przejdzie nim grupa przyjaźniących się przedstawicieli prawniczego salonu, tuż po zwolnieniu z dotychczasowego miejsca zatrudnienia. Nieprzebrane roje członków Adwokatury Polskiej wykonają wówczas pieśń, akompaniując na gitarach, lirach, cytrach, tamburynach. Będzie panował nastrój podniosły ale smutny. W mediach pojawią się rozbieżne informacje co do liczby uczestników. Rządowa telewizja przekłamie cyfrę tamburynistów, sugerując liche przygotowanie muzyczne adwokatów polskich. Opozycyjna prasa zawyży liczbę lirników, akcentując tysiące lat tradycji opłakujące, wraz z muzykami,  grupę odchodzących.

Nie zawiodą miejscowi faworyci. Po pierwszej zwrotce z przemówieniami wystąpią: posłowie, senatorowie, przedstawiciele mniejszości seksualnych, weganie, Józef Tkaczuk, profesorowie prawa, słowem wszystkie ważne osobistości sympatyzujące z salonem. Po drugiej zwrotce czołowy polski poeta wygłosi wiersz okolicznościowy, a program trzeci polskiego radia nada pieśń w wykonaniu Papieża Franciszka.

Grupa przyjaźniących się przedstawicieli salonu przejdzie w milczeniu. Nie podejmą pieśni. Niektórzy z rozrzewnieniem będą wspominali postanowienie z dnia 15 czerwca 2007, I KZP 13/07, w którym odmówiono podjęcia uchwały pozwalającej na przyjęcie, że wyłudzenie usługi nie stanowi doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem i konieczna jest ingerencja ustawodawcy w treść art. 286 par. 1 k.k.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Sen z apelem dramatycznym

Śnimy się Ślusarzowi. Ślusarz nie chce wykonać usługi bez holajzy i wymawia się koniecznością krypownia lochbajtla. Słyszy wówczas: „Ha, ha ha! Pusty śmiech mnie bierze!” W tym śnie wcale nie chodzi jednak o to, że my, którzy sprowadziliśmy Ślusarza nie dostrzegamy, iż „z powodu kajli na iberlaufie trychter rzeczywiście robiony był na szoner, nie zaś krajcowany, i bez holajzy w żaden sposób nie udałoby się zakrypować lochbajtel w celu udychtowania pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie śtendra, aby roztrajbować ferszlus, który dlatego źle działa, że droselklapę tandetnie zablindowano i teraz ryksztosuje”. W tym śnie chodzi o dramatyczny (jak określiła go jednak z gazet) apel Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf. Zapisano tam bowiem, że sędziowie są depozytariuszami wartości demokracji polskiej.

W tym śnie Ślusarz wie, że kochamy prawie wszystkich sędziów, niektórych nawet miłością synowską, niektórych braterską. Innych za dzikość, kolejnych za przewidywalność, powagę, spryt, uczciwość, a są i tacy, których kochamy za to, że są tak sprawiedliwi, że nigdy tego nie pokazują. Miłość nie zaślepia nas jednak. Widzimy, że jest to system niewolniczy. Przecież ci nieszczęśnicy, pośród chrzęstu kajdan kontroli instancyjnej, muszą uznawać, że znaczna ilość środków odurzających to taka, która wystarcza dla odurzania kilkudziesięciu osób. Muszą przyjmować, że przesłanki zastosowania tymczasowego aresztowania zachodzą, gdy prokurator złoży wniosek (warto tutaj przypomnieć, że nasz człowiek w rządzie, Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, podczas pierwszej edycji sprawowania urzędu, zwykł żartobliwie mawiać, że podejrzanego aresztował „niezawisły sąd”). Oni nigdy nie mogą zastosować art. 53 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (bo w przyrodzie nie istniej sprawca – wytwórca, który nie osiąga co najmniej satysfakcji, stanowiącą korzyść osobistą) i muszą uznawać, że zatrzymania są zawsze zasadne. Nie mogą podważać opinii zakładu karnego o osadzonym, zeznań policjantów (ci bowiem nie mają interesu w obciążaniu oskarżonych) i w ogóle nie muszą dociekać prawdy, a jedynie sprawnie procedować i argumentować (III KKN 152/99).


Śnimy się Ślusarzowi, a on popiera nas i macha holajzą radośnie, gdy wyrażamy sprzeciw wobec uwikłania narodowych sędziów polskich w przechowywanie czegokolwiek, a szczególnie wartości demokratycznych. Mają oni bowiem dostatecznie dużo własnych problemów i bolączek. 

wtorek, 19 kwietnia 2016

Kill 'Em All

Nadesłała następującą deklarację:

gdybym umiała to napisałabym wiersz (o miłości lub o śmierci, wszystko jedno, mógłby też być o rośnięciu włosa lub tulipanie co nie dowierza, byle się nadawał do publicznej recytacji) i napisałabym do niego wytyczne co do sposobu jego czytania dla recytatora za kluczem wiolinowym ale nie muzykę, ale znakami muzycznymi. i recytator wyszedłby do ludzi, w jakieś miejsce uczęszczane w Krakowie jak w Tokio, i recytowałby dokładnie śpiewem głosem nieśpiewnym.

i jakbym przećwiczyła tę formę na wierszu to napisałabym tak zażalenie, jakieś małe na początek, poszłabym w biproskór, i bym odmówiła je śpiewem głosem nieśpiewnym.

a jakby się udało, to wszystko bym tak pisała, nawet apelacje przeciwko wyrokom śmierci.



Jeśli ktoś tym mieście jest Władimirem Kliczko (64-4, 35 KO) procesu karnego, to dzisiaj na scenę wkroczyła Anthony Joshua (16-0, 16 KO) 

sobota, 9 kwietnia 2016

Poradnik dla ścigających posiadaczy maczet, tasaków i innych niebezpiecznych narzędzi

Przeminęli barbarzyńcy. Który chciał być moim psem, biegał bezładnie po ogrodzie, marząc o płoszeniu kochanków z Bulwaru Pilotów Alianackich. Ogień płonął, woda grzała się niespiesznie, źli odchodzili w mrok. Dobry dzień na spływ czółnem i powrót do poradnika.

Po pierwszym tekście o art. 50a kw rzecznik lokalnej policji pan Mariusz Ciarka zapewniał, że policjanci dalej będą postępowali bezprawnie. Nie rzucał słów na wiatr. Rzeczywiście wciąż składają wnioski o ukaranie jeśli tylko ujawnią niebezpieczne narzędzie, nie zadając sobie trudu pozyskania dowodów wskazujących na zamiar jego użycia. To godzi w powagę instytucji, a ścigających zrównuje ze ściganymi, wszak obie strony łamią prawo. Nie o to walczyliśmy.


Nie mamy jednak złudzeń. Wiemy, że nie uda nam się przekonać policjantów, by przestrzegali prawa. Polecamy jednak orzeczenie, w nadziei, że uczyni to sąd: http://orzeczenia.krakow.so.gov.pl/content/$N/152010000002106_IV_Kz_000190_2014_Uz_2014-11-24_001 (zaskakująca zbieżność dat wydania tego postanowienia i pierwszego poradnika (17.11.2014) to przypadkowa koincydencja). Postanowienie jest wspaniałe i trzeba za nie kochać Sąd Okręgowy w Krakowie, Wydział IV Odwoławczy. Powinno być rozplakatowane, odczytywane przez megafony, deklamowane na akademiach z okazji świąt policyjnych. Wywód jest równie fachowy, co zrozumiały. To uzasadnienie modelowe, a po jego lekturze każdy oskarżyciel będzie wiedział jakie dowody musi pozyskać, by odnieść procesowy sukces. Jeśli ktoś z Państwa jest sędzią, to proszę pisać właśnie jak autor tego judykatu. Oto wnioski z niego płynące:

  1. Ujawnienie niebezpiecznego narzędzia nie oznacza automatycznie, że posiadacz popełnił wykroczenie: „Nie można jednak utożsamiać normy art. 50a § 1 kw z zakazem posiadania przedmiotów niebezpiecznych, jak w praktyce miewa to miejsce. Przepis ten dotyczy bowiem szerokiej kategorii przedmiotów stanowiących przedmioty zwykłego użytku, których zaklasyfikowanie do katalogu zawartego w art. 4 ust. 1 pkt 4 ustawy o broni i amunicji nie było celowe ani możliwe. Podkreślenia przy tym wymagało, że jak wskazują badania kryminologiczne wyeliminowanie możliwości użycia danego rodzaju narzędzia do popełniania przestępstw, poprzez penalizację jego posiadania, nie powoduje zmniejszenia się ich ilości, lecz wykorzystanie do tego celu innych, „legalnych” narzędzi. Przykładem takiego procesu może być właśnie upowszechnienie się w środowiskach kryminogennych maczet, po uznaniu tzw. kija baseballowego za broń. Zjawisko to czytelne jest również w innych krajach, a to np. w Wielkiej Brytanii, gdzie po wprowadzeniu odpowiednich regulacji co prawda spadł odsetek przestępstw z użyciem noży, lecz w ich miejsce przestępcy poczęli używać szpikulców i śrubokrętów.”

  2. Po ujawnieniu posiadania niebezpiecznego narzędzia (w samochodzie, w siatce, plecaku) należy ustalić, że sprawca posiadał niebezpieczne narzędzie w celu popełnienia przestępstwa. Sąd pisze: „(...) warunkiem odpowiedzialności za czyn opisany w art. 50a § 1 kw. jest zaistnienie takiego rodzaju okoliczności, które wskazują, że sprawca tego czynu ma zamiar użyć niebezpiecznego przedmiotu w celu popełnienia przestępstwa. Podkreślić należało, że ustawodawca nie wskazuje na możliwość popełnienia jakiegokolwiek czynu zabronionego. Z okoliczności zdarzenia stanowiącego podstawę zarzutu musi wynikać, że sprawca chciał popełnić przestępstwo, a nie np. wykroczenie. Równocześnie okoliczności takie muszą mieć charakter obiektywny, a zatem powinny być jednoznacznie czytelne dla każdego obserwatora.” Dodatkowo Sąd podaje przykłady, które powinny rozwiać wszelkie wątpliwości: „I tak w niniejszej sprawie można byłoby mówić np. o zamiarze popełnienia przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu gdyby obwiniony groził innej osobie np. pobiciem, a następnie przebywając w pobliżu jej miejsca zamieszkania lub pracy, posiadał przedmiot niebezpieczny. Analogiczna sytuacja miałaby miejsce gdyby Policja uzyskała informacje o planowanej tzw. ustawce pseudokibiców, a obwiniony ustalony jako pseudokibic i członek jednej z ww. grup zostałby zatrzymany w drodze na jej miejsce i posiadał maczetę.”

  3. Nie trzeba wskazywać kwalifikacji prawnej przestępstwa, do którego miała służyć maczeta, ale trzeba opisać w jakie dobro prawne zamierzał godzić sprawca: „Sąd Odwoławczy stoi na stanowisku, że oskarżyciel nie musi wykazywać kwalifikacji prawnej ewentualnego czynu przestępnego, który obwiniony miał zamiar popełnić z wykorzystaniem omawianego narzędzia. Byłoby to bowiem wymaganie nierealne i nie znajdujące oparcia w treści przepisu art. 50a § 1kw. Niemniej dla stwierdzenia realizacji znamion tego wykroczenia koniecznym jest aby co najmniej wskazać przeciwko jakiego rodzaju dobrom prawnym owo domniemane przestępstwo miało być skierowane – a to np. przeciwko życiu i zdrowiu, mieniu, etc. Konieczność dokonania tego rodzaju konkretyzacji jest niezbędna dla wykazania, że obwiniony zrealizował znamiona zarzuconego mu czynu. Tylko bowiem w takiej sytuacji istnieje możliwość zbadania czy istotnie, obiektywne okoliczności danego zdarzenia pozwalały na przyjęcie istnienia skonkretyzowanego zamiaru popełnienia czynu przestępnego.”

  4. Posiadanie w celu popełnienia przestępstwa musi wynikać z okoliczności zdarzenia. Sąd wyjaśnił to tak: „A zatem dla przykładu: gdyby obwiniony oburzony użyciem jego zdjęcia w ramach wystawy artystycznej publicznie ogłaszał chęć zniszczenie takiego dzieła, a następnie wtargnął go galerii sztuki z szablą – należałoby uznać, że działał z zamiarem zniszczenia konkretnej rzeczy – co (oczywiście stosownie do oceny wartości owej rzeczy ) zaktualizowałoby normę zawartą w omawianym przepisie.”

  5. Posiadanie niebezpiecznego narzędzia w okolicznościach wskazujących na zamiar popełnienia wykroczenia nie stanowi realizacji znamion wykroczenia z art. 50a kw. Sąd tłumaczy to następująco: „Niemniej gdyby obwiniony zapowiadał wobec świadków, że wbrew woli sąsiada zamierza przyciąć przesłaniający mu widok z posesji krzak porzeczki rosnący na działce tego sąsiada i wyruszył w kierunku owej rośliny z nożem ogrodniczym, to skoro taki czyn ewentualnie stanowiłby najwyżej wykroczenie, norma art. 50a § 1 kw nie zaktualizowałaby się.”


W praktyce pozyskanie dowodów na okoliczności wymagane przez Sąd Okręgowy może być trudne, co może zachęcać policjantów do bezpodstawnego kierowania wniosków o ukaranie, a to z uwagi na nagminność przestępstw z użyciem noży tasaków, itd. Na takie działania Sąd nie pozwala: „Na marginesie należało dodać, że Sąd Odwoławczy zdawał sobie sprawę z faktu wykorzystywania maczet w porachunkach grup pseudokibiców. Sąd miał również świadomość zagrożeń jakie mogą wiązać się z użyciem takiego przedmiotu przeciwko innym osobom. Maczeta używana jako broń nie nadaje się bowiem do obezwładniania przeciwnika (jak np. broń obuchowa, paralizatory lub miotacze gazu) lecz powoduje rany rąbane, które ze swej specyfiki niemal zawsze stanowią zagrożenie dla zdrowia lub życia. Jednakże jak już wskazano – okoliczności te nie są same w sobie wystarczające do pociągnięcia kogokolwiek do odpowiedzialności, za samo posiadanie maczety, ani nie wykluczają hipotetycznego posłużenia się nią jako narzędziem obrony koniecznej.”






wtorek, 29 marca 2016

Patrzmy jak płonie

"Kto ty jesteś człowieku - zbrodniarz czy bohater?
Ty, którego do czynu wychowała noc.
Oto starca i dziecka w ręku dzierżysz los
I twarz twoja zakryta
Jak golem nad światem. (...)"

Czesław Miłosz "Do polityka" 


Rządów nie obala się trotylem, ANFO, wozami pancernymi i karabinami z pierwszej wojny światowej. Klęska polityków, partii, koalicji nie musi być wynikiem fizycznej eliminacji. Nie trzeba traktować ciał nikczemników napalmem, bronią chemiczną czy falą uderzeniową, powstałą w staranie skomponowanej reakcji chemicznej. Wystarczy pokazać jacy są dysponenci tych ciał, jak mówią, czego pragną i jak bardzo nie kochają. To wszystko.

Uczynił to pan Konrad Lassota w książce „Jak podsłuchałem system. Ośmiorniczki, czyli elita na widelcu”. Dzięki jego uprzejmości, publikujemy jej fragment, co jest czynnością o tyle ekskluzywną, że premiera odbędzie się 13 kwietnia 2016. Czytelników należy ostrzec, że w książce znajdują się fragmenty niesmaczne. To stenogramy rozmów prowadzonych przez czołowych niegdyś polityków, którzy za sprawą działań autora książki zostali wyeliminowani. Można oczywiście żałować. Można – jak my kilka tekstów wcześniej – rozdzierać szaty z powodu poczynań barbarzyńców, którzy nadeszli po Nagranych i nie potrafiliby być może zidentyfikować jakiej płci jest podana im ośmiorniczka i co lubiła najbardziej gdy pływała. Można też zyskać krótkotrwałą przyjemność w patrzeniu jak płonie i zaczątek przekonania, że wygaszenie uprawnień do wykonywania zawodu wszystkich adwokatów, radców prawnych, prokuratorów i sędziów w tym kraju ma sens. Wszystko co było, co wciąż trwa, nie wydaje się bowiem zasługiwać na istnienie (jakże aktualny z tej perspektywy okazał się tekst wspominający Jerzego Stempowskiego publikowany w świątecznym wydaniu jednej z gazet wysokonakładowych).

My, koneserzy i obserwatorzy działań policji i ABW, zostawiamy jednak na boku polityków. Nas zainteresował ten fragment:

„O biciu głową w mur przez ABW świadczy też bezsensowna akcja z użyciem wozów bojowych i antyterrorystów, która odbyła się w Pałacu Sobańskich. Zeznając przed prokuraturą 24 czerwca, byłem pozbawiony wszelkich dokumentów. Zostały one w szafce pracowniczej (…). Aby potwierdzić moją tożsamość do protokołu, przesłuchujący mnie prokurator musiał zobaczyć jakikolwiek mój dokument tożsamości. Zasugerowałem, że mogę poprosić znajomą o dyskretne wyniesienie moich rzeczy z restauracji. (…) Wszystko sprawiało wrażenie prostego i bezproblemowego rozwiązania aż do momentu, w którym policjanci z CBŚP zadzwonili do niej. Napięcie i stres spowodowały, że nie była dyskretna i szybko została zauważona przez kierownictwo, a następnie zmuszona do pozostawienia mojej torby na miejscu. (…) do akcji wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dwa samochody i kilkunastu antyterrorystów wtargnęło na teren Pałacu Sobańskich. Mając na podsłuchu telefon mojej znajomej, postanowili bez porozumienia z prokuraturą i CBŚP samodzielnie przechwycić ów niebezpieczny ładunek, jakim była moja torba. Musieli się przecież jakoś wykazać przed swoim generałem i przed szefem generała, czyli ministrem spraw wewnętrznych...
Wszystkim przekazano, że miejscu i jego pracownikom grozi... atak terrorystyczny! Zaleceniom dowodzącego akcją było, aby każdy, kto może pozwolić sobie na ochronę, zatrudnił ją. Tym, których na to nie stać, zalecał wzmożoną ostrożność.(...)
Głównym łupem stała się moja torba wielkości A4 z dokumentami i Ipadem. Po sprawdzeniu, że w szafce oprócz torby miałem jeszcze spodnie, buty i koszulę akcja straciła impet i początkowy rozpęd (...)”


Więcej o brawurowych poczynaniach ABW i policji, o mocy notatki służbowej, a także o tym jakie wina należy pić, gdy jest się nagrywanym, proszę przeczytać w książce.  


P.S.
Niedawno jeden z młodych krakowskich uczonych przekonywał mnie, że adwokat nie może patrzeć jak płonie (to na kanwie wydarzeń dotyczących TK, nowelizacji niektórych przepisów KK i KPK,  zdemolowania prokuratury i planów takiej demolki pośród sędziów). Adwokat jest zobowiązany uczestniczyć w akcji gaśniczej, pośpieszyć z pomocą. Lektura książki utrudnia dopełnienie tej powinności. a przynajmniej ukierunkowanie sikawki...