Jeśli mieliby mnie
pozbawić wolności, a mógłbym wybrać jednostkę penitencjarną, to chciałbym na Montelupich 7. Tam jest życie
towarzyskie, duchowe i dobra obsługa. Wprawdzie znowu ktoś tam umarł, ale to nie
zmienia ogólnego obrazu placówki, bo przecież wielu jest symulantów i nie
można się pochylać nad każdym utyskującym na stan zdrowia. Społeczeństwo, które
preferuje represyjny model walki z patologią społeczną, musi akceptować śmierć
w zakładach karnych. To normalne, bo osadzeni nie mogą mieć dobrej opieki medycznej,
a w konsekwencji muszą czasem umierać.
Dawniej
przejmowałem się relacjami klientów dotyczącymi ich kontaktów z więziennymi lekarzami.
Jeden twierdził, że miał bóle w klatce
piersiowej, ale został zbadany przez psychiatrę, który orzekł, że wszystko w
porządku. Inny leczył się psychiatrycznie od dzieciństwa, podejmował próby
samobójcze i wielokrotnie był hospitalizowany, jednak w areszcie został uznany
za całkowicie zdrowego, przestali mu dawać lekarstwa, które brał od wielu lat. Teraz uważam, że tak musi być
i przekonuje mnie tłumaczenie lekarzy oskarżonych w sprawie śmierci Claudiu
Crulica: "umarł, bo nie jadł
i chciał" (cytat za gazeta.pl: http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,12266027,Kolejny_skazany_zmarl_w_szpitalu_wieziennym.html). Tak właśnie było: umarł bo nie jadł. Podjął ryzyko rozgrywki z wymiarem
sprawiedliwości (to czy miał rację jest problemem zupełnie odrębnym), ale
przegrał. Inni podejmują ryzyko określonej rozgrywki ze społeczeństwem i czasem
też przegrywają. To normalne.