wtorek, 20 września 2011

Posiedzenie

Byłoby lepiej gdyby pokrzywdzony (w razie śmierci rodzina) mogli brać udział w posiedzeniach dotyczących warunkowego przedterminowego zwolnienia. Z jednej strony pozwalałoby to na ochronę jego interesu, ale z drugiej można byłoby doprowadzić do jakieś ugody i tym ośmielić sąd do korzystnego rozstrzygnięcia. Większość skazanych, szczególnie w Tarnowie, narzeka, że warunkowe przedterminowe zwolnienie to fikcja, a wnioski składane nawet tuż przed zakończeniem kary nie są uwzględniane. Jest tak najpewniej dlatego, że warunkowe przedterminowe zwolnienie postrzegane jest jako nagroda za wyjątkowo dobre sprawowanie, nie zaś element dalszego, kontrolowanego wychowywania skazanego. W więzieniu mało kto jest zdolny do wzorowego zachowania (właśnie dlatego tam się znalazł), więc przy takim podejściu niewielu skorzysta z dobrodziejstwa wcześniejszego odzyskania wolności. Kto wie, być może lepiej wypuszczać, stosując dozór kuratora i licząc, że perspektywa odwołania warunkowego przedterminowego zwolnienia skutecznie zmotywuje do prawego życia (przynajmniej niektórych). W każdym razie pozyskanie przychylnego głosu pokrzywdzonego byłoby jakimś polem do popisu obrońcy, a i sam pokrzywdzony mógłby wiele zyskać, bo obecne podejście wielu osadzonych, którzy wolą odsiedzieć niż naprawić szkodę, nie daje żadnych nadziei na rekompensatę poniesionych strat.

O zwiększeniu uprawnień pokrzywdzonego pomyślałem parę lat temu oglądając ten materiał: http://www.youtube.com/watch?v=5Y_mYLxg9iQ To zapis posiedzenia w przedmiocie warunkowego przedterminowego zwolnienia Susan Atkins skazanej za osiem morderstw, w tym Sharon Tate. Warto to obejrzeć, zwróćcie uwagę, że ponad 30 lat po zdarzeniu prawnik rodzin ofiar mówi o szczegółach zdarzeń, jest odczytywany list ojca Sharon Tate zawierający jego relację z wizyty w domu na dzień po dokonaniu zbrodni (to w trzeciej części). W starciu z prawnikiem rodzin, adwokat reprezentujący Atkins (zresztą jej mąż, przeciwnik pokpiwa, że mogliby razem prowadzić kancelarię, gdyby wyszła) był na przegranej pozycji, bo przytoczenie zaledwie niektórych szczegółów zdarzenia musiało wzbudzić maksymalnie negatywne emocje sędziów. Gdyby udało mu się uzyskać przychylność przeciwników, to ci pominęliby to co najgorsze i być może Atkins umarłaby na wolności.

wtorek, 13 września 2011

Dozór elektroniczny

Było jak  w tych wierszach Bukowskiego i pieniądze, które mieliśmy dostać od razu zostałyby wydane na torze Agua Caliente. Nawet to, że ich nie dostaliśmy, tylko ona rzucała się nam po kolei na szyję, było całkiem na miejscu, podobnie jak jej niezbyt długi życiorys i przygody, które zaprowadziły ją na salę 306. No więc nic się w zasadzie nie wydarzyło. Adam napisał najlepszy na świecie wniosek o zezwolenie na wykonywanie kary pozbawienia wolności w systemie dozoru elektronicznego, ja też coś tam napisałem ale niewiele, trochę posiedziałem na tej sali, a sędzia chciał być dobry, czy może po prostu był dobry i zgodził się z nami, że wyrok eksmisyjny nie wyklucza wykonywania dozoru elektronicznego w mieszkaniu, z którego być może niedługo skazanego wyrzucą. I to sobie zapamiętajcie, bo podobno nie było jeszcze takiej sprawy w Polsce.

wtorek, 6 września 2011

Kokaina?

Ukochany Klient miał pecha. Znalazł się w mieszkaniu, do którego weszli policjanci i ujawnili na stole cukiernicę. Było to znalezisko przypadkowe, bo weszli w innym celu, jednak uradowało ich, gdyż substancja wypełniająca naczynie wydawała się podejrzana. Najpewniej po użyciu testera przyjęto, że to kokaina.

W czasie postępowania sądowego Adam zrobił wniosek dowodowy, którym Ukochany Klient chwalił się potem na Monte. Uwzględniając ten wniosek sąd dopuścił dowód z opinii biegłych. Ci odważywszy próbki reprezentatywne poddali je analizie metodą wysokosprawnej chromatografii cieczowej sprężonej z tandemową spektrometrią mas z jonizacją typu elektrospray i uzyskali następujące rezultaty:

- kokaina – w zależności od próbki pomiędzy  2.1-2.8 %
- Levamisol – lek stosowany w weterynarii, przeciwko tasiemcom i przeróżnym pasożytom.
- Benzokaina (około 4%) – środek znieczulający
- Tetrakaina – substancja 10 razy mocniejsza od kokainy,  mocno toksyczna (wykryto 1-2%)
- Lidokaina – środek znieczulający, może działać i depresyjnie i pobudzająco
- fenacetyna – lek przeciwbólowy, biegli napisali, że w większości krajów wycofany z obrotu z uwagi na efekty uboczne.
- kofeina (4-5 %)
- benzoiloekgonina – nieaktywny farmakologicznie produkt rozpadu kokainy

Pamiętajcie o tej opinii zawsze kiedy częstują was kokainą, lecz także wtedy gdy bronicie w sprawie, w której zabezpieczono coś, co określono mianem tego narkotyku. Taka opinia może odwrócić los procesu, chociaż z drugiej strony nie jest to sprawiedliwe, bo nieuczciwy dystrybutor nie zasługuje na fachową obronę i nie powinien stać się beneficjentem procesowych korzyści płynących z przeprowadzenia takiego dowodu. Wszystko w waszych rękach.

piątek, 2 września 2011

Pejzaż z penisami, czyli bądź głodny, bądź głupi

Jeśli utrzyma się obecna dysproporcja pomiędzy przychodem generowanym przeze mnie, a tym, który wypracowują moi wspólnicy, to będę musiał poszukać sobie jakiejś innej roboty. Najlepiej byłoby zostać prokuratorem, bo w prokuraturach napotykam coraz więcej osób, z którymi można miło brnąć przez rzeczywistość, a dodatkowo odpadłaby konieczność użerania się z marginesem społecznym o wynagrodzenia, co też miałoby pewną wartość. Zdarzył się ostatnio dzień, w którym Adam odbył mistyczną, tramwajową podróż z przedstawicielem Urzędu, zakończoną konsumpcją łakoci, zaś ja napotkałem policjanta,  który pamiętał „Pejzaż z penisami” i szereg innych ważkich zdobyczy kultury i sztuki. Późnym popołudniem  dodatkowe okoliczności spowodowały, że nie trzeba było konsumować żadnych substancji odurzających, by pójść na dach i rytualnie krzyczeć „przyjdziemy po was” do przewodów wentylacyjnych. Prekursorem tej aktywności jest niegdysiejszy baron telekomunikacyjny pan Wojciech Nowak, który zamieszkuje obecnie zbyt dobrą dzielnicę, by kontynuować swe dzieło. Tymczasem lokatorzy też winni obcować z Tajemnicą i oczekiwać na Zapowiadaną Wizytę.

W każdym razie praca po przeciwnej stronie miałaby wiele zalet i wcale nie oznaczałby redukcji intensywności obcowania z dziwnością bytu. Nawet Steve Jobs nawołuje "Bądź głodny, bądź głupi", a napotkany w sądzie kolega informuje, że zrezygnował z wygodnej posady w imię zasad. I jak tu teraz żyć? 

środa, 24 sierpnia 2011

Sprawa DSK


Najlepszy tekst o różnicach pomiędzy Polską, a Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej napisał Stanisław Mancewicz. Niby chodziło jedynie o porównanie standardów hotelowych, ale była w tym prawda i siła. Niestety felieton jest obecnie dostępny odpłatnie, więc w skrócie przypomnę, że autor snuł swe rozważania na kanwie dwóch fotografii. Pierwsza przedstawiała pokój hotelowy, w którym cielesnym uciechom miał się oddawać polityk amerykański, przy czym o ile pamiętam dbał o dywersyfikację towarzyszących mu dziewcząt. Druga przedstawiała wnętrze legendarnego pokoju 71 w motelu Krak, w którym to lokalny polityk Jacek Majchrowski miał rozmyślać, rozmawiać i pracować. Zdjęcia wciąż możecie gdzieś tam znaleźć i warto to zrobić.

Z niewiadomych powodów pokój 71 przypomniał mi się w związku ze słynną sprawą Dominika Strauss Kahna. Nie chodzi oczywiście o domniemane skłonności bohaterów tych historii do ulegania dziewczęcym wdziękom, wszak plotki te nie zyskały potwierdzenia, wręcz okazały się krzywdzące. Chodzi o różnice, tym razem w postępowaniu tamtejszych i naszych prokuratorów. Bo przypomniała mi się jeszcze jedna rozmowa sprzed kilku miesięcy, w której lokalny prokurator mówił mi, że wie, że klient mój nie powinien być aresztowany. Jego przekonanie nie przeszkadzało jednak w składaniu wniosków o kolejne przedłużenia stosowania tego środka. Wprawdzie jakoś bardzo się nie starał (co zrozumiałe, bo przecież wiedział, że to bez sensu), ale dla sądu nie miało to większego znaczenia. W porównaniu z naszym prokuratorem, ten amerykański wypada znacznie mniej finezyjnie. Nie potrafi prowadzić wyrafinowanej, wewnętrznej gry, polegającej na zachowaniu dobrego samopoczucia pomimo zajmowania stanowiska wbrew własnym przekonaniom. W sprawie DSK prokurator amerykański powziąwszy wątpliwości co do prawdziwości wersji pokrzywdzonej niezwłocznie poprosił sąd o zmianę środka zapobiegawczego, a po dalszej weryfikacji dowodów doprowadził do umorzenia postępowania, co właśnie stało się przedmiotem doniesień prasowych. Dla polskiego kolegi to pójście na emocjonalną łatwiznę.

Być może mój rozmówca to wyjątek, być może różnica w postępowaniu wynika z różnego standardu pokojów, w których pracują amerykańscy i polscy prokuratorzy. Niewykluczone też, że wszystko rozbija się o to, że klient mój nie był szefem Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Pomnik Obrońcy

Dobra jest wakacyjna Palestra. Nie dość, że zawiera teksty kolegów, to jeszcze znakomitą historię adwokata Zygmunta Hofmokla Ostrowskiego. Tekst Adama Redzika koniecznie musicie przeczytać, bo opowiada historię prawdziwego twardziela, buntownika, który nie wahał się przed niczym. Wydawał swoje bezkompromisowe czasopisma, walczył z warszawską Radą Adwokacką, słynął z ciętych ripost (w tekście przykłady), był skazany na karę aresztu za obrazę sądu, rządu i Marszałka Piłsudskiego. Jego postrzeganie praktyki adwokackiej jest mi bardzo bliskie, pisał: „Zawód adwokata, stającego co dzień w szranki z niedowładem społecznym każe mu schodzić na niziny, mieszać się z tłumem wydziedziczonych, oglądać ustawicznie owe dno nędzy(...)”. Ci przedwojenni adwokaci byli żołnierzami, legionistami (Hofmokl Ostrowski był artylerzystą) i to może dodawało im animuszu, a jednocześnie pozwalało na dystans do bezkrwawej rzeczywistości czasu pokoju.

Zygmunt Hofmokl Ostrowski walczył z ówczesnymi organami adwokatury, ale swój zawód kochał. Po wojnie zaproponował krakowskiej Radzie Miasta postawienie pomnika obrońcy, który sam zaprojektował, jako że odkrył w sobie talent rzeźbiarski. Ten pomnik koniecznie powinien powstać. Hofmokl Ostrowski widział go tam, gdzie obecnie w Krakowie stoi pomnik Piotra Skargi, więc trzeba rozważyć inną lokalizację, zresztą nie wiadomo co się stało z niegdysiejszym projektem. Moja propozycja jest następująca. Otóż dawno temu słyszałem o pomyśle antypomnika Klausa Kinskiego. To miał być „negatyw” postaci stanowiący ujście studzienki kanalizacyjnej w Sopocie (negatyw w tym sensie, że gdyby zalać gipsem, czy czymś innym tą studzienkę, to by właśnie wyszedł Klaus). Wszystkie kanalizacje świata są połączone i każdy kto chciałby oddać Klausowi cześć wrzucałby różę do w dowolną kratkę ściekową, choćby los rzucił go do Bangalore. Z pomnikiem obrońcy powinno być podobnie, z tymże negatyw winien być ceramiczny i stanowić ujście jednego z szaletów sądowych. Wówczas każdy, kto chciałby oddać cześć obrońcom po prostu spuszczałby wodę. Ja mogę dać się odlać...

czwartek, 11 sierpnia 2011

Opinia przyjaciela


Skarga budzi entuzjazm. Poparł ją Rzecznik Praw Obywatelskich, Prokurator Generalny, przedstawiciel Sejmu RP. Teraz poparła ją ta lewacka Helsińska Fundacja Praw Człowieka, wprawdzie w „opinii przyjaciela sądu” nie napisali czego się domagają od Trybunału Konstytucyjnego, ale może zapomnieli (a może nie doczytałem). Chodzi o operacyjne rejestrowanie rozmów oskarżonego z obrońcą. Pisałem o tym tutaj.

Z biegiem lat (czy można skarżyć niewątpliwą opieszałość TK?) zmniejsza się natomiast mój entuzjazm. Na przykład obecnie uważam, że to dobrze, że policjant czasem kogoś uderzy przy zatrzymaniu. To porządkuje relacje. Tak właśnie powinno być, a jak się czasem dostanie niewinnemu, to trudno. Zatrzymanie nawet drobnego handlarza wiąże się niejednokrotnie z wielogodzinną obserwacją, narastającymi emocjami i jeśli znajdą one ujście w kilku lekkich ciosach, w pierwszych sekundach kontaktu z osobą podejrzaną, to nie widzę w tym nic złego. Sam bym tak robił, jakby mi przyszło tak bezpośrednio walczyć ze złem.  Dlatego odmawiam pisania zażaleń na zatrzymania, choćby sypały się razy i granaty hukowe. Nie poruszają mnie relacje o kopniakach i nadużywaniu paralizatorów, bo policjantowi trzeba pozwolić być twardym.  

Naturalnie nudzi mnie też mówienie o tym, że to straszne, że policja podsłuchiwała obrońców. To dobrze, że podsłuchiwała, miło się czytało swoje teksty. Teraz bym tej skargi nie napisał (zresztą coś z tą skargą jest nie tak, skoro ją wszyscy popierają, jeszcze mi się tak nie przytrafiło. Może trzeba ją cofnąć, bo jest za bardzo konformistyczna, kiepska, niedobra skoro tak chcą jej pomóc). Poza tym jako sympatyk akcji „Pomóż milicji - pobij się sam” muszę wspierać agresję i nadużycia w organach ścigania. Też tak róbcie.