czwartek, 20 lutego 2014

Złoty personel (ft. Kamila)

Syta i obwieszona złotem jest moja aplikantka adwokacka. W pomieszczeniu o odpowiedniej temperaturze (w razie potrzeby zawsze może wtulić się w grzejnik), w stałym kontakcie telefonicznym, z wieczną ekspektatywą przerwy, z pojazdem, w którym różnorakie paliwa płynne nigdy się nie kończą.
Jej ciało wciąż sprawnie przeprowadza stosowne procesy kataboliczne, ale jeśli tylko zechce, jeśli tylko będzie miała ochotę, łatwo zmieni kategorię wagową.


Bez dyskusji godzi się na koszty: zakaz konsumowania środków odurzających, a zwłaszcza alkoholu, zakaz uczestnictwa w wydarzeniach integracyjnych i kulturalnych adwokatury polskiej, powątpiewanie co do należytego zaangażowania w trud codzienności, zarzuty, że się nie szkoli, nie czyta dostatecznie dużo fachowej literatury, a prenumerata czasopism idzie na marne.


Trzymam tak moją aplikantkę adwokacką, a ona chce być trzymana i uważa, że wszystko będzie dobrze. Środków na żywność i odzież wystarcza. Błyskotki ma od mamy i babci. Nakarmiona i ubrana może rozmyślać o rzeczach wzniosłych i ważnych, może występować w obronie i troszczyć się o koleżanki i kolegów, którzy nie są trzymani jak ona.


Kładzie się więc na karimacie moja aplikantka adwokacka, zagryza zęby na złotym łańcuchu i cedzi:


Zaczyna się niewinnie. Rozmową. Pada to zdanie, to o pieniądzach.


Zleceniowo - za pismo, za pójście gdzieś, za fotosy akt. Po 50 albo 100
złotych - jak pismo długie i ładne.


Abonamentowo -współpracujemy, to za większe rzeczy po 50, a reszta gratis.


Rozliczenie stałe 200 tygodniowo all inclusive.


Grant miesięczny tysiak (to dla szczęściarzy).


Trzeba sobie załatwić staż, no tak to się robi, w tym urzędzie tam daleko.


Od pieniędzy są tata i mama.


Uczciwie: nie płacę wcale.


Bo moja aplikantka adwokacka przedstawia się jako dziewczyna doświadczona. To są opowieści jej pokolenia, takie historie im się przytrafiają (w moich czasach wszyscy aplikanci adwokaccy byli syci i obwieszeni złotem, nawet ja). Przesuwa się bliżej grzejnika (niedługo zachrzęści bransoletą) i mówi dalej tak:




Dyspozycyjność - full opcja. Poligamia (można robić dla innych) lub
monogamia z nutką zazdrości - dla mnie, tylko dla mnie! Organizacja: lista
zadań, z terminami. Chaos: już za chwilę, jutro rano, na pojutrze bo
wyjeżdżam na wczasy.


Ubezpieczenie zdrowotne? Urząd pracy zaprasza. Odmawiasz podjęcia pracy?
Dlaczego?


Przychodzi do płacenia. Proszę - dziękuję. Oj, nie mam teraz w ogóle
pieniędzy! (dramatyczny gest dłoni wyciągniętych do nieba). Dam jutro, muszę
z bankomatu. Jutro jest w przyszłym tygodniu. Ależ umawialiśmy się, klient
nie zapłacił (klient stówkami w kącie przed sekundą). No byłoby, ale klient
zostawił dużo mniej, może następnym razem. Miało być 300, jest 120, no a
reszta to tam grosze, to nic. Nie mam. Bieda. Kiedyś. Może. Nigdy.


Wpada w melancholię moja aplikantka adwokacka, gdera, chociaż napominam, że cicho, że pracujemy. Twierdzi (i koledzy też twierdzą), że wyzysk aplikanta jest zjawiskiem przytrafiającym się tylko w Krakowie, a uprawiający go gatunek adwokatów jest endemiczny (ale czy tak znowu liczny?). Próbując zębem jakość złota przypuszcza, że: „winna jest chciwość, brak empatii i bezczelność jednych, oraz bezradność, strach i zgoda drugich”.


Będę trzymał moją aplikantkę adwokacką do końca roku. Potem ona zda egzamin, wejdzie w spółkę, stworzy miejsca pracy. I zobaczy swoje odbicie w złocie personelu.


środa, 12 lutego 2014

List do T.*



Wyszedł Pan. Czymże jest to kilkugodzinne opóźnienie w perspektywie ostatnich 25 lat. Kiedy Pana zamykali, były wakacje. Miałam wtedy 2 lata.


Milicja chwilę Pana szukała. Byli nawet u nas na działce i pytali, czy nie kręcił się tu młody facet z wąsem. Mówili, że może Panu towarzyszyć kilku chłopaków, tak na oko 10-12 lat. Kilka dni później wracałam z dziadkami z wakacji w Leonowie. Do tej pory czasem wspominają, że tego dnia pod lasem w Kole było pełno milicji. Jakiś Bogu ducha winny grzybiarz natrafił na ciała dzieci.


Podobno kluczowy okazał się wzór zasłony w oknie Pana domu na Wyzwolenia. Ponoć chciał Pan jechać prosto na komisariat, a nie na tamto spotkanie. Czy rzeczywiście ludzie wywrócili milicyjną nyskę, w której przywieziono Pana do Sądu? To pogłoski, które pozostały po tamtych dniach. W Piotrkowie wtedy mówili o tym wszyscy.


Myślę, że nie był Pan jednak Przestępcą Stulecia. Może - Roku, Dekady? Są gorsi od Pana. Jest Pan jednak nadal wrogiem publicznym, po 25 latach kary pozbawienia wolności. Nienawidzą Pana, być może mają rację. Ma Pan jednak szczęście, że zamieszka w tym kraju. W społeczeństwie, w którym ponad 90% stanowią chrześcijanie. Oni wierzą, że Bóg jest miłosierny.



*tytuł - MB.
Miało być: Powitanie.

niedziela, 9 lutego 2014

Petycja

Jezus jeździł z naszym szefem samochodem. Z jednym z naszych szefów. Jakkolwiek mieliśmy szczęśliwe zawodowe dzieciństwo, to nie wszystkie tajemnice spółki były dla nas dostępne. Być może nie poznaliśmy szczegółów tych kontaktów, chociaż niewykluczone, że ja tego nie pamiętam. W każdym razie zachowałem mgliste wspomnienie relacji, według której Jezus siedział i patrzył. I tyle. Nie było nawet dialogu.

Tymczasem kilka spraw można było próbować załatwić. Niekoniecznie fundamentalnych (wojny, szatan, zło) ale codziennych, zwykłych (przeoczony termin, niesubordynowany personel). Można było pasażera srogo przycisnąć, wszak jego uległość wobec ludzkich decyzji jest powszechnie znana. Jednak najwyraźniej Jezus wiedział z kim wsiada do samochodu, nie lękał się, że dyskretna obecność stanie się przyczynkiem do roszczeń i utyskiwań. I nic mu się nie stało.

Po latach pojawia się jednak poczucie niedosytu, przeświadczenie zmarnowanej okazji. Przecież wielu potrafi przekuć podobne spotkania na sukces – np. taki Richard Brautigan, nie wahając się, popełnił „Autostopowicza z Galilei” i jak wspaniale żył, aż do dnia samobójczej śmierci. Być może w przypadku jednego z naszych szefów decydujący był element zaskoczenia, zabrakło procedury, kodu komunikacji. Wprawdzie proszenie bogów o pomoc to dość powszechnie znany motyw wielu kultur świata ale materializujący się majestat może wytrącić z równowagi. Warto więc z wyprzedzeniem uświadomić sobie do czego może nam służyć bóg (Bóg nasz Ojciec, czy Latający Potwór Spaghetti Pani Kamili) i jak z nim postępować.

Właśnie podpisałem petycję w tej sprawie. Domagamy się zmiany prawa o adwokaturze, prawa o notariacie, ustawy o radcach prawnych oraz ustawy o komornikach sądowych i egzekucji. Chcemy, by ślubowania prawnicze mogły być zakończone zwrotem: „Tak mi dopomóż Bóg”. Już sama potencjalna możliwość wygłoszenia tych słów stanowi szczepionkę na wypadek spotkania z Bogiem. Już będziemy wiedzieli, że jego rola nie może się ograniczać do tępego patrzenia z pozycji pasażera. Ma pomagać.



Petycję można podpisać tutaj: http://www.petycja.arslegis.org.pl/


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Egzorcyzm

W pierwszych sekundach znajomości wyjawił mi, że szatan jest bogiem w kryminalnej w Olkuszu. Zapamiętałem to lepiej niż jego nazwisko, wszak ta diagnoza przyczyn wszelkiego zła była imponująco prosta. Od tamtej pory (początek 21 wieku) pilnie śledzę ślady peregrynacji szatana. Ten zaś nie próżnuje.

Chodzi po domach, siada na skraju łóżka i patrzy. Przepędzany przez wędrownego kaznodzieję (on szczególnie uwielbia przesiadywać krawędzi łóżka i patrzeć), włóczy się po Mogilskiej 109. Zagląda w oczy świadkom, podszeptuje, mota. To dzięki niemu, wywodząc apelację w sprawie trwającej od roku 2006 (warto podkreślić, że czwartą apelację), mogłem podsumować działalność twórczą jednego z przesłuchiwanych:



znany dobrze, spotykany jednak niezbyt często
dwa, trzy, a także kilkanaście razy
zamieszkały w warsztacie, lecz równie dobrze gdzie indziej
o imieniu: Grzesiek, Mirek, a być może Stefan
posiadający klub, gdzie dziewczęta jeżdżą na wrotkach
klub nigdy nieodnaleziony
będący najważniejszym szefem
i prostym ładowaczem amfetaminy
rozpoznany w sześćdziesięciu procentach
praktycznie z całą pewnością
i nie rozpoznany wcale

jest sprawca przestępstwa z pkt. V aktu oskarżenia.


Szatan biegł razem ze mną i wrzeszczał „Komentarz do pewnej fotografii” Wojaczka, kiedy uznałem, że taka forma prezentacji ekstraktu z wieloletnich relacji świadka jest najlepsza. To szatan nadał świadkowi tę szczególną właściwość: nigdy niczego ostatecznie nie potwierdza i nigdy niczemu nie zaprzecza. Rozpaczliwe próby okiełznania nieszczęśnika (przyjacielskie odprowadzenie do sądu przez funkcjonariuszy cbś, dyscyplinujące przesłuchanie przez prokuratora w ramach równoległego wątku, uprzejme prośby sądu) zdały się na nic. Zresztą i tym razem wyrok uchylono, a sprawa po raz piąty będzie rozpoznawana w pierwszej instancji. Znów zobaczymy więc tę umęczoną twarz, ciało wyniszczone szatańskim wpływem, znowu usłyszymy kolejną wersją, którą zrelacjonuje umysł spenetrowany przez zło.

Dotychczas tylko jedna forma egzorcyzmu okazała się skuteczna. Uniewinnienie. Taka decyzja, podjęta wiele lat temu co do niektórych oskarżonych, częściowo uwolniła Zagubionego od męki relacjonowania wężowych podszeptów. Dla tej sprawy nie ma już nadziei, ale w przyszłości warto rozważyć odprawienie egzorcyzmu przed wysłaniem aktu oskarżenia. Wieloletnie dociekanie przyczyn skrajnych rozbieżności prowadzi bowiem do jednego tylko wniosku: szatan jest bogiem.



sobota, 11 stycznia 2014

Bal w Operze



Tak się złożyło, że od niedawna Palestra ma za sobą rok Tuwima.  Szczęście, że odpowiedzialni jej Członkowie zdążyli w tamtym roku ogłosić o wydarzeniu, które już dziś. O kolejnym kroku milowym w kształtowaniu kulturalnej i społecznej wrażliwości młodszych i starszych przedstawicieli adwokackiego rzemiosła. To dzięki inicjatywie Samorządu oraz determinacji i zaangażowaniu poszczególnych jednostek, z prawdziwą przyjemnością można cytować Juliana Tuwima:

Dzisiaj wielki bal w Operze

Będzie Koncert Gwiazd, Gwiazda Główna (gwiazda neutronowa*) i Gwiazdy Towarzyszące (gwiazdy kwarkowe**). Będą Goście Specjalni (gwiazdy rozbłyskowe***). 

Sam Potężny Archikrator
Dał najwyższy protektorat (...)
Na afiszu - Archikrator,
Więc na schodach marmurowych
Leży chodnik purpurowy

Ale przede wszystkim - będzie Bal. I to już za chwilę. Zza szyby Kancelarii spowitej w  sobotnią ciemność prawie słychać niespokojne uderzenia kół o bruk, jakiś zamęt, pośpiech. Entuzjastyczne pokrzykiwania, nieśmiałe przywitania i pierwsze życzliwe uśmiechy. Dostojny szum cennych silników, jazgot taksówek, pośpieszne stukanie wysokich obcasów. 

Konie pienią się i rżą,
Ryczą auta, tłumy prą,
Wszędzie ostre pogotowie,
Niecierpliwe wina wrą,
U fryzjerów ludzie mdleją,
Czekający za koleją (...)

Okolice Opery przeżywają oblężenie. Ruchem kieruje funkcjonariusz w białych rękawiczkach, wdzięcznym gestem kontrolując porządek opuszczania skrzyżowania.

Szef policji pierś wysadza
I spod marsa sypiąc skry,
Prężnym krokiem się przechadza...
Co za gracja! Co za władza!
Zajeżdżają futra, fraki,
Lśniące laki, szapoklaki,
Uwijają się tajniaki

Szczęśliwcy, którzy już w Operze, czynią zapewne ostatnie poprawki nienagannych strojów. Strzepują niewidzialne pyłki z mankietów i rozglądają się. Panie szturmują łazienki. Panowie szturmują punkty obserwacyjne. Atmosferę przepełnia żądza i głód fascynujących doznań muzycznych i kulturalnych.

W szatni tłok,
W lustrach - setki,
Potrzaskują
Damskie torebki,
Każda poprawia, każda zerka -
I boty! numerek! bez numerka!
I jeszcze pudrem
I jeszcze usta
I lustra lustrem
I znów do lustra

Są towarzyscy. Poszukują i otrzymują serdeczności. Wymieniają grzeczności. Całują się w policzki i przytulają. Opowiadają o tym, co spotkało ich w roku Tuwima i jak jeszcze niedawno z sentymentem żegnali ten szczególny rok. Nad nimi muzy, Melpomene i Polihymnia, lekko spocone, zacierają ręce z zadowolenia.

I buldogi i terriery
I szynszyle i ordery,
Generały i wikingi,
Admirały i goeringi,
Bambirały, bojarowie (...) 
Ostro gra orkiestra-kiestra,

Z czterech rogów, czterech estrad
Pryska extra bluzgi grzmiące,
Miedzią pluska i mosiądzem
I bac! w blask, w oklaski, brawo,
W- drgawki metalową lawą
I jazz w blask grzmiąc furioso (...)


Koncert Gwiazd to niezapomniane przeżycie kulturalne, zwłaszcza w towarzystwie tak znamienitym, jak dziś wieczorem. Uczestnik nakarmi więc zmysły do syta. Na cały rok, na zaś, na wskroś. Nie samym chlebem wszak żyje adwokat.

Satanella - blasku smuga
I oblana srebrną lamą
Bystrych bioder centryfuga!
...Z satyrycznym erotyzmem
Na tajniaka tajniak mruga. (...)
A tu dalej wrą w zabawie,
I na scenie, rosnąc w blaski,
Wybuchają białe pawie
Ogniomiotem zórz bengalskich,

Niestety, żołądki pozostają cielesne nawet w obliczu najwyższych doświadczeń duchowych. Zmęczeni uczestnicy tego wydarzenia na pewno będą się posilali najwyborniejszymi potrawami, podawanymi w sposób wykwintny. Zaprezentują najwyższej klasy maniery konsumpcyjne. Ściszone rozmowy o co bardziej przejmujących ariach wkomponują się w tło posilania ciał.

Burbon z młodym Rastakowskim
Serpentynę flaków wcina,
Na talerzu Donny Diany
Ryczy wół zamordowany,
Dżawachadze, prync gruziński,
Rwie zębami tyłek świński,
Rozdzierane kaczki wrzeszczą,
Tłuszczem ciekną, w zębach trzeszczą,
A najgorzej przy kawiorze:
Tam - na zabój, tam - na noże,

Po czasie smutnych pożegnań, ostatnich uśmiechów i spojrzeń, uczestnicy Balu wrócą do domów. Nad ich bezpieczeństwem będą czuwali zawsze gotowi, kompetentni i dyskretni funkcjonariusze Policji, którym nieobca jest wyszukana galanteria.

Słowikowski z trzeciej śledczej
Mówi, że mu w żółtych letczej,
Czarne palą jak cholery,
A najgorzej - to lakiery.
Macukiewicz z jedenastki
Patrzy w szpice, widzi gwiazdki:
Dobra pasta, połysk śliczny,
Całkowicie elekstryczny.

I nie ma się co dziwić, że spektakularne wydarzenie, o którym mowa, organizowane jest raz do roku. Ma wszak zaspokoić nieposkromiony apetyt na sztukę i kulturę. Nakarmić wrażliwość tak spragnioną, że wręcz wyczerpaną. Nie będzie więc nadużyciem stwierdzenie, że uczestnictwo w tegorocznym Balu to niezbędny element samorządowej egzystencji każdego świadomego Członka Palestry.

Jeżeli komuś nie udało się w tym roku uczynić zadość tej miłej powinności, może dalej zgłębiać motyw balu w literaturze. Zaraz za Tuwimem polecam Bułhakowa. 
Fragment udanej ekranizacji tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=GDuYlnXWAHk





*gwiazda zdegenerowana powstała w ewolucji gwiazd o dużych masach, podczas wybuchu supernowej lub kolapsu białego karła. Średnica gwiazdy neutronowej to 10-15 km, masa: 1,4 do 2,5 mas Słońca. Łyżeczka materii neutronowej ma masę ok. 6 miliardów ton;
**zbudowana z materii dziwnej. Istnienie materii spekulowane wewnątrz gwiazd neutronowych. Dezintegracja nukleonów do materii kwarkowej i powstaje kwarkowa gwiazda;
***gwałtownie zwiększają jasność w ciągu kilku minut lub godzin. wzrost jasności w całym widmie. Głównie to ciemne czerwone karły, choć mogą nimi być również karły brązowe.

piątek, 27 grudnia 2013

Wiązanki pieśni młodzieżowych


Kiedy jest wybuch w elektrowni atomowej, to UFO pomaga. Na przykład w Czarnobylu widział je pan Michaił Waricki, tamtejszy dozymetrysta. UFO pomogło, zneutralizowało i odfrunęło. Pięć lat później, po kolejnym pożarze, UFO powróciło i sfotografował je pan Władimir Sawran. Nie ma więc żadnych wątpliwości, że to prawda.

Niestety obce cywilizacje pozostają obojętne na codzienne, adwokackie kataklizmy. Nie pomagają, nie łagodzą,  nie neutralizują. W obliczu klęski jesteśmy samotni, zagubieni w czeluściach czarnego, bezdennego kosmosu naszej rozpaczy. Ukojenia, źródeł odwagi i inspiracji musimy szukać samodzielnie. Oto dwie wiązanki pieśni, które ułatwiają wykonywanie zawodu adwokata, dziesięć utworów, dzięki którym jest łatwiej (pani Kamila dała siedem, ale o mocy dziesięciu). Ich wybór, to wszystko co możemy dla was zrobić.

(wiązanka mb)

1. „Zabrali mi jaja” Zacier – idealna pieśń na wyjście (koniecznie w tym wykonaniu: http://www.youtube.com/watch?v=H06IX2QH2I0). Wysłuchana po przebudzeniu pozytywnie determinuje aktywności podejmowane w ciągu całego dnia, pozwala na odnalezienie miejsca w szeregu i właściwe postrzeganie współuczestników codziennego trudu. W drodze do pracy nucimy: idę sam właśnie tam, gdzie nie mają jaj, idę sam właśnie tam, gud baj.

2. „Today” Smashing Pumpkins – czasem bywa łatwiej gdy przypomnimy sobie, że miłość jednak jest, a pocałunki w sądowej windzie mogą przytrafić się każdemu (z wyjątkiem objętych obowiązkowym treningiem, a w konsekwencji zakazem korzystania z tego urządzenia). Pełny, pożądany efekt osiągamy po obejrzeniu wideoklipu.

3. „Nieprzysiadalność” Świetliki – adwokat umiera gdy zaczyna mu się wydawać, że sukces zawodowy wymaga dobrych relacji z personelem Babilonu. Ten utwór wprowadza w nastrój wykluczający nawiązanie zgubnych znajomości. Jeśli po nim będziemy jednak złaknieni poczucia współuczestnictwa, to włączamy refren pieśni Defekt Muzgó Defektu Muzgó.

4. „Walk” Pantera – pierwotnie lekarz zapisał ten utwór Lancowi Armstrongowi, ale okazało się, że ten nie potrafił pedałować z walkmenem. Skorzystali więc z innych środków. Niektórzy twierdzą też, że piosenkę stworzył Mike Tyson w życiu prenatalnym. Odsłuchujemy kiedy trzeba odpowiedzieć na zło.

5. „220 V” El Dupa, albo „Mogę wszystko” WWO, albo „Jesteś Bogiem” Paktofonika, itd. - kiedy potrzebujemy inspiracji i pewności siebie, by coś powiedzieć w sądzie.

6. „Rain, When I Die” Alice in Chains –  utwór dowodzi, że stukanie w komputer i łażenie po sądzie (za dobre w sumie pieniądze), nie jest najgorszą rzeczą jaka może się wam w życiu przytrafić. Po tej piosence Joy Division  to dziadki z Muppetów.

7. „Jedna miłość” Reno, Lilu – dobra energia, remedium na słotne popołudnia, gotowy tekst Lilu do recytowania petentom: „nie dziw się, że chcę ten pieniądz zgarnąć, nic oprócz rapu tutaj nie jest za darmo (...)”.

8. „Enter Of The Ninja” Die Antwoord – stosować zamiast amfetaminy, czy innych pobudzaczy. Również w czasie dobierania stroju roboczego (z uwagi na niewymuszony, radosny eklektyzm). W każdej sytuacji, kiedy konieczne jest zrobienie czegoś względnie dzikiego. Zaawansowani mogą spróbować innych utworów: Evil Boy, U Make Ninja Wanna Fuck, itd. Bezpieczniej słuchać po pracy. Ich istnienie dowodzi, że UFO naprawdę pomaga.

9. „Hoken” Noon  - najzimniejsza dyskoteka świata. Wytchnienie. W zastępstwie można użyć utworu „Idziemy na skraj” Siekiery. 

10. „Wielkie Wuesbe” Niwea – przed snem zastępuje wszystkie narkotyki, alkohole i dopalacze. Jeśli komuś mało, to może uzupełnić o „Portret z kabli” tej samej formacji.


***

(wiązanka p. Kamili)

Polecam lżejszą muzykę. Momentami frywolną. Daje przeciwwagę.

Przyjmijmy, że jest poniedziałek, i:

I. udajemy się  z rana na przesłuchanie do KP - słuchamy: http://www.youtube.com/watch?v=rQ0eQ0caKP0 (pocieszą nas nieśmiertelni towarzysze niejednego dzieciństwa, głęboko niebiescy, żyjący w dziwacznej komunie. Niepokojący niedobór kobiet. Ale za to mają Papę, który wie, co robić. Czasem gubią się, chodząc po lesie, ale mimo niebezpieczeństw i ekstremalnych przygód znajdują drogę powrotną.);

II. jak igły w stogu siana szukamy zatrzymanego żołnierza - słuchamy: http://www.youtube.com/watch?v=hU1q6yKguqE (odnaleziona przeze mnie w internecie po wizycie w siedzibie krakowskiej Żandarmerii Wojskowej. Leciała tam z radia, a żołnierze słuchali z nostalgią. Można podumać.);

III.  wracamy do bazy - renomowanej, wiodącej kancelarii, która miażdży konkurencję. Używamy ciała do wertowania komentarza, picia kawy, nerwowego tupania obutą stopą w podłogę, pisania pisma i rozmowy z Szefem o pogodzie. (jednocześnie słuchamy: http://www.youtube.com/watch?v=PNl9M5TxGC8 i jesteśmy bezpieczni, bo wiemy, że on czuwa i wszystko będzie dobrze.);

IV. wpadamy w ostatniej chwili do sądu. Potrzebujemy motywacji, natchnienia i łazienki. Rezygnujemy z łazienki, bo nie ma czasu. (biegnąc po schodach - winda zakazana - zwalniamy i włączamy w słuchawkach  http://www.youtube.com/watch?v=8unEo4tdVVQ  i pamiętamy, gdzie tak naprawdę jesteśmy. Sąd nie istnieje. Wszystko za chwilę może się zdarzyć.);

V. spotykamy się z klientem oskarżonym o straszne przestępstwo. On pyta nas, co może zaśpiewać jutro, gdy będzie ogłaszany wyrok w jego sprawie. Doradzamy, by zrezygnował z Jesteś szalona. Proponujemy, by docenił ciszę. (jeśli już coś musi, to niech zaśpiewa z szacunkiem: http://www.youtube.com/watch?v=rW0TgYZn_tk);

VI. kolejny klient, przestępstwo narkotykowe. Nie wie co śpiewać, ale umie suszyć, skruszyć zmielić i zważyć. Włączamy: http://www.youtube.com/watch?v=0zRCNJNzTUs i powstrzymujemy się, by nie podrygiwać. W końcu to tylko bajka, a Pan Kleks nie istnieje. Żegnamy Młodego Zielarza.


I tak mija dzień. Czasami trzeba jeszcze postać na poczcie całodobowej. Ja bardzo to lubię, bo można spotkać innych aplikantów i porozmawiać o cenach znaczków. Być może ktoś wolałby inaczej spędzić ten czas (ratunku niech poszuka w ukraińskiej piosence, która nie potrzebuje tłumaczenia: http://www.youtube.com/watch?v=prHAvMMM6iU).



poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rzeczywistość albo śmierć

To była straszliwa zbrodnia. Ściął co najmniej dziesięć i ususzył. Sąd Okręgowy dostrzegł wprawdzie okoliczności łagodzące, ale orzekł karę pozbawienia wolności. Apelacja niewiele zmieniła, jednak dzięki niej znamy historię tego bezwzględnego przestępcy (wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 22 czerwca 2012, sygn. II Aka 177/12, KZS 2012/10/96). Trzeba mieć nadzieję, że nie zmarnował czasu spędzonego w jednostce penitencjarnej i żyje teraz z popełniania zupełnie innych przestępstw.

Zakład karny jest bowiem najlepszym miejscem dla zbrodniarzy suszących ziele konopi innych niż włókniste. Dobrze, by spędzili w nim co najmniej 3 lata, zyskując czas na staranną i wszechstronną edukację oraz zapoznanie się z regułami czy też kulturą życia więziennego. Osobiście jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, przy czym byłoby jeszcze lepiej, gdyby za suszenie tych groźnych roślin orzekano karę śmierci. Zresztą jako neofita próbujący zachować pełną abstynencję, oraz wymagający jej od osób, z którymi łączą mnie więzi zawodowe i emocjonalne, byłbym szczęśliwy gdyby takie same kary orzekano za poddawanie innych roślin procesom prowadzących do uzyskania alkoholu etylowego. Rzeczywistość albo śmierć.

Póki co, zgodnie z powszechnie obowiązującą wykładnią art. 53 ust. 1 i 2 oraz art. 63 ust. 1 i 3 ustawy o przeciwdziałaniu narkomani, suszenie konopi innych niż włókniste to wytwarzanie środka odurzającego. Zestawiając przywołane orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Katowicach (jak również orzeczenia innych Sądów Apelacyjnych) oraz orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 23.9.2009 (I KZP 10/09) uzyskujemy możliwość przyjęcia, że ususzenie jednego krzaka, stanowi zbrodnię zagrożoną karą od trzech lat pozbawienia wolności. To ekscytujące dla adwokata spłacającego kredyt zaciągnięty we frankach szwajcarskich i obciążonego licznymi obowiązkami alimentacyjnymi. Gdyby zbrodniarzom groziła jednak kara śmierci, to płaciliby lepiej.

Dobro zwyciężyło już w roku 2005, kiedy to Sąd Najwyższy dokonał wykładni art. 40 i 49 poprzedniej ustawy o przeciwdziałaniu narkomani (były to przepisy analogiczne do art. 53 i 63 obecnej ustawy). Wówczas Najjaśniejszy Sąd doszedł do przekonania, że nie ma żadnych podstaw, by pojęcie „wytwarzania” ograniczać jedynie do obróbki chemicznej, zaś działania wykraczające poza uprawę i zbiór należy uznać właśnie za wytwarzanie i kwalifikować wykorzystując art. 40 (obecnie 53) ustawy (IV KK 14/05). Za Sądem Najwyższym podążyły Sądy Apelacyjne. Osoby wrażliwe mogłyby mieć wątpliwości, bo skoro w art. 53 upn wyszczególniono przetwarzanie słomy makowej, a nie wymieniono ziela konopi, to może suszący ziele odpowiada jedynie za jego posiadanie. W języku potocznym suszenie trudno też utożsamiać z wytwarzaniem (powiedzcie babci sąsiadce, że wytwarza suszone śliwki – nazwie was zboczeńcami). Osoby wrażliwe pomyślą więc: wsadzajmy ludzi na lata do więzienia, a nawet zabijajmy ich, czyńmy to jednak z delikatną ostrożnością, tylko wówczas gdy święty, racjonalny prawodawca pozwala.

Sprawę załatwia jednak ustawowa definicja „wytwarzania”. To między innymi „czynności, za pomocą których mogą być otrzymywane środki odurzające” (art. 4 pkt. 35 upn). Już dziadek Wróblewski pisał, że taka definicja zabija język potoczny i znaczenia do których jesteśmy przyzwyczajeni. W ustawowej fikcji wszystko jest wytwarzaniem, również suszenie i jakakolwiek dyskusja nie ma sensu. Ta fikcja stoi na straży rzeczywistości, chroni nas i nasze jeziora.

Koszty korzystania z tych fikcyjnych pojęć są jednak ogromne, a wystąpienie o ich zwrot niemożliwe. Znakomita większość praktykujących na niwie prawa karnego nie stroni więc od alkoholu, a z tym jest jak z Chew-Z: kto raz spróbuje, nigdy nie wraca do stanu poprzedniego. Nawet incydentalne próby na zawsze zmieniają parametry aparatu poznawczego. Ułatwiają stosowanie przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, ale użytkownicy alkoholu wcale nie porządkują swej rzeczywistości. Każdy ma Palmera Edritcha. Takiego, na jakiego zasłużył.