środa, 7 września 2016

Priorytety

Ping–pong, sauna, piłkarzyki, łaźnia parowa, wypoczywalnia, fitness, bilard, parking, obiadokolacja, zabawa z didżejem w hotelowej karczmie góralskiej, śniadanie w formie bufetu szwedzkiego, program turystyczno-rekreacyjny, kolacja regionalna z open barem połączona z zabawą z didżejem i karaoke w hotelowej karczmie góralskiej, wycieczka górska lub rowerowa. 

Każdy może wziąć udział w Pienińskiej Debacie „Nowoczesna Adwokatura” przed Krajowym Zjazdem Adwokatury w dniach 14-16 października 2016 r. Nie ma pokoi jednoosobowych. Członkowie Krakowskiej Izby Adwokackiej płacą 15 złotych mniej.



W gąszczu atrakcji zaplanowano debaty, do których zachęcą słowem wstępu: adwokat Joanna Parafianowicz, adwokat prof. Piotr Kardas, adwokat Paweł Gieras i dotychczas nieujawniony moderator. Wszystkie debaty zajmą 3 godziny i 30 minut (w tym przerwa kawowa)...

sobota, 3 września 2016

Interpelacja (opublikowane z kajaka)

Jak powszechnie wiadomo od jakiegoś czasu panuje moda na lokalny terroryzm. Kto chce być na czasie, nosi spodnie moro, w których z zasady na pewno umieszcza codziennie substancje niebezpieczne, jest złośliwy dla kolegów i awanturuje się czasem. Modne jest również pisanie w internecie o marzeniach związanych z wcieleniem w życie wybuchowych fantazji, co prowadzi do aplauzu komentatorów i – niestety – nieprzyjemnych wizyt funkcjonariuszy organów ścigania.

Oni jednak czasem się mylą, ale to nic [nie przejmujcie się! Jesteśmy z wami!]. Gorzej, gdy wiedzą z góry, że mylą się, jednak robią dalej. Tak było w przypadku KS.

Przypadek ten o tyle niecodzienny, że wydarzenie opublikowane przezeń na facebooku nadal można oglądać – a od przeszukania w jego mieszkaniu upłynęły już prawie trzy miesiące.

Zabrali mu komputer i telefon, przesłuchali jako świadka z uprzedzeniem, przestraszyli mundurami rodzinę, dzieci, sąsiadów i kota. Żonę wzywali zapytać, czy nie mieszka przypadkiem z terrorystą, ale przezornie zrobiła odmowę.

Poszliśmy na przesłuchanie ze słownikiem zwrotów literackich, którego fragmenty powędrowały do protokołu. Nie pomogło.

Pisaliśmy rozpaczliwe zażalenia, pisma, że naprawdę nie wyczerpujemy 255a kk, [ przeczytajcie i uwierzcie nam!], i dla każdego przeciętnego absolwenta gimnazjum (on się upiera, że podstawówki), jest to oczywiste. Nie pomogło.

Kiedy już nadszedł moment utraty wszelkiej nadziei i perspektywa czołgania się w stronę cmentarza owiniętym w prześcieradło ciałem, nadeszła pomoc. Oto ona: http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=5D9A421F&view=5

Dziękuję (on jest anarchistą, więc mu nie wypada, że system pomaga, dziękować) posłowi Jackowi Wilkowi za czujność, inicjatywę, postawione na końcu pytania, a także za napisanie tego zdania: Wydarzenie miało charakter oczywistej kpiny i w żaden sposób nie sugerowało, że jego celem jest rzeczywisty akt terroru czy zamieszczanie zdjęć prawdziwych bomb . To daje nadzieję.

Odbiera ją zaś odpowiedź, która tutaj:

Mimo wszystko pozdrawiamy funkcjonariuszy. Gdyby nie wy, nie byłoby o czym pisać na facebooku.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Chwilowe i wstrząsająco szkodliwe zwycięstwo Zakonu Marii

Straszliwe niebezpieczeństwo grozi polskim posłom i senatorom. Zawsze posłuszni interesom Wielkich Handlarzy Narkotyków tym razem nieoczekiwanie zdepenalizowali uprawę, obrót i posiadanie konopi innych niż włókniste. Stało się to już ponad rok temu, jednak nikt dotychczas się nie zorientował i być może dlatego nieszczęśni wciąż pozostali przy zdrowiu i życiu. 

Nie może być jednak tak, że ludzie sadzą sobie krzaki marihuany, ścinają, suszą i palą ziele. Wszak godzi to zarówno w interesy przestępców, ich obrońców, jak i w przemysł spirytusowy. Skutki obecnego stanu prawnego mogą być wstrząsające, bo niewiele jest substancji tak dobrze degradujących obywateli jak alkohol. 

Trzeba jak najszybciej zapobiec nieszczęściu polegającemu na zmniejszeniu spożycia pożywnych wódek, wina i piwa, które to napoje napędzają to państwo. To dzięki nim ludzie giną w wypadkach komunikacyjnych, biorą udział w bójkach i pobiciach, kradną, rabują i gwałcą. Czyniąc to dają żyć policjantom, lekarzom, adwokatom i urzędnikom. Co najgorsze obywatele paląc legalną marihuanę nie pozwalają zarobić tym wszystkim formacjom przestępczym, a tego żaden parlamentarzysta (i adwokat) znieść nie może, a jeśli może, to nie zniesie jego mocodawca. W trosce o życie i zdrowie posłów oraz senatorów polskich trzeba zatem zwrócić uwagę na następujący mankament ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii: 

a) definicja ziela konopi innych niż włókniste zawarta jest w art. 4 pkt. 37 upn i brzmi następująco: „ziele konopi innych niż włókniste - każdą naziemną część rośliny konopi (pojedynczą lub w mieszaninie), z wyłączeniem nasion, zawierającą powyżej 0,20% sumy delta-9-tetrahydrokannabinolu oraz kwasu tetrahydrokannabinolowego (kwasu delta-9-THC-2-karboksylowego)”

b) z kolei definicja konopi włóknistych zawarta jest w art. 4 pkt. 5 upn i brzmi: „konopie włókniste - rośliny z gatunku konopie siewne (Cannabis sativa L.), w których suma zawartości delta-9-tetrahydrokannabinolu oraz kwasu tetrahydrokannabinolowego (kwasu delta-9-THC-2-karboksylowego) w kwiatowych lub owocujących wierzchołkach roślin, z których nie usunięto żywicy, nie przekracza 0,20% w przeliczeniu na suchą masę”



c) z porównania obu definicji wynika jednoznacznie, że w przypadku konopi innych niż włókniste ustawodawca posługuje się definicją odwołującą się do zawartości sumy delta 9 THC i kwasu delta 9 THC karboksylowego w każdej naziemnej części żywej rośliny rośliny, nie zaś w przeliczeniu na suchą masę. Gdyby intencją ustawodawcy było definiowanie konopi innych niż włókniste poprzez wskazanie zawartości substancji czynnej w przeliczeniu na suchą masę, to podobnie jak w art. 4 pkt. 5 upn zapis pkt 37 nie pozostawiałby wątpliwości na płaszczyźnie wykładni językowej, szczególnie w perspektywie owego pkt. 4. 



d) jest zatem oczywiste, że ziele konopi innych niż włókniste jest środkiem odurzającym, o którym mowa w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii tylko wówczas, gdy żywa roślina, nie zaś sucha masa, zawiera powyżej 0,20% sumy delta-9-tetrahydrokannabinolu oraz kwasu tetrahydrokannabinolowego.

e) taka roślina jednak w przyrodzie nie występuje.




Obecny stan prawny jest zatem dramatyczny. Może się przytrafić sąd, który zechce stosować przepisy i zażąda, by biegły przeliczył zawartość THC przyjmując, że roślina nie została wysuszona (obecnie biegli zawsze liczą niezgodnie z definicją ustawową dla suchej masy). Prawdopodobieństwo nie jest wprawdzie duże, ale istnieje. Trzeba zatem natychmiast zdefiniować konopie inne niż włókniste w taki sam sposób jak włókniste, a zatem zawartość THC odnosić do suchej masy. Tylko to może uratować przedstawicieli narodu.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

List do Pana Andrzeja Rzeplińskiego, Prezesa Trybunału Konstytucyjnego

Szanowny Panie Prezesie,

Przede wszystkim pozdrawiamy Pana i przekazujemy wyrazy szacunku.

Pragniemy udzielić Panu duchowego wsparcia, potrzymać Pana za rękę i złożyć oświadczenie, że stanowczo sprzeciwiamy się sytuacji, w której spór o wykładnię przepisów ma być rozstrzygany w procesie karnym, służącym zbadaniu prawidłowości procesów intelektualnych prawnika. Jesteśmy adwokatami z prowincji, w paśmie najniższej poczytalności piszemy bloga dla garstki czytelników. Nie wiemy czy Pan ma rację, nie ma dla nas znaczenia czy marnuje Pan talent zdolnych i wrażliwych sędziów, którzy łaknąc orzekania nie są do tego dopuszczeni. To wszystko pozostaje poza naszymi kompetencjami intelektualnymi.


Wiemy jednak, bo i nam przydarzyła się podobna sytuacja, że argument w sporze o wykładnię sprowadzający się do wszczęcia postępowania przygotowawczego jest argumentem kiepskim. Dlatego jesteśmy z Panem, a musi Pan wiedzieć, że zazwyczaj ironizujemy ze wszystkich i ze wszystkiego. Zazwyczaj nie dostrzegamy potrzeby istnienia Trybunału Konstytucyjnego. W konsekwencji zazwyczaj mamy problem z dostrzeżeniem sensu istnienia Prezesa takiej instytucji. Teraz jednak jesteśmy z Panem. Jeśli Panu postawiony zostanie zarzut, nam niech też zostanie postawiony. Jeśli zostanie Pan uznany za winnego i my też chcemy być winni. Jeśli stanie Pan przed plutonem egzekucyjnym, staniemy z Panem.  

Kamila Czajkowska 
Maciej Burda 

sobota, 23 lipca 2016

To się nie uda


Burda powiedział, że ich pojawienie się w jedynym sądzie rejonowym tego miasteczka spowoduje dyskretną asystę lokalnej brygady antyterrorystycznej. Mylił się.

Przywitał ich znudzony ochroniarz, który wpuszczał po kolei każdego z nich, nie sprawdzając bacznie, czy aby tym razem również nie posiadają przy sobie niebezpiecznych narzędzi.

Każdemu z nich zarzucono 50a kw, każdy z nich jechał w którymś z samochodów, w każdym z samochodów przewożony był któryś karczownik albo kilka karczowników. Pierwszy policjant powiedział, że o tym, że jadą wyrównać rachunki świadczyło to, że pasażerowie samochodów zatrzymanych do kontroli w jej trakcie patrzyli w oczy sobie wzajemnie. Drugi policjant zeznał, że przyglądając się nie spostrzegł jakiegokolwiek przejawu zamiaru użycia narzędzi z reklamówek celem popełnienia przestępstwa. Trzeci znudził się słuchaniem własnego głosu.

Jednostajną poetykę pierwszej rozprawy zakłócił K, nieobecny naonczas w samochodzie właściciel jego i feralnego sprzętu. Zawnioskowany znienacka i dopuszczony, wejściem swoim przerwał kojące kołysanie policyjnych zeznań pobrzmiewające jeszcze w ścianach sali po ostatnim świadku. Brawurowo, prosto w oczy sądu, że to jego karczowniki, co nimi on na działce karczuje to co zasługuje na wykarczowanie bo nie przynosi plonu i plonom przeszkadza! Oskarżyciel drżącym głosem, że jak to, on że właśnie tak. Sąd próbował sprytem ratować sytuację – dlaczegóż to w takim razie posiadaczem jest aż czterech takich samych. Nie udało się. Zeznał: "to dobra firma. Potrzebuję tego sprzętu. posiadam też kilka par takich samych butów."

Sala zamarła. Ktoś opowiadał później, że obrońca miała łzy w oczach ze śmiechu. To oczywiście przesada, ale lekka. Sąd zwolnił świadka dopominającego się o ukaranie go za to że zapomniał wyjąć sprzętu ogrodniczego z auta przed jego pożyczeniem. Zaplanował kolejny termin. Oskarżyciel wykazać zamierza, że art. 50a kw należy zastosować w sytuacji, gdy "okoliczności i informacje posiadane przez Policję wskazują na zamiar użycia przedmiotów w celu popełnienia przestępstwa".

To się nie uda.

czwartek, 7 lipca 2016

Czy prześpisz się ze mną?

Próbując uratować ludzkość napisałem: „co do zasady propozycja kontaktu seksualnego nie ma charakteru nieprzyzwoitego, jeśli jej strony nie pozostają w związkach małżeńskich, a tak właśnie było w niniejszej sprawie. Naturalnym jest, bo przecież to zachowanie ma charakter atawistyczny, że mężczyźni i kobiety występują z propozycjami zbliżenia cielesnego. Takie zachowania gwarantują istnienie gatunku. Normy kulturowe limitują formę i okoliczności składania tego rodzaju propozycji, jednakże kontakt dwojga ludzi pozostających w stanie wolnym nie stanowi zachowania nieprzyzwoitego. Może być przejawem uczuć, początkiem miłości, może też stanowić przejaw czysto hedonistycznego realizowania potrzeb stron. Nawet jeśli oskarżony zaproponował zatem (…) nawiązanie relacji intymnych, co miałoby stanowić poszerzenie spektrum ich kontaktów, to ustalenie Sądu (...), iż takie zachowanie miało charakter nieprzyzwoity jest nietrafne”. (...). „Przyzwoitość” zachowań jest pojęciem nieostrym, a dopełnienie znaczenia tego słowa wynika z kontekstu kulturowego, w którym osadzona jest osoba, której to „przyzwoitość” ma być przedmiotem badania. Warto odnotować, że Stanisław Cat Mackiewicz opisując elity intelektualne XIX wiecznej Rosji (w książce „Dostojewski”) wskazywał, iż literat Pantajew nie miał nic przeciwko bliskim relacjom emocjonalno cielesnym jego małżonki z poetą Niekrasowem, co zasadniczo nie odbiegało od środowiskowej normy. Z drugiej strony nawet w obecnych czasach nietrudno wskazać środowiska hołdujące tradycyjnym wartościom, uznające całość sfery życia erotycznego człowieka za nieprzyzwoitą. Sąd (...) winien zatem ustalenia w zakresie „przyzwoitości” odnieść do realiów niniejszej sprawy(...). (...) propozycja (której złożenie oskarżony kwestionuje) miała stanowić po prostu pytanie o treści „prześpisz się ze mną?”. Nie było w tej wypowiedzi ani wulgarności, ani nieprzyzwoitości. Forma propozycji nie miała zatem charakteru znieważającego.”

Próbowałem też uratować chociaż jego, bo przecież on stanowczo zaprzeczał, by proponował nawiązanie relacji cielesnych. Nawet gdyby sąd odwoławczy uznał więc, że gatunek winien wyginąć, to przynajmniej on był niewinny, bo wcale tego nie powiedział. Pisałem: „Już na wstępie należy zaznaczyć, że poważne i zarazem otwarte złożenie takiej propozycji („czy prześpisz się ze mną” – przyp. m.b) budzi wątpliwości w perspektywie zasad doświadczenia życiowego. O ile bowiem mężczyźni nie stronią od składania kobietom propozycji zbliżenia cielesnego, to jednak w znakomitej większości przypadków nie przystępują do realizacji swego celu poprzez dość naiwne pytanie o gotowość adresatki owej propozycji do podjęcia sugerowanych jej działań. Bez względu na fakt, czy do zbliżenia dochodzi pomiędzy osobami pozostającymi w stałej relacji, czy też ma ono charakter nieco bardziej spontaniczny, to najczęściej konsensus zawierany jest per facta conludentia i wzajemne przyzwolenie na coraz bardziej śmiałe poczynania partnera, czy też partnerki. (…) Jeśli zatem oskarżony rzeczywiście byłby zainteresowany zbliżeniem cielesnym z (...), to mało wiarygodne jest, że po prostu o to zapytał, zaniedbując dopełnienia rytuału, który zazwyczaj zastępuje komunikację werbalną przy tego rodzaju okazjach (głębokie spojrzenie w oczy, ujęcie dłoni, przytulenie, pocałunki, itd.)”


Sądy obu instancji nie miały jednak wątpliwości. Propozycja „czy prześpisz się ze mną” stanowiła realizację znamion występku z art. 216 par. 1 k.k. Orzeczono karę grzywny i środek karny w postaci nawiązki na rzecz pokrzywdzonej. Niech każdy zrobi rachunek. Zysków i strat. 

czwartek, 23 czerwca 2016

Zrobię nic

Będąc pozbawionym jakichkolwiek talentów administracyjnych, czasu i entuzjazmu, a co więcej gardząc urzędniczą posadą za marną pensję, uznałem, że powinienem zostać dziekanem Krakowskiej Izby Adwokackiej. Zamierzam robić nic i to jest najlepszy sposób piastowania tego przereklamowanego stanowiska, o które w ostatnich dniach toczą zaciekłą walkę dwaj moi konkurenci: adwokat Jan Kuklewicz i adwokat Paweł Gieras. Zmagania te zostawmy na boku, bowiem obaj kandydaci oferują aktywne, pełne zaangażowania wykonywanie obowiązków. Tymczasem Państwo potrzebują dziekana, którego nie będzie, który nie ma czasu, by Państwu przeszkadzać, którego życie instynktowne (a być może i czasami świadome) pochłania w stopniu wykluczającym robienie czegokolwiek. Państwo potrzebują dziekana bez właściwości, który po sprawnym wypełnieniu ustawowych obowiązków pierzchnie z biura.

Zapewniam, że dotrzymam obietnicy i nie będę niczego robił. Nie mam na to czasu z uwagi na rozległą praktykę zawodową, której prowadzenie – przy braku stosownych umiejętności - przychodzi mi z najwyższym trudem, obfitując zarazem w liczne niepowodzenia. Usiłuję też niekiedy oddawać się życiu rodzinnemu, dzięki czemu naprawdę nie mam czasu na jakiekolwiek wybryki. To właśnie jest szczególną i niepowtarzalną zaletą mojej kandydatury. Poza tym, od ciągłego przebywania w sądzie, mam zaburzone poczucie osadzenia w jednej, tożsamej rzeczywistości, o niezmiennych właściwościach. Przypadłość ta wyklucza podejmowanie działań godzących w interes adwokatów KIA.

Obiecuję zatem, że nie zrobię nic dla młodych adwokatów. Jeśli sobie nie radzą to powinni poszukać innej roboty. Też tak uczynię, gdy liczba błędów przekroczy dopuszczalne granice. Niczego nie zrobię dla starych adwokatów, adwokatów w średnim wieku, adwokatów gejów, adwokatów heteroseksualnych, a do tego białych i czterdziestoletnich, adwokatów wędkarzy i uprawiających korzenioplastykę. Wszyscy oni powinni być zadowoleni, że moja bierność w zakresie pomocy młodym ograniczy nieuczciwą konkurencję.


Niczego nie zrobię w zakresie obniżenia składki adwokackiej. Nie zrobię nic, co mogłoby ingerować, modernizować i ulepszać pracę biura KIA. Nie potrafię zarządzać pracą jednego choćby aplikanta i w ogóle mnie zarządzanie nie interesuje. Nie załatwię też parkingu pod sądem, darmowych rowerów wodnych, paczek na Mikołaja i nagich dziewcząt w sekretariacie KIA. Będę Państwa przyjmował z kwaśną miną, niechętnie i tylko w godzinach dyżuru. Narzekając na wysokość pensji, w całości wydam ją na własne potrzeby, nie poświęcając ani złotówki na cele charytatywne. Nie powstrzymam też roztrwonienia funduszu wzajemnej pomocy (na przykład na szofera, który dostarczy potrzebną rzecz w odpowiednie miejsce, czy wykupienie abonamentu w drogiej restauracji). 

Nie chcą pozostać w tyle za pozostałymi kandydatami prezentuję mój oficjalny, wykorzystywany od lat i sprawdzony życiorys: Maciej Burda, ur. 1975, jak spuszczał wodę, to się śmiał. Każdy ma takiego dziekana, na jakiego zasłużył.