Nikt już pewnie nie pamięta Tego, Który Pukał Z Miłości. Tymczasem opisana tu historia doczekała się odsłony przed Sądem Najwyższym. Ten uchylił wyrok i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania. Sygnatura IV KK 401/12. Orzeczenie z piątku – 5.4.2013, więc w bazie na stronie SN jeszcze go nie ma. Jest za to nadzieja dla wszystkich, którzy znaleźli się w podobnie niewygodnym położeniu.
sobota, 6 kwietnia 2013
wtorek, 26 marca 2013
Jest łatwiej
Miałem okazję
dotknąć osobę, która zdawała tegoroczny egzamin adwokacki. Taki pretekst do
wymiany zdań, a może raczej źródło zobowiązania do przeprowadzenia rozmowy. Okazało
się, że tutejsi aplikanci nigdy nie mieli zajęć z adwokatem, który powiedziałby
im jak napisać apelację w sprawie karnej (chodzi o takich, którzy zdawali w
ostatnich dniach egzamin, być może inne roczniki miały takie zajęcia). Pomyślałem,
że to jest właśnie mistrzostwo świata, bo jednak na szkolenie traci się kilka lat, wydaje sporo pieniędzy, a nie
uzyskuje w zamian podstawowych informacji koniecznych do zdania egzaminu. Powinny
być wykłady – rozmyślałem – ale myliłem się.
Do niedawna
uważałbym się za jednego lepszych kandydatów do przeprowadzenia takiego wykładu.
Zostałem jednak poproszony przez dziewczęta z TBSP, by przeprowadzić warsztaty z
pisania apelacji dla studentów i okazało się, że sprawa wcale nie jest taka
prosta. Strasznie dużo czasu trzeba poświęcić na profesjonalne przygotowanie
materiałów (czego nie zrobiłem i materiały były kiepskie), a takie kompleksowe
szkolenie z pisania apelacji dla ludzi, którzy nic o tym nie wiedzą musiałoby trwać
wiele godzin. Byłoby też nudne.
Obecna strategia
szkoleniowa jest zatem słuszna. Oszczędzając aplikantom nudnych wykładów, czy
warsztatów redukujemy zniechęcenie, czy nawet - co byłoby fatalne - zawodowe wypalenie. Nie
znam aplikanta, który lubi chodzić na wykłady. Jest więc oczywiste, że ta część
szkolenia winna być uznana nie tyle za zbędną co nawet szkodliwą, bo wyniszcza w młodych
ludziach pasję. Byłbym strasznie smutny gdyby okazało się, że ktoś nie lubi
pisać apelacji karnej. Na szczęście nawet jeśli tacy są, to nie mają okazji
dowiedzieć się o swej awersji. Dzięki temu wszystkim jest łatwiej.
środa, 20 marca 2013
Niewinna
Oto dramatyczna (i niezbyt składna) relacja osoby niesłusznie oskarżonej i ukaranej. Materiał potwierdza, że podejmowanie jakichkolwiek działań obronnych nie ma sensu. W końcówce bohaterka radzi jak skutecznie weryfikować wiarygodność zeznań.
sobota, 2 marca 2013
Znalezisko II
Niegdysiejszy Adam
(choć może za jakiś czas odszuka kody reaktywacji) stwierdził, że poprzednie
znalezisko nie jest klasycznym zażaleniem na areszt. To klasyczne zawierało
polemikę z tezą o obawie ucieczki i ukrywania się. Może się komuś przyda jak
będzie walczył o wolność oskarżonego, który uciekał zanim go złapano (a jak
wiadomo jest to walka beznadziejna). Stosowny fragment, napisany w dawnych,
weselszych czasach, brzmiał tak:
„Oskarżony uciekł
z zasadzki policyjnej. Nie sposób z tym polemizować. Nie wykazał się zresztą
jakimś wyrafinowanym sprytem, po prostu biegł szybciej od policjantów. (…)
Przywiązywanie wagi
do faktu tej ucieczki nie jest zasadne (…). Otóż kiedy człowiek orientuje się,
iż zastawiono na niego zasadzkę i w tej zasadzce właśnie się znalazł, to nie ma
wiele czasu na rozważenie sposobu postępowania. Reakcja jest spontaniczna, zaś
podjęcie ucieczki należy traktować jako atawistyczne zachowanie człowieka, którego
inni chcą złapać. Kto wie jak zachowałaby się osoba najbardziej prawa, gdyby
przypadkowo, bądź nieprzypadkowo zastawiono na nią zasadzkę.”
Jeśli kogoś to
interesuje, to wówczas się nie udało. Teza o „niezawinionej” ucieczce nie przekonała
Sądu, który obawiał się jednak, że oskarżony znów może „niechcący” uciec - gnany owym atawistycznym instynktem. Nie można
jednak wykluczyć, że inny skład podzieli tę argumentację, więc udzielam
niewyłącznej licencji na powyższy fragment. Proszę sobie go wklejać w
zażalenia.
Na koniec trzeba
odnotować, że bohater uciekał jeszcze nie raz. Policjant zapytany skąd pewność,
że zaobserwowany przez niego uciekający to właśnie bohater, zeznał, że
rozpoznał go po charakterystycznym sposobie biegu. Nie widział twarzy, stał
daleko, ale tyle razy widział biegnącego, że nie miał wątpliwości (a sposób biegu
był nie tylko charakterystyczny ale i bardzo prędki). Bohater dość niesprawiedliwie
ugrzązł na lata w więzieniu.
środa, 27 lutego 2013
Znalezisko
Znalazłem takie coś:
Okazało się, że lapidarność
uzasadnienia nie wykluczała korzystnego rozstrzygnięcia – sąd odwoławczy zastrzegł,
że tymczasowe aresztowanie zostanie uchylone po wpłacie poręczenia.
Trochę to pretensjonalne,
ale w sumie zabawne. Teraz już bym tak nie napisał (pięć i pół roku to jednak bezkres
czasu, wydaje mi się, że kiedy szedłem na posiedzenie przed S.A. to na skwerku dogorywały
ostatnie dinozaury).
Jeśli ktoś jest
młody i chciałby podążać ścieżką Juliusza Cezara, to dodaję, że przed S.A.
powiedziałem wszystko możliwie merytorycznie i poważnie, by pokazać, że to
wcale nie są żarty (bo nie były).
Szacunek należy się
składowi orzekającemu – bo dostrzegł w tym „uzasadnieniu” przejaw swobody
wypowiedzi, lecz również i klientowi, który nie wypowiedział mi pełnomocnictwa.
Nie pamiętam jak to skomentował. Być może pokazałem mu zażalenie dopiero po odzyskaniu
wolności.
sobota, 23 lutego 2013
Ratujcie kulturę RPA
Z ostatnich doniesień medialnych wynika, że zarzut zabójstwa narzeczonej
nie wystarcza, by trafić do aresztu w RPA. Może tam, opis czynu musi zawierać informację o konsumpcji ofiary? Może trzeba zabić przez zjedzenie żywej
jeszcze ukochanej, a wszystko to na golasa, w płetwach i poruszając się
wyłącznie tyłem? A może wystarczy być po prostu biednym i nieznanym, ale to wszędzie
sprzyja tymczasowemu aresztowaniu i nie może być uznane za specyficzne dla tego
dalekiego kraju. W każdym razie jeśli w sprawach takich jak ta Oscara
Pistoriusa, tamtejsi sędziowie korzystają z poręczenia majątkowego, to areszty
RPA muszą być bardzo smutne i nieciekawe.
Bo polskie areszty to dobre, a czasem
wesołe miejsca, gdyż nasi sędziowie dbają o dywersyfikację osadzonych. Wsadzają
podejrzanych o zabójstwo, ale i o kradzież, czy inne drobne przestępstwo. Jest
sprawiedliwie, bo bogaci nie mogą się uratować „kaucją”, a pełny przekrój społeczeństwa zapewnia wymianę
myśli i wpływa pozytywnie na kulturę więzienną. Tej kultury jestem zresztą coraz
większym entuzjastą i muszę przyznać, że w chwili słabości wykonałem ostatnio
nielegalny napis, który – w mojej ocenie – dynamizował dyskusję prowadzoną na
jednej z więziennych ścian. W ogóle w jednostkach penitencjarnych przeżyłem
mnóstwo miłych chwil i pouczających rozmów, stawiam więc jedną wizytę na
Montelupich przeciwko wszystkim romansom świata z najpiękniejszymi nawet dziewczętami.
Bo czy może być coś istotniejszego, bardziej spektakularnego i wartościowego
niż opowieści motocyklowe Ukochanego Klienta odegrane na oddziale szpitalnym
jednego z dobrych, polskich aresztów? Ta wielka improwizacja oczarowała widzów –
a było nas czterech (personel+ja) – i była jednym z ważniejszych doznań
estetycznych w moim życiu. Takich zdarzeń było znacznie więcej, ale polskie
jednostki penitencjarne gwarantują nie tylko rozwój duchowy i intelektualny.
Dzięki strategii marketingowej jednej z koleżanek kilka razy zdarzyło mi się
trafić na wyszukany, wręcz egzotyczny posiłek, którego wartość odżywcza była
dodatkowo należycie zbalansowana, by pozytywnie wpłynąć na garnitur mięśni
osadzonego. Takie historie nie zdarzają się na pewno w RPA. Nie ma
kulturotwórczego tygla, nie ma krytycznej opozycji wobec wymiaru sprawiedliwości,
nie ma naturalnego buntu. Czy ktoś tam konsultuje wpływ zabójstwa sędziego na dalszy
przebieg postępowania? Nikt, bo wszyscy kochają sędziów i straszna jest z tego
powodu nuda.
Polscy aplikanci adwokaccy, zamiast
zajmować się pisaniem sprzeciwu wobec skrócenia czasu aplikacji, powinni zrobić
coś wartościowego i wysłać list do sędziów RPA. Trzeba ich wezwać, by
zaprzestali zabijać kulturę więzienną i w końcu zrezygnowali z tych kaucji. To
odnowi ducha narodu, który przecież całkiem niedawno zerwał z apartheidem, a ma
problem z tak prostą rzeczą jak należyta represyjność wymiaru sprawiedliwości...
piątek, 15 lutego 2013
To dla Ciebie młody bandyto
Wszystkie
polskie niegrzeczne dzieci powinny być wdzięczne Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka. Ja
też muszę odszczekać dotychczasowe utyskiwania, bo oto wyistacza się
sprawiedliwość, a szczęście niedługo może zawitać na peryferia społeczeństwa. Niech te
wszystkie uszminkowane dziewczęta radośnie mrugają powiekami, niech chłopcy
urządzą dzień bez blanta, czy innej straszliwej aktywności.
Tu, i tu pisałem o tym, że w sądach dla nieletnich praktykuje się taki patologiczny zwyczaj
trzymania w schronisku dla nieletnich bez wydawania postanowienia o przedłużeniu
tego środka. Chodzi o to, że zamyka się „tymczasowo” na 3 miesiące, a potem – według sądów – wystarczy
wydać postanowienie o rozpoznaniu sprawy w postępowaniu poprawczym, by
wykluczyć konieczność orzekania o przedłużeniu umieszczenia w schronisku. Dzięki
tej praktyce dzieci są pozbawione wolności bezprawnie i w ogóle mają znacznie gorzej niż dorośli. Oczywiście
takiego „przedłużenia” nie da się zaskarżyć.
Korzystając z
porady Czytelnika złożyliśmy skargę do ETPCZ (najpierw próbowaliśmy sprowokować
zastosowanie pewnej tajemniczej instytucji, ale się nie udało). Tym razem wcale
nie trzeba było długo czekać na ten ich „przedsąd” (Trybunał poinformował rząd, zakreślił termin do odpowiedzi, kazał pisać w obcym języku). Nieważne przy tym jaki będzie
ostateczny rezultat, natomiast ważne jest to, że w jakimiś normalnym czasie zapadnie
rozstrzygnięcie i to właśnie daje jakąś nadzieję.
Ponieważ co
najmniej dwa lokalne sądy czynią opisane zło, a z pisma dyrektora schroniska
wynika, że w służbie owego zła pozostają również inne sądy, to proszę, oto
numer sprawy: 57722/12. Jak będzie w HUDOC’u to można sobie śledzić, a
niewykluczone, że wykorzystać.
W między czasie sprawa,
z powodu której ma się odmienić oblicze polskich sądów dla nieletnich zakończyła się. Zastosowano zakład
poprawczy z warunkowym zawieszeniem wykonania. Bohater siedział więc 8 miesięcy
bezprawnie (to akurat tylko 5 miesięcy), niesprawiedliwie i niepotrzebnie.
Może warto też
dodać, że przeprowadziłem bezsensowną korespondencję z Rzecznikiem Praw Dziecka.
W końcu poinformował mnie, że będzie monitorował sprawę. To jednak nie
pomagało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)