poniedziałek, 20 stycznia 2014

Egzorcyzm

W pierwszych sekundach znajomości wyjawił mi, że szatan jest bogiem w kryminalnej w Olkuszu. Zapamiętałem to lepiej niż jego nazwisko, wszak ta diagnoza przyczyn wszelkiego zła była imponująco prosta. Od tamtej pory (początek 21 wieku) pilnie śledzę ślady peregrynacji szatana. Ten zaś nie próżnuje.

Chodzi po domach, siada na skraju łóżka i patrzy. Przepędzany przez wędrownego kaznodzieję (on szczególnie uwielbia przesiadywać krawędzi łóżka i patrzeć), włóczy się po Mogilskiej 109. Zagląda w oczy świadkom, podszeptuje, mota. To dzięki niemu, wywodząc apelację w sprawie trwającej od roku 2006 (warto podkreślić, że czwartą apelację), mogłem podsumować działalność twórczą jednego z przesłuchiwanych:



znany dobrze, spotykany jednak niezbyt często
dwa, trzy, a także kilkanaście razy
zamieszkały w warsztacie, lecz równie dobrze gdzie indziej
o imieniu: Grzesiek, Mirek, a być może Stefan
posiadający klub, gdzie dziewczęta jeżdżą na wrotkach
klub nigdy nieodnaleziony
będący najważniejszym szefem
i prostym ładowaczem amfetaminy
rozpoznany w sześćdziesięciu procentach
praktycznie z całą pewnością
i nie rozpoznany wcale

jest sprawca przestępstwa z pkt. V aktu oskarżenia.


Szatan biegł razem ze mną i wrzeszczał „Komentarz do pewnej fotografii” Wojaczka, kiedy uznałem, że taka forma prezentacji ekstraktu z wieloletnich relacji świadka jest najlepsza. To szatan nadał świadkowi tę szczególną właściwość: nigdy niczego ostatecznie nie potwierdza i nigdy niczemu nie zaprzecza. Rozpaczliwe próby okiełznania nieszczęśnika (przyjacielskie odprowadzenie do sądu przez funkcjonariuszy cbś, dyscyplinujące przesłuchanie przez prokuratora w ramach równoległego wątku, uprzejme prośby sądu) zdały się na nic. Zresztą i tym razem wyrok uchylono, a sprawa po raz piąty będzie rozpoznawana w pierwszej instancji. Znów zobaczymy więc tę umęczoną twarz, ciało wyniszczone szatańskim wpływem, znowu usłyszymy kolejną wersją, którą zrelacjonuje umysł spenetrowany przez zło.

Dotychczas tylko jedna forma egzorcyzmu okazała się skuteczna. Uniewinnienie. Taka decyzja, podjęta wiele lat temu co do niektórych oskarżonych, częściowo uwolniła Zagubionego od męki relacjonowania wężowych podszeptów. Dla tej sprawy nie ma już nadziei, ale w przyszłości warto rozważyć odprawienie egzorcyzmu przed wysłaniem aktu oskarżenia. Wieloletnie dociekanie przyczyn skrajnych rozbieżności prowadzi bowiem do jednego tylko wniosku: szatan jest bogiem.



sobota, 11 stycznia 2014

Bal w Operze



Tak się złożyło, że od niedawna Palestra ma za sobą rok Tuwima.  Szczęście, że odpowiedzialni jej Członkowie zdążyli w tamtym roku ogłosić o wydarzeniu, które już dziś. O kolejnym kroku milowym w kształtowaniu kulturalnej i społecznej wrażliwości młodszych i starszych przedstawicieli adwokackiego rzemiosła. To dzięki inicjatywie Samorządu oraz determinacji i zaangażowaniu poszczególnych jednostek, z prawdziwą przyjemnością można cytować Juliana Tuwima:

Dzisiaj wielki bal w Operze

Będzie Koncert Gwiazd, Gwiazda Główna (gwiazda neutronowa*) i Gwiazdy Towarzyszące (gwiazdy kwarkowe**). Będą Goście Specjalni (gwiazdy rozbłyskowe***). 

Sam Potężny Archikrator
Dał najwyższy protektorat (...)
Na afiszu - Archikrator,
Więc na schodach marmurowych
Leży chodnik purpurowy

Ale przede wszystkim - będzie Bal. I to już za chwilę. Zza szyby Kancelarii spowitej w  sobotnią ciemność prawie słychać niespokojne uderzenia kół o bruk, jakiś zamęt, pośpiech. Entuzjastyczne pokrzykiwania, nieśmiałe przywitania i pierwsze życzliwe uśmiechy. Dostojny szum cennych silników, jazgot taksówek, pośpieszne stukanie wysokich obcasów. 

Konie pienią się i rżą,
Ryczą auta, tłumy prą,
Wszędzie ostre pogotowie,
Niecierpliwe wina wrą,
U fryzjerów ludzie mdleją,
Czekający za koleją (...)

Okolice Opery przeżywają oblężenie. Ruchem kieruje funkcjonariusz w białych rękawiczkach, wdzięcznym gestem kontrolując porządek opuszczania skrzyżowania.

Szef policji pierś wysadza
I spod marsa sypiąc skry,
Prężnym krokiem się przechadza...
Co za gracja! Co za władza!
Zajeżdżają futra, fraki,
Lśniące laki, szapoklaki,
Uwijają się tajniaki

Szczęśliwcy, którzy już w Operze, czynią zapewne ostatnie poprawki nienagannych strojów. Strzepują niewidzialne pyłki z mankietów i rozglądają się. Panie szturmują łazienki. Panowie szturmują punkty obserwacyjne. Atmosferę przepełnia żądza i głód fascynujących doznań muzycznych i kulturalnych.

W szatni tłok,
W lustrach - setki,
Potrzaskują
Damskie torebki,
Każda poprawia, każda zerka -
I boty! numerek! bez numerka!
I jeszcze pudrem
I jeszcze usta
I lustra lustrem
I znów do lustra

Są towarzyscy. Poszukują i otrzymują serdeczności. Wymieniają grzeczności. Całują się w policzki i przytulają. Opowiadają o tym, co spotkało ich w roku Tuwima i jak jeszcze niedawno z sentymentem żegnali ten szczególny rok. Nad nimi muzy, Melpomene i Polihymnia, lekko spocone, zacierają ręce z zadowolenia.

I buldogi i terriery
I szynszyle i ordery,
Generały i wikingi,
Admirały i goeringi,
Bambirały, bojarowie (...) 
Ostro gra orkiestra-kiestra,

Z czterech rogów, czterech estrad
Pryska extra bluzgi grzmiące,
Miedzią pluska i mosiądzem
I bac! w blask, w oklaski, brawo,
W- drgawki metalową lawą
I jazz w blask grzmiąc furioso (...)


Koncert Gwiazd to niezapomniane przeżycie kulturalne, zwłaszcza w towarzystwie tak znamienitym, jak dziś wieczorem. Uczestnik nakarmi więc zmysły do syta. Na cały rok, na zaś, na wskroś. Nie samym chlebem wszak żyje adwokat.

Satanella - blasku smuga
I oblana srebrną lamą
Bystrych bioder centryfuga!
...Z satyrycznym erotyzmem
Na tajniaka tajniak mruga. (...)
A tu dalej wrą w zabawie,
I na scenie, rosnąc w blaski,
Wybuchają białe pawie
Ogniomiotem zórz bengalskich,

Niestety, żołądki pozostają cielesne nawet w obliczu najwyższych doświadczeń duchowych. Zmęczeni uczestnicy tego wydarzenia na pewno będą się posilali najwyborniejszymi potrawami, podawanymi w sposób wykwintny. Zaprezentują najwyższej klasy maniery konsumpcyjne. Ściszone rozmowy o co bardziej przejmujących ariach wkomponują się w tło posilania ciał.

Burbon z młodym Rastakowskim
Serpentynę flaków wcina,
Na talerzu Donny Diany
Ryczy wół zamordowany,
Dżawachadze, prync gruziński,
Rwie zębami tyłek świński,
Rozdzierane kaczki wrzeszczą,
Tłuszczem ciekną, w zębach trzeszczą,
A najgorzej przy kawiorze:
Tam - na zabój, tam - na noże,

Po czasie smutnych pożegnań, ostatnich uśmiechów i spojrzeń, uczestnicy Balu wrócą do domów. Nad ich bezpieczeństwem będą czuwali zawsze gotowi, kompetentni i dyskretni funkcjonariusze Policji, którym nieobca jest wyszukana galanteria.

Słowikowski z trzeciej śledczej
Mówi, że mu w żółtych letczej,
Czarne palą jak cholery,
A najgorzej - to lakiery.
Macukiewicz z jedenastki
Patrzy w szpice, widzi gwiazdki:
Dobra pasta, połysk śliczny,
Całkowicie elekstryczny.

I nie ma się co dziwić, że spektakularne wydarzenie, o którym mowa, organizowane jest raz do roku. Ma wszak zaspokoić nieposkromiony apetyt na sztukę i kulturę. Nakarmić wrażliwość tak spragnioną, że wręcz wyczerpaną. Nie będzie więc nadużyciem stwierdzenie, że uczestnictwo w tegorocznym Balu to niezbędny element samorządowej egzystencji każdego świadomego Członka Palestry.

Jeżeli komuś nie udało się w tym roku uczynić zadość tej miłej powinności, może dalej zgłębiać motyw balu w literaturze. Zaraz za Tuwimem polecam Bułhakowa. 
Fragment udanej ekranizacji tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=GDuYlnXWAHk





*gwiazda zdegenerowana powstała w ewolucji gwiazd o dużych masach, podczas wybuchu supernowej lub kolapsu białego karła. Średnica gwiazdy neutronowej to 10-15 km, masa: 1,4 do 2,5 mas Słońca. Łyżeczka materii neutronowej ma masę ok. 6 miliardów ton;
**zbudowana z materii dziwnej. Istnienie materii spekulowane wewnątrz gwiazd neutronowych. Dezintegracja nukleonów do materii kwarkowej i powstaje kwarkowa gwiazda;
***gwałtownie zwiększają jasność w ciągu kilku minut lub godzin. wzrost jasności w całym widmie. Głównie to ciemne czerwone karły, choć mogą nimi być również karły brązowe.

piątek, 27 grudnia 2013

Wiązanki pieśni młodzieżowych


Kiedy jest wybuch w elektrowni atomowej, to UFO pomaga. Na przykład w Czarnobylu widział je pan Michaił Waricki, tamtejszy dozymetrysta. UFO pomogło, zneutralizowało i odfrunęło. Pięć lat później, po kolejnym pożarze, UFO powróciło i sfotografował je pan Władimir Sawran. Nie ma więc żadnych wątpliwości, że to prawda.

Niestety obce cywilizacje pozostają obojętne na codzienne, adwokackie kataklizmy. Nie pomagają, nie łagodzą,  nie neutralizują. W obliczu klęski jesteśmy samotni, zagubieni w czeluściach czarnego, bezdennego kosmosu naszej rozpaczy. Ukojenia, źródeł odwagi i inspiracji musimy szukać samodzielnie. Oto dwie wiązanki pieśni, które ułatwiają wykonywanie zawodu adwokata, dziesięć utworów, dzięki którym jest łatwiej (pani Kamila dała siedem, ale o mocy dziesięciu). Ich wybór, to wszystko co możemy dla was zrobić.

(wiązanka mb)

1. „Zabrali mi jaja” Zacier – idealna pieśń na wyjście (koniecznie w tym wykonaniu: http://www.youtube.com/watch?v=H06IX2QH2I0). Wysłuchana po przebudzeniu pozytywnie determinuje aktywności podejmowane w ciągu całego dnia, pozwala na odnalezienie miejsca w szeregu i właściwe postrzeganie współuczestników codziennego trudu. W drodze do pracy nucimy: idę sam właśnie tam, gdzie nie mają jaj, idę sam właśnie tam, gud baj.

2. „Today” Smashing Pumpkins – czasem bywa łatwiej gdy przypomnimy sobie, że miłość jednak jest, a pocałunki w sądowej windzie mogą przytrafić się każdemu (z wyjątkiem objętych obowiązkowym treningiem, a w konsekwencji zakazem korzystania z tego urządzenia). Pełny, pożądany efekt osiągamy po obejrzeniu wideoklipu.

3. „Nieprzysiadalność” Świetliki – adwokat umiera gdy zaczyna mu się wydawać, że sukces zawodowy wymaga dobrych relacji z personelem Babilonu. Ten utwór wprowadza w nastrój wykluczający nawiązanie zgubnych znajomości. Jeśli po nim będziemy jednak złaknieni poczucia współuczestnictwa, to włączamy refren pieśni Defekt Muzgó Defektu Muzgó.

4. „Walk” Pantera – pierwotnie lekarz zapisał ten utwór Lancowi Armstrongowi, ale okazało się, że ten nie potrafił pedałować z walkmenem. Skorzystali więc z innych środków. Niektórzy twierdzą też, że piosenkę stworzył Mike Tyson w życiu prenatalnym. Odsłuchujemy kiedy trzeba odpowiedzieć na zło.

5. „220 V” El Dupa, albo „Mogę wszystko” WWO, albo „Jesteś Bogiem” Paktofonika, itd. - kiedy potrzebujemy inspiracji i pewności siebie, by coś powiedzieć w sądzie.

6. „Rain, When I Die” Alice in Chains –  utwór dowodzi, że stukanie w komputer i łażenie po sądzie (za dobre w sumie pieniądze), nie jest najgorszą rzeczą jaka może się wam w życiu przytrafić. Po tej piosence Joy Division  to dziadki z Muppetów.

7. „Jedna miłość” Reno, Lilu – dobra energia, remedium na słotne popołudnia, gotowy tekst Lilu do recytowania petentom: „nie dziw się, że chcę ten pieniądz zgarnąć, nic oprócz rapu tutaj nie jest za darmo (...)”.

8. „Enter Of The Ninja” Die Antwoord – stosować zamiast amfetaminy, czy innych pobudzaczy. Również w czasie dobierania stroju roboczego (z uwagi na niewymuszony, radosny eklektyzm). W każdej sytuacji, kiedy konieczne jest zrobienie czegoś względnie dzikiego. Zaawansowani mogą spróbować innych utworów: Evil Boy, U Make Ninja Wanna Fuck, itd. Bezpieczniej słuchać po pracy. Ich istnienie dowodzi, że UFO naprawdę pomaga.

9. „Hoken” Noon  - najzimniejsza dyskoteka świata. Wytchnienie. W zastępstwie można użyć utworu „Idziemy na skraj” Siekiery. 

10. „Wielkie Wuesbe” Niwea – przed snem zastępuje wszystkie narkotyki, alkohole i dopalacze. Jeśli komuś mało, to może uzupełnić o „Portret z kabli” tej samej formacji.


***

(wiązanka p. Kamili)

Polecam lżejszą muzykę. Momentami frywolną. Daje przeciwwagę.

Przyjmijmy, że jest poniedziałek, i:

I. udajemy się  z rana na przesłuchanie do KP - słuchamy: http://www.youtube.com/watch?v=rQ0eQ0caKP0 (pocieszą nas nieśmiertelni towarzysze niejednego dzieciństwa, głęboko niebiescy, żyjący w dziwacznej komunie. Niepokojący niedobór kobiet. Ale za to mają Papę, który wie, co robić. Czasem gubią się, chodząc po lesie, ale mimo niebezpieczeństw i ekstremalnych przygód znajdują drogę powrotną.);

II. jak igły w stogu siana szukamy zatrzymanego żołnierza - słuchamy: http://www.youtube.com/watch?v=hU1q6yKguqE (odnaleziona przeze mnie w internecie po wizycie w siedzibie krakowskiej Żandarmerii Wojskowej. Leciała tam z radia, a żołnierze słuchali z nostalgią. Można podumać.);

III.  wracamy do bazy - renomowanej, wiodącej kancelarii, która miażdży konkurencję. Używamy ciała do wertowania komentarza, picia kawy, nerwowego tupania obutą stopą w podłogę, pisania pisma i rozmowy z Szefem o pogodzie. (jednocześnie słuchamy: http://www.youtube.com/watch?v=PNl9M5TxGC8 i jesteśmy bezpieczni, bo wiemy, że on czuwa i wszystko będzie dobrze.);

IV. wpadamy w ostatniej chwili do sądu. Potrzebujemy motywacji, natchnienia i łazienki. Rezygnujemy z łazienki, bo nie ma czasu. (biegnąc po schodach - winda zakazana - zwalniamy i włączamy w słuchawkach  http://www.youtube.com/watch?v=8unEo4tdVVQ  i pamiętamy, gdzie tak naprawdę jesteśmy. Sąd nie istnieje. Wszystko za chwilę może się zdarzyć.);

V. spotykamy się z klientem oskarżonym o straszne przestępstwo. On pyta nas, co może zaśpiewać jutro, gdy będzie ogłaszany wyrok w jego sprawie. Doradzamy, by zrezygnował z Jesteś szalona. Proponujemy, by docenił ciszę. (jeśli już coś musi, to niech zaśpiewa z szacunkiem: http://www.youtube.com/watch?v=rW0TgYZn_tk);

VI. kolejny klient, przestępstwo narkotykowe. Nie wie co śpiewać, ale umie suszyć, skruszyć zmielić i zważyć. Włączamy: http://www.youtube.com/watch?v=0zRCNJNzTUs i powstrzymujemy się, by nie podrygiwać. W końcu to tylko bajka, a Pan Kleks nie istnieje. Żegnamy Młodego Zielarza.


I tak mija dzień. Czasami trzeba jeszcze postać na poczcie całodobowej. Ja bardzo to lubię, bo można spotkać innych aplikantów i porozmawiać o cenach znaczków. Być może ktoś wolałby inaczej spędzić ten czas (ratunku niech poszuka w ukraińskiej piosence, która nie potrzebuje tłumaczenia: http://www.youtube.com/watch?v=prHAvMMM6iU).



poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rzeczywistość albo śmierć

To była straszliwa zbrodnia. Ściął co najmniej dziesięć i ususzył. Sąd Okręgowy dostrzegł wprawdzie okoliczności łagodzące, ale orzekł karę pozbawienia wolności. Apelacja niewiele zmieniła, jednak dzięki niej znamy historię tego bezwzględnego przestępcy (wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 22 czerwca 2012, sygn. II Aka 177/12, KZS 2012/10/96). Trzeba mieć nadzieję, że nie zmarnował czasu spędzonego w jednostce penitencjarnej i żyje teraz z popełniania zupełnie innych przestępstw.

Zakład karny jest bowiem najlepszym miejscem dla zbrodniarzy suszących ziele konopi innych niż włókniste. Dobrze, by spędzili w nim co najmniej 3 lata, zyskując czas na staranną i wszechstronną edukację oraz zapoznanie się z regułami czy też kulturą życia więziennego. Osobiście jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, przy czym byłoby jeszcze lepiej, gdyby za suszenie tych groźnych roślin orzekano karę śmierci. Zresztą jako neofita próbujący zachować pełną abstynencję, oraz wymagający jej od osób, z którymi łączą mnie więzi zawodowe i emocjonalne, byłbym szczęśliwy gdyby takie same kary orzekano za poddawanie innych roślin procesom prowadzących do uzyskania alkoholu etylowego. Rzeczywistość albo śmierć.

Póki co, zgodnie z powszechnie obowiązującą wykładnią art. 53 ust. 1 i 2 oraz art. 63 ust. 1 i 3 ustawy o przeciwdziałaniu narkomani, suszenie konopi innych niż włókniste to wytwarzanie środka odurzającego. Zestawiając przywołane orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Katowicach (jak również orzeczenia innych Sądów Apelacyjnych) oraz orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 23.9.2009 (I KZP 10/09) uzyskujemy możliwość przyjęcia, że ususzenie jednego krzaka, stanowi zbrodnię zagrożoną karą od trzech lat pozbawienia wolności. To ekscytujące dla adwokata spłacającego kredyt zaciągnięty we frankach szwajcarskich i obciążonego licznymi obowiązkami alimentacyjnymi. Gdyby zbrodniarzom groziła jednak kara śmierci, to płaciliby lepiej.

Dobro zwyciężyło już w roku 2005, kiedy to Sąd Najwyższy dokonał wykładni art. 40 i 49 poprzedniej ustawy o przeciwdziałaniu narkomani (były to przepisy analogiczne do art. 53 i 63 obecnej ustawy). Wówczas Najjaśniejszy Sąd doszedł do przekonania, że nie ma żadnych podstaw, by pojęcie „wytwarzania” ograniczać jedynie do obróbki chemicznej, zaś działania wykraczające poza uprawę i zbiór należy uznać właśnie za wytwarzanie i kwalifikować wykorzystując art. 40 (obecnie 53) ustawy (IV KK 14/05). Za Sądem Najwyższym podążyły Sądy Apelacyjne. Osoby wrażliwe mogłyby mieć wątpliwości, bo skoro w art. 53 upn wyszczególniono przetwarzanie słomy makowej, a nie wymieniono ziela konopi, to może suszący ziele odpowiada jedynie za jego posiadanie. W języku potocznym suszenie trudno też utożsamiać z wytwarzaniem (powiedzcie babci sąsiadce, że wytwarza suszone śliwki – nazwie was zboczeńcami). Osoby wrażliwe pomyślą więc: wsadzajmy ludzi na lata do więzienia, a nawet zabijajmy ich, czyńmy to jednak z delikatną ostrożnością, tylko wówczas gdy święty, racjonalny prawodawca pozwala.

Sprawę załatwia jednak ustawowa definicja „wytwarzania”. To między innymi „czynności, za pomocą których mogą być otrzymywane środki odurzające” (art. 4 pkt. 35 upn). Już dziadek Wróblewski pisał, że taka definicja zabija język potoczny i znaczenia do których jesteśmy przyzwyczajeni. W ustawowej fikcji wszystko jest wytwarzaniem, również suszenie i jakakolwiek dyskusja nie ma sensu. Ta fikcja stoi na straży rzeczywistości, chroni nas i nasze jeziora.

Koszty korzystania z tych fikcyjnych pojęć są jednak ogromne, a wystąpienie o ich zwrot niemożliwe. Znakomita większość praktykujących na niwie prawa karnego nie stroni więc od alkoholu, a z tym jest jak z Chew-Z: kto raz spróbuje, nigdy nie wraca do stanu poprzedniego. Nawet incydentalne próby na zawsze zmieniają parametry aparatu poznawczego. Ułatwiają stosowanie przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, ale użytkownicy alkoholu wcale nie porządkują swej rzeczywistości. Każdy ma Palmera Edritcha. Takiego, na jakiego zasłużył.








niedziela, 15 grudnia 2013

Szaleństwo




Płock, rok 1870.

Dla twego czynu - uwodzicielu - niema współmiernego odwetu - tobie sprawiedliwość tu wymierzoną nie będzie - bo ty niemasz coby ci odjąć można wzamian za zdeptaną niewinność dziewczyny! (...)
O! nie!! - Tam , w pustem polu błądzi samotna, szalona dziewczyna; - nie własnej woli, lecz wyższych przeznaczeń popychana siłą - bezwładna, a jednak do celu dążąca, - staje nad wyrodzonym jakby dla niej umyślnie z łona oparzeliska płomieniem - i to bezrozumne - rozumnych wyroków narzędzie - bezwiednie chwyta gorące zarzewie i spustoszenie w środek dziedzictwa twojego niesie!*

Była tylko służącą. Zaszła z nim w ciążę, zostawił ją, ożenił się z bogatą panną. Nie wytrzymała. Podpaliła mu dom, stajnię, wozy i to, co znalazło się na jej drodze. Skazana na pozbawienie wszelkich praw i osiedlenie w odległych miejscach Syberyi. Koszta sądowe umorzono. 


Kraków, rok 2013.

Sąd zarządził wykonanie kary pozbawienia wolności, bo skazana uchylała się od dozoru i to w sposób rażący, kpiąc sobie z orzeczonego wyroku i nałożonych na nią obowiązków. (...) po stronie skazanej nie ujawniły się żadne szczególne okoliczności, które sprzeciwiałyby się powyższemu. Bowiem deklarowana przez skazaną okoliczność, że pozostaje w leczeniu psychiatrycznym nie ma żadnego znaczenia dla rozstrzygnięcia przedmiotowej sprawy, tym bardziej, że z opinii psychiatrycznej sporządzonej na potrzeby postępowania II K (...) wynika, iż jest całkowicie poczytalna.**

 Zaskarżyłam w całości postanowienie Sądu Rejonowego, zarzucając:
- brak ustanowienia dla skazanej obrońcy w postępowaniu wykonawczym, mimo zaistnienia uzasadnionej wątpliwości co do jej poczytalności, czyli w warunkach obrony obligatoryjnej; 
   - brak ustalenia, czy kontakt skazanej z kuratorem i negatywna jej postawa względem obowiązku dozorowego wynikała ze świadomego wyboru, czy z uwarunkowań zdrowotnych - problemów na tle psychicznym, niezależnych od woli skazanej, a wskutek tego:
   - nieuczynienie niezbędnych ustaleń faktycznych dotyczących wpływu aktualnego stanu zdrowia psychicznego skazanej na ukształtowanie jej relacji ze sprawującym dozór kuratorem.

Wniosłam o przekazanie z powrotem, mówiąc dłuższą chwilę, dlaczego to dobra decyzja. Adolf Popławski na pewno powiedziałby lepiej, że popełniła szaleństwo-lecz to, właśnie dlatego że szaleństwem było, poczytanem jej być nie może*. Sąd Penitencjarny rozważył i odroczył, żeby sprawdzić, czy faktycznie być może niepoczytalność - nie swoją opinią, pożyczoną.


W obu sprawach - tej teraz i tej sprzed 143 lat - szaleństwo.


cdn.



Aktualizacja - 18 stycznia 2014 r.: Sąd Penitencjarny uchylił do ponownego. Pożyczona opinia okazała się pokrywać czasowo z niewypełnianiem obowiązków dozoru. Moje serce zaznało cienia nadziei, która pewnie po czasie okaże się szaleństwem.





* fragmenty Obrony za Rozalją A... adwokata Adolfa Pepłowskiego, znalezione: Wybór obron sądowych Adolfa Pepłowskiego, Materjały do dziejów adwokatury w Polsce, Zeszyt II. Warszawa, 1912.; pisownia oryginalna;
** fragmenty postanowienia Sądu Rejonowego, Wydziału II Karnego, Sekcji wykonania orzeczeń; pisownia oryginalna.