poniedziałek, 8 czerwca 2015

Wybranka

Zadzwonił pan z gazety i okazało się, że prowadzona jest dystrybucja korespondencji RPO w sprawie jednego z niegdysiejszych wpisów. Ja to Państwu opowiem w sposób sobie właściwy.

Zdradziecki atak złego obywatela Burdy nastąpił kilka miesięcy temu. Perfidnie, a nade wszystko znienacka, uderzył on w policję i sądy z taką mocą, że przerażonym funkcjonariuszom przed kamerami rozmazywały się twarze. Służby prasowe podjęły nierówną walkę, ale agresja złego obywatela Burdy była nie do powstrzymania. Samotni, wylęknieni i bezradni musieli być policjanci kierujący tutejszą policją. Co rusz klikali pewnie myszką na tekst o art. 50a k.w. i truchleli. Na nic zdało się wsparcie prasy i telewizji, na nic słuszne głosy oburzenia telewidzów i czytelników. Zło zbierało obfite plony, a nikt nie udzielał skutecznej pomocy nieszczęsnym (trzeba przy tym odnotować, że kolejnym przejawem dziwności bytu jest fakt, że policjantów, którzy zajmują się pracą, atak ten jakby nie dotyczył i być może nawet ich nie zainteresował, okoliczność ta potwierdza jednakowoż potworną nikczemność i skrytobójczą moc agresji). 

Wydawało się, że wszystko już stracone, świat runie zaraz w ohydną obłudę, zaś my unurzamy się w zbrodni. Zły obywatel Burda triumfował i sycił się zwycięstwem nad wszystkimi organami ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Opanował je, zawładnął i uczynił nieprzydatnymi do użytku. Wtedy Pan (bo któż inny?) natchnął Wybrankę. 

Wybranka nazywała się Aleksandra Wentkowska. Była doktorem prawa, pełniła funkcję Pełnomocnika Terenowego Rzecznika Praw Obywatelskich, a zatem była idealnym obrońcą policji i sądów przed okropnym atakiem obywatela. 

Wybranka sporządziła pismo. Korzystając z jej uprzejmości możemy zaprezentować ten dokument bez skrótów. Przed jego lekturą warto uświadomić sobie jak wielką i awangardową pracę interpretacyjną wykonała autorka. Otóż z art. 1 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich wcale nie łatwo wyczytać, że celem istnienia instytucji Rzecznika jest ochrona organów państwa przed obywatelem (nawet złym Burdą). Wybrance się to jednak udało i chociażby z tego powodu każdy sympatyk egzegezy tekstów prawnych winien darzyć ją szczególną atencją.  












Z naszej perspektywy najważniejszy fragment wystąpienia, to ten, w którym zwrócono uwagę, że „trudno zaakceptować sytuację, w której adwokat zamieszcza w treści swego bloga wypowiedzi, (...) które mogą obiektywnie zostać uznane za naruszające zasadę niezawisłości sędziowskiej, nadto zawierające formułowane bez uzasadnienia zarzuty kierowane pod adresem organów stojących na straży bezpieczeństwa publicznego i strzegących praworządności, a także wręcz ośmieszających osoby wykonujące ww. zawody.” Wcześniej autorka wskazała na przykłady nieprawidłowych wypowiedzi złego obywatela Burdy: o „niesprawiedliwym karaniu przez sądy” i o „umiejętnym biciu w tym mieście przez policjantów”. 

Cytowany fragment zmiażdżył złoczyńcę. Wprawdzie autorka nie przedstawiła swojej propozycji interpretacji art. 50a k.w., jednak widać wyraźnie, że ma rację. Warto też zwrócić uwagę na brawurową tezę (ale przecież po głębszym namyśle nader trafną), o naruszeniu zasady niezawisłości sędziowskiej. Przecież zły obywatel Burda, krytykując praktykę stosowania art. 50a k.w. powołał się w swoim tekście komentarz do kodeksu wykroczeń! Dobrze, że ten zuchwały zamach został zdemaskowany i potępiony. Sędziowie odetchnęli.

Pismo Wybranki jest jednym z najskuteczniejszych przejawów prawniczej sztuki epistolarnej ostatnich czasów. Otóż zły obywatel Burda postanowił wszystko zmienić. Przeprasza zatem i apeluje do Państwa, by nigdy nie krytykować policji i sądów. Szczególnie nie wolno sięgać do takich środków wyrazu jak ironia, pastisz, karykatura. Nie wolno kwestionować praktyki stosowania przepisów, najlepiej w ogóle nie czytać i nie powoływać komentarzy, czy tez z piśmiennictwa! Organy Państwa trzeba chwalić i mówić o nich radośnie, z zapałem. W społeczeństwie obywatelskim, w którym Rzecznik Praw Obywatelskich strzeże wszystkich obywateli i wszystkie jeziora, jakakolwiek dyskusja jest zbędna, jest zdradziecka i tylko niepotrzebnie jątrzy. Od dzisiaj, z całego serca i mocy, wszyscy razem, pomagamy policji i sądom. Kochamy je i przestajemy być wichrzycielami. 

By jeszcze bardziej Państwa przekonać podajemy pierwszy pozytywny przykład naszego apelu. Poniżej zamieszczamy fotografię części obywatela (a dokładniej oka), dla którego Rzecznik Praw Obywatelskich niczego nie musi robić. Obywatela, który zachował się bardzo odpowiedzialnie i pomógł policji tuż po zatrzymaniu. Obywatela, który nie czekał, nie zastanawiał się, nie musiał być upominany pisemnie przez dr Aleksandrę Wentkowską. Obywatela, który (co udokumentowano stosowną notatką służbową) pobił się sam.  


wtorek, 26 maja 2015

Propozycja


Na dwa miesiące przed rewolucją w kodeksie karnym prokurator zaproponował za posiadanie 1.7 grama konopi innych niż włókniste: 2 miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, grzywna 500 zł, nawiązka 500 zł. I tym razem zło nie przyszło od strony morza.  

poniedziałek, 18 maja 2015

Ostatnia runda Yukio Mishimy

Zamachowcy docierają zbyt szybko. Wprawdzie generał Mashita na pewno jest już w swym gabinecie ale zamach musi być rozpoczęty zgodnie z planem, o wyznaczonej godzinie. W bazie dowództwa piechoty japońskich Sił Samoobrony nie brakuje o tej porze żołnierzy, którzy zgodnie z założeniami na pewno dołączą się do spiskowców. Jednak i to nie może zmienić scenariusza starannie przygotowanej akcji. Samochód z Yukio Mishimą i czterema towarzyszami wyrusza więc na dodatkową rundę wokół bazy.

Yukio Mishima jest na szczycie. Trzykrotnie nominowany do nagrody Nobla. Już pierwsza powieść „Wyznania Maski” odniosła ogromny sukces w Japonii, nie inaczej było z kolejnymi. Jest również autorem licznych sztuk teatralnych, esejów i wierszy. Dba o ciało. Przez 15 lat uprawiania kulturystyki nie opuścił żadnego treningu. Wyczynowo ćwiczy kendo i karate. W 1968 roku założył patriotyczne stowarzyszenie Tatenokai i stanął na jego cele. To jego członkowie udają się z Mishimą do bazy Sił Samoobrony w dniu 25 listopada 1970 roku.

Zamachowcy są uzbrojeni w samurajskie miecze. Nie muszą ich jednak używać, przecież Mishima jest powszechnie znanym i szanowanym obywatelem, więc bez rozlewu krwi docierają do gabinetu generała Mashita. Natychmiast przywiązują go do krzesła i zmuszają do wydania rozkazu, by wszyscy żołnierze stacjonujący w bazie zgromadzili się w przed budynkiem. Jest ich dziewięć tysięcy.

Mishima wychodzi na balkon. Zamierza wezwać zgromadzonych do przywrócenia dawnej pozycji cesarzowi, zamachu stanu i zmiany konstytucji. Chce niezależności od Stanów Zjednoczonych i porzucenia konsumpcyjnego modelu życia na rzecz tradycyjnych wartości dawnych wojowników. Ma przygotowane półgodzinne przemówienie, ale wojsko nie chce go słuchać. Wykrzykują obraźliwe słowa, nazywają szaleńcem. Wieść o próbie zamachu szybko się rozprzestrzenia, nadlatują helikoptery, nadjeżdżają karetki, już nikt nie słyszy mówcy.

Po dziesięciu minutach zrezygnowany Mishima wraca do gabinetu generała Mashita i przystępuje do ceremonii seppuku. Jest przygotowany. Dwa dni wcześniej napisał wiersz, który będzie mu towarzyszył w ostatnim tchnieniu. Zapobiegliwie uporządkował doczesne sprawy (wynagrodzenie dla adwokatów pozostałych spiskowców, oddanie wydawcy zakończenia powieści „Płodne morze”). Mishima przebija się mieczem, a jeden z towarzyszy – biegły w kunsztach kendo Hiroyasu Koga – odcina mu głowę. Seppuku popełnia też Masakatsu Morita.


***

Ten zamach nie miał najmniejszego sensu. Był wyłącznie gestem o wydźwięku estetycznym. Służył stworzeniu sprzyjających okoliczności dla podążającej za pięknem śmierci. To przejaw ostatecznej i bezwarunkowej afirmacji tych problemów, pełnego im podporządkowania, łącznie z wyborem daty i okoliczności utraty życia.


Kilka miesięcy temu próbowałem przekonać sąd, że dalsze tymczasowe aresztowanie jest zagadnieniem z zakresu wyborów estetycznych, jednak duch Yukio Mishimy nie został skutecznie przywołany. Sąd jednoznacznie stwierdził, że „Decyzja o przedłużeniu (lub nie) wobec oskarżonego X.X. tymczasowego aresztowania ponad okres dwuletni, nie jest bowiem kwestią „wyborów estetycznych” czy „smaku” (k. 3 zażalenia), nie jest też uzależniona od „problemu wizerunkowego” sprawy (k. 3 zażalenia), ale wyłącznie od spełnienia (lub nie) przesłanek tymczasowego aresztowania, zawartych w określonych przepisach procedury karnej, w tym obowiązkowo w art. 263 § 4 k.p.k., jako że na obecnym etapie postępowania mamy już do czynienia z nadzwyczajnym przedłużeniem tymczasowego aresztowania, tj. na okres ponad 2 lat”. Po 6 miesiącach jestem gotowy bronić tezy, że gdyby na problem tymczasowego aresztowania spojrzeć z „perspektywy estetycznej” i stosować przepisy procedury karnej mając na uwadze „jak to będzie wyglądało”, to udałoby się uniknąć katastrofy. 

Wówczas nie mogłem jednak opowiedzieć o zamachu Mishimy, bo twórcę tego kojarzyłem tylko z deszczem, który wiele lat temu zaczął wpadać na scenę podczas jednego z niegdysiejszych spektakli (według  scenariusza tego dramaturga) w lokalnym teatrze. 

Dopiero niedawno zobaczyłem obraz. Państwo też powinni.



Obraz pana Jacka Sroki „Ostatnia runda Yukio Mishimy” można oglądać na wystawie w biurowcu Archetura na ul. Cystersów w Krakowie.


Pozostali przy życiu spiskowcy zostali skazani na kary 4 lat pozbawienia wolności. 

Korzystałem z internetowych informacji o Mishimie w języku polskim i angielskim. Jeśli ktoś może porozmawiać z mieszkańcem Japonii, to warto zweryfikować przedstawiony opis wydarzeń. 

środa, 13 maja 2015

Kultura ma znaczenie

Najlepiej byłoby pisać o tym wszystkim jak Jakub Biłuński o boksie. Równie dramatyczne starcie idei z miałką codziennością. Równie wspaniali bohaterowie, szkarłatni miotacze pereł i istne szumowiny penetrujące najdalsze peryferia nikczemności. Rauty u ambasadora i nocne spotkania na stacji benzynowej. Podobna mieszanka dobra, zła, uczciwości, blichtru, oszustwa, cwaniactwa i naiwności. Równie wielu neofitów z głowami pełnymi tanich marzeń. Dolary, dolary, dolary, alkohol (Ostrzegamy! Przechadzki w Alei Nisko Latających Sędziów na własną odpowiedzialność!), pełne spektrum namiętności, napięcie, i ten strach zmuszający niekiedy do wymiany ciosów. No i decyzje sędziów. Zaskakujące decyzje sędziów...

My, dzieci z zajęć uczonego lansującego tezę o zgubnym wpływie erudycji, nie mamy jednak szans na dorównanie Jakubowi Biłuńskiemu. Jaki miałoby to zresztą sens, skoro czytelnicy blogów o boksie to ludzie dalece bardziej kulturalni od czytelników blogów prawniczych. Miałem niegdyś „Kulturalną historię boksu”, czegoś podobnego o prawie nie da się napisać. Poza tym moje literackie ekscytacje nie wykraczają obecnie ponad lekturę autobiografii Mika Tysona (jego miłość do literatury rosyjskiej jest jednak inspirująca).

Niedługo my barbarzyńcy zrobimy coś dla ludzi kulturalnych. Otóż od 1 lipca 2015 sprawcy rozbojów (takich zwykłych z 280 par. 1k.k.), jeśli nie wybiorą koncyliacyjnej formy zakończenia postępowania, będą musieli spędzić przynajmniej miesiąc w więzieniu. Na podstawie art. 69 k.k. będzie można zawiesić karę do roku pozbawienia wolności, a zatem ci wszyscy nastoletni złodzieje czapek, banknotów 20 zł, telefonów, itd., stosujący przemoc lub grożący jej użyciem będą poddawani zbawczemu wpływowi kultury więziennej. Jeśli sąd łaskawie zastosuje nowy art. 37b k.k. to edukacja będzie krótkotrwała, ale na pewno wystarczająca, bo przecież na początku wiedza przyswajana jest najbardziej intensywnie. Jeśli jednak sąd nie odnotuje tej świeżej regulacji, to łup w postaci klapek, rękawiczek, czy kaszkietu będzie oznaczał co najmniej dwuletnie pozbawienie wolności.  

W więzieniach wszyscy ćwiczą i czytają książki. Więzienia pojawiają się w wielu bokserskich historiach. Już niedługo wychowamy wielu nowych, wspaniałych kandydatów na mistrzów. Oni napiszą kulturalną historię tego kraju.


P.S.


  1. Warto odnotować, że osiedlowi sprzedawcy marihuany też będą mieli zamkniętą drogę do kary w zawieszeniu z uwagi na treść art. 56 ust. 3 upn i upowszechnioną przez Sąd Najwyższy wykładnię znamienia „znacznej ilości”.

  2. Dziękuję Młodemu Uczonemu Dominikowi Zającowi za szybką konsultację w zakresie nowelizacji k.k.

  3. Proszę przeczytać te Wizytówki Jakuba Biłuńskiego

czwartek, 23 kwietnia 2015

Apel

Wszyscy powinniśmy połączyć się w modlitwie o odmowę wszczęcia, ewentualnie natychmiastowe umorzenie postępowania w sprawie przecieku stenogramów ze śledztwa dotyczącego katastrofy samolotu w Smoleńsku. Sprawę przejęła Prokuratura Apelacyjna w Krakowie, toteż o szczególny wysiłek modlitewny proszone są osoby zamieszkałe w rejonie ulicy Mosiężniczej.

Postawienie dziennikarzom radia RMF zarzutów w tej sprawie będzie bowiem skandalem o wydźwięku międzynarodowym. Otóż Europejski Trybunał Praw Człowieka od lat stoi na stanowisku, że upublicznienie przez dziennikarza informacji niejawnych, w sytuacji gdy śledztwo budzi powszechne zainteresowanie jest dopuszczalne w ramach swobody wypowiedzi gwarantowanej art. 10 Konwencji. Nie tak dawno, bo 1 lipca 2014, Trybunał uznał, że skazanie szwajcarskiego dziennikarza, który upublicznił informacje z postępowania dotyczącego wypadku samochodowego, stanowiło naruszenie wspomnianego przepisu i zasądził na jego rzecz równowartość kwoty 5000 Euro. Okoliczności wypadku, o którym pisał dziennikarz były drastyczne (3 ofiary śmiertelne, liczni ranni), a sprawa budziła powszechne zainteresowanie. Po publikacji zarówno sprawca jak i pokrzywdzeni nie wystąpili z roszczeniami, natomiast akt oskarżenia wniósł prokurator. Naraził swoje państwo na straty (cały wyrok tutaj: http://hudoc.echr.coe.int/sites/eng/pages/search.aspx?i=001-145457).

Tak samo może skończyć się postępowanie w sprawie przecieku stenogramów ze śledztwa smoleńskiego. Nawet przeciwnicy politycznej działalności Lecha Kaczyńskiego muszą bowiem przyznać, że okoliczności śmierci najważniejszej osoby w państwie budzą powszechne zainteresowanie, szczególnie gdy od 5 lat prokuratorzy nie mogą uporać się z tą sprawą. Jeśli zaś nie mogą jej zakończyć, to muszą się liczyć z tym, że ktoś będzie próbował skontrolować jakość ich pracy. Właśnie dlatego prowadzenie postępowania w przedmiocie przecieku jest złem.

Przekładając pogląd ETPCZ na realia argumentacyjne lokalnych postanowień o umorzeniu postępowania należy powołać się na brak społecznej szkodliwości działania sprawców. Będzie to tym bardziej zasadne, że NPW sama ujawniła te stenogramy tuż po tym jak zostały opublikowane przez dziennikarzy.


Proszę się zatem modlić.


piątek, 17 kwietnia 2015

Ona tu jest


Ona jest już kilka tygodni.

Na początku mówiono o niej tylko po angielsku. Na razie tylko się przygląda i nie robi notatek. Nie musi. Wszystko już wie i umie, bo jest prawnikiem od lat, od samego poczęcia. Spojrzenie ma skupione, oczami bez koloru świdruje przeciwnika. Wytrąci oręż bez pytania która godzina. Bez litości zniszczy jeśli dostanie polecenie.
Nie chciałbyś Czytelniku wejść jej w drogę ani na sali, ani w korytarzu.

Nie słucha żadnej konkretnej muzyki, nie przyznaje do literatury, hobbystycznie zarządza zasobami (ludzkimi). Zawodowo też. Nie posiada kotka ani papużek. Deklaruje słabą orientację w karnym, prawdopodobnie dla zmyłki. Jest za to bezwzględną zwolenniczką elegancji. Nie wiadomo kim była, nie wiemy kim jest, ani dokąd zmierza.

Wiadomo, że wzięła się z Rzeszowa, ale równie dobrze mogła nadjechać pewnego dnia astonem martinem w ciemnych okularach, wycelować w Ewę z glocka i poprosić o martini. Wiadomo jakie.

Córka rzeszowskiej matki, aplikantka Krakowskiej Izby, agentka Jej Królewskiej Mości - jest tym wszystkim, ale czym jeszcze?

Kim naprawdę jest Dżoana?

piątek, 10 kwietnia 2015

Mad Season

Najlepszym jurystą w mieście okazał się arcybiskup metropolita krakowski Stanisław Dziwisz. 

Wcześniej było jednak przedpołudnie. Wielki Piątek. Wraz z mężczyzną, którego od jakiegoś czasu nazywamy Poszukiwaczem Sensacji przebywaliśmy na terenie jednostki penitencjarnej i tępo wpatrywaliśmy się w nowy art. 85 par. 3 kk. Próby egzegezy tego zapisu zakończyły się fiaskiem, a żaden z przybyłych osadzonych nie dysponował kamieniem z Rosetty. Dostali więc pisanki i wrócili do swoich treningów, książek i programów telewizyjnych. 

Wieczorem arcybiskup metropolita krakowski Stanisław Dziwisz uznał, że Wielki Piątek to dobra okazja do omówienia  problematyki środków antykoncepcyjnych. Zachęcam jednak, by mu to wybaczyć, bo przy tej okazji postawił tezę o ogólniejszym wydźwięku, a zarazem ważką nie tylko dla prawników. Powiedział bowiem: „Prawdziwy uczeń Jezusa nie będzie nigdy korzystał z niegodziwych praw, nawet uchwalonych w majestacie demokratycznego państwa, bo prawda i dobro nie podlegają głosowaniu. Te prawa do niczego nie zmuszają. Każdy z nas ma sumienie, znamy Dekalog i mamy Ewangelię”.

W pierwszej chwili pogląd ten może wydać się niepokojący, nazbyt anarchistyczny, stanowiący wezwanie do społecznej rebelii. Wszak żyjemy w mieście, w którym informowanie młodzieży, że prawa ludzkie do niczego nie zmuszają może przynieść opłakane skutki. Przecież niektórzy prowadzą tu „świętą wojnę” i łakną moralnej podbudowy dla niesubordynacji wobec ziemskiego porządku prawnego (co będzie jak w sposób sobie właściwy zmodyfikują naukę Tomasza z Akwinu o sprawiedliwej karze śmierci?). Przecież niektórzy hodują tu konopie inne niż włókniste, a zakaz ustawowy uprawy tej rośliny nie ma  uzasadnienia lepszego niż miałby zakaz sprzedaży alkoholu, gdyby tylko został wprowadzony (czego bardzo pragniemy). Posługując się Dekalogiem, Ewangelią i sumieniem, a także twierdząc, że prawda i dobro nie podlegają głosowaniu z łatwością uzasadnimy brak obowiązku przestrzegania niektórych zapisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Wydawać by się zatem mogło, że arcybiskup powinien nawoływać do przestrzegania prawa ludzkiego, a problem jego zgodności z prawem boskim rozwiązywać wykorzystując swój autorytet podczas kontaktów z przedstawicielami władzy ustawodawczej. 

Pogląd arcybiskupa w obliczu nowego brzmienia art. 85 par. 3 k.k. (i nie tylko) jest jednak jedynym trafnym. Napisano bowiem:  „Podstawą orzeczenia jednej kary łącznej nie może być kara wymierzona za przestępstwo popełnione po rozpoczęciu, a przed zakończeniem wykonywania innej kary podlegającej łączeniu z karą wykonywaną w chwili popełnienia przestępstwa, lub karą łączną, w skład której wchodzi kara, która była wykonywana w chwili popełnienia czynu”. Trudno o zachowanie spokoju przy lekturze cytowanego tekstu. Jedynym celem tak pisanego prawa jest przekazanie obywatela w ręce złego adwokata, złego sędziego, złego prokuratora i nawet gdyby arcybiskup okazałby się Wielkim Lobbystą, to nie jest w stanie powstrzymać spirali ustawodawczej zbrodni. Obywatel jest samotny i bezradny. Nie rozumie i nie daje mu się żadnej szansy. Lepiej żeby nie przestrzegał norm pisanych w tak wyrafinowanej poetyce. Lepiej niech słucha Jezusa.

P.s.

W trudnym czasie przełomu marca i kwietnia, uwikłani w obchody kolejnych rocznic śmierci wszystkich patronów tego bloga (5 kwietnia!) zalecamy powstrzymanie się od konsumowania substancji odurzających, rozwój duchowy i regularne ćwiczenia cielesne ze szczególnym uwzględnieniem kajakarstwa i wycieczek górskich. Twórcy przepisów powinni dodatkowo oddać się kontemplacji sztuki reportażu.